• facebook
  • rss
  • Nazywam się... siostra

    ks. Wojciech Parfianowicz ks. Wojciech Parfianowicz

    dodane 13.11.2016 12:52

    W czasie, kiedy mówi się o kryzysie powołań, na Koszalin spadł powołaniowy deszcz. Zmokła też nieco redakcja "Gościa Niedzielnego".

    W Świdrze pod Warszawą 12 listopada cztery młode dziewczyny przywdziały zakonną suknię. Prawie trzy z nich są z Koszalina. Jak to możliwe, że prawie?

    Paulina Lech i Krystyna Lenz, pochodzą z parafii pw. św. Wojciecha w Koszalinie. Justyna Steranka, pochodzi z Kaszub, ale mieszkała ostatnio w Koszalinie i była naszą redakcyjną koleżanką. Jeszcze niedawno przemierzała diecezję koszalińsko-kołobrzeską z dyktafonem i aparatem. W końcu przyciągnęła ją wznosząca się nad Koszalinem Góra Chełmska, na której od ponad 25 lat pracują siostry z Szensztackiego Instytutu Sióstr Maryi.

    - Marzyłam o pracy dziennikarskiej. Nie mogłam uwierzyć, kiedy dostałam pracę w "Gościu". Pan Bóg spełniał moje pragnienia. W końcu jednak wszystko przestawało być ważne: dotychczasowe życie, wymarzona praca, pieniądze, niezależność, pewien społeczny prestiż, ponieważ wiedziałam, że wzywał mnie Pan Bóg. Dzisiaj, po dwóch latach formacji, mogę powiedzieć, że rzeczywiście tak jest - dzieli się Justyna.

    Uroczystości obłóczyn, która odbyła się w kaplicy domu sióstr w Świdrze, przewodniczył bp Marek Solarczyk. Gdy cztery kandydatki odziane w białe suknie, z głowami nakrytymi welonami, weszły w procesji  i zajęły miejsca, między wersami pieśni śpiewanej przez zgromadzenie można było usłyszeć lekkie popłakiwanie.

    - Ludzie pytali nas przed dzisiejszą uroczystością, czy jesteśmy gotowi. Tak - mówiliśmy. Mamy chusteczki - przyznaje Zdzisław Lenz, tata Krysi. - Ale to nie są łzy rozpaczy, tylko wzruszenia i szczęścia - dodaje.

    Po Hymnie do Ducha Świętego i Litanii Loratańskiej, bp Solarczyk pobłogosławił nowe stroje zakonne i wręczył poszczególne ich elementy nowicjuszkom. Dziewczyny otrzymały suknię, pas i welon. Z zapalonymi świecami w ręku wyszły z kaplicy, aby się przebrać.

    Gdy weszły z powrotem, początkowo trudno było je rozpoznać. - Welon bardzo zmienia - stwierdziła koleżanka jednej z kandydatek.

    Zmieniły się także imiona. Nasza redakcyjna koleżanka Justyna jest teraz s. Hanną. Koszalinianki: Paulina Lech i Krystyna Lenz wybrały imiona: Eryka i Samuela. Ślązaczka Natalia, czwarta nowicjuszka, od momentu obłóczyn jest s. Pią.

    Nowicjuszki z lekkim wahaniem przedstawiają się po nowemu. Także nasza koleżanka Justyna, teraz po drugiej stronie dyktafonu: - Nazywam się... s. Maria Hanna Steranka - mówi i chyba jeszcze sama nie może w to uwierzyć.

    Formacja w Szensztackim Instytucie Sióstr Maryi rozpoczyna się kandydaturą i postulatem. Etap ten nie ma dokładnie określonego czasu trwania. Nasza redakcyjna koleżanka Justyna, do zgromadzenia wstąpiła dwa lata temu. Obłóczyny, które odbyły się 12 listopada, rozpoczynają dwuletni nowicjat. Po nim, siostry składają przyrzeczenia na jeden rok, następnie na dwa, a potem jeszcze na trzy lata, aby w końcu złożyć je na całe życie. Przed nowicjuszkami jest więc jeszcze kilka lat solidnej formacji.

    W uroczystości w Świdrze uczestniczyło ok. 200 osób. Oprócz najbliższej rodziny, kandydatki zaprosiły także znajomych i przyjaciół, także młodzież z Ruchu Szensztackiego. Obecne były siostry z wszystkich polskich domów Instytutu. Nie zabrakło też delegacji z miejsc pochodzenia kandydatek. W Świdrze byli więc także przedstawiciele z parafii pw. św. Wojciecha w Koszalinie, z ks. Andrzejem Hryckowianem na czele.

    Szerszy materiał z uroczystości, rozmowy z kandydatkami, w papierowym wydaniu "Gościa Koszalińsko-Kołobrzeskiego", które ukaże się 27 listopada.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół