• facebook
  • rss
  • Jak Dawid

    dodane 01.12.2016 00:00

    – Żeby się modlić, niekoniecznie trzeba klękać. Taniec doskonale nadaje się do tego, żeby uwielbiać Boga – przekonują.

    Wychodząc po wieczornej Mszy św. z kościoła, już trochę przytupują. Przede wszystkim z zimna. Kwadrans później, w salce, już nikt nie narzeka na listopadową aurę.

    Całym ciałem

    Podskakiwanie w rytm skocznych szlagierów, dobrze znanych bywalcom Wieczorów Chwały, rozgrzewa doskonale. – Na początku mieliśmy zakwasy, ale z każdym czwartkiem jest coraz lepiej – przyznają ze śmiechem tancerze. Dlatego zaczynają od rozgrzewki. I to zarówno fizycznej, jak i duchowej. Proszą Boga, by ich taniec przynosił dobre owoce, śpiewem przyzywają Ducha Świętego, żeby był wśród członków wspólnoty i losują maleńki karteczki odsyłające do fragmentów Pisma Świętego. Odczytane zdanie będzie im towarzyszyć podczas tańca i przez cały tydzień. – Całym ciałem można uwielbiać Pana Boga! I dzięki temu być bliżej Niego – zapewnia Patrycja Chmielińska. Od września prowadzi diakonię, która powstała przy kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Pomysł na uwielbianie Boga tańcem przywiozła z Lęborka.

    – Diakonia tańca istnieje tam od 2014 r. Wspólnota powstała po warsztatach i przyjęła się na dobre. Tam zaczęłam tańczyć na chwałę Pana. A że wiedziałam, że pomysł jest dobry, to kiedy przeprowadziłam się do Kołobrzegu, chodziło mi po głowie, żeby i tutaj zrobić coś podobnego – opowiada. Zapał drobnej blondynki, wyglądajacej na szesnastolatkę, zdołał przekonać o. Pawła Kaczmarskiego, że przy franciszkańskim kościele przydałaby się diakonia tańca. – Ojciec Paweł widział w Lęborku, jak to wyglądało, więc nie bał się dać nam zgody – śmieje się Patrycja. Trochę brakuje jej nad morzem Strefy Chwały, podczas której lęborska wspólnota zapraszała do tańca innych, ale powoli rodzą się już pomysły na to, jak wyprowadzić świeżo upieczoną diakonię poza parafialną salkę, do ludzi.

    I w habicie można

    Tu mniej ważne są umiejętności, bardziej liczą się chęci. I trochę odwagi, żeby całym sobą uwielbiać Boga. – Niektórzy nie tańczą, bo boją się… śmieszności. A inni zupełnie nie mogą zrozumieć, że taniec to też modlitwa. Jak to? To nie tylko na kolanach?! I żeby w kościele tańczyć?! Zupełnie im się to w głowach nie mieści. Albo tańczę i się bawię, albo się modlę. Taki opór bywa też w duchownych. Może dlatego, że boją się wyjść na ludzi niepoważnych – mówi o. Maciej Talewski, któremu absolutnie nie brakuje dystansu do siebie. Bo czy w pląsach w habicie jest coś niestosownego? – Mnie w przełamywaniu takich obaw pomaga mój wiek. Najwyżej powiedzą: „młody jest” i machną ręką – śmieje się kapłan z dwuletnim stażem. W diakonii upatruje szansę na „oswajanie” młodzieży. – W pierwszym roku przekonałem się, że w mniejszym mieście niełatwo przyciągnąć młodych do kościoła. Trudniej złapać z nimi głębszy kontakt, bo kończą szkoły i rozjeżdżają się na studia do większych ośrodków. Szukałem sposobów, żeby jakoś do nich dotrzeć. Potem pojawiła się ze swoim pomysłem Patrycja i zaproponowała, żeby tańczyć – opowiada franciszkanin. – Sam bym na to nie wpadł – dodaje ze śmiechem i rusza do kolejnego tańca.

    Zamień pasję na…

    Niełatwo zapamiętać wszystkie kroki i układy choreograficzne, ale nawet jeśli nogi czasem się poplączą, nikt się tym specjalnie nie przejmuje. – To nie jest takie skomplikowane – przyznaje Piotrek. Tańczy z zapałem, ale woli miejsce nieco z tyłu, za dziewczynami. – Wcześniej nigdy tak się nie modliłem, chociaż słyszałem o tym. Przyszedłem na zajęcia trochę z nudów, trochę z ciekawości. I bardzo mi się spodobało – opowiada. Nie przeszkadza mu, że w zdecydowanie żeńskiej diakonii stanowi mniejszość. Otuchy dodaje mu, ze o. Maciej też tańczy. Kasia usłyszała o diakonii w ogłoszeniach w kościele. – W dzieciństwie zawsze bardzo chciałam tańczyć, ale mama nie bardzo mogła sobie pozwolić na to, żeby zapisać mnie na jakieś zajęcia. Ale Pan Bóg zrobił mi niespodziankę i spełniło się moje marzenie: cztery lata tańczyłam w zespole tańca współczesnego. A teraz znów dał mi prezent: w mojej parafii jest diakonia tańca! – cieszy się młoda kobieta. – Obojętne co tańczę, zawsze tańczę dla Niego! I dziękuję za to, że mnie stworzył, że dał mi ciało, którym mogę Go uwielbiać. Dziękuję za każdy gest i krok, nawet jeśli nie zawsze udaje mi się wykonać je idealnie, bo wiem, że Panu Bogu nawet taki nieidealny taniec się podoba – zapewnia z entuzjazmem. – Nawet Pismo Święte podpowiada nam, że uwielbiać Boga można całym ciałem. Dawid też tańczył dla Pana. Myślę, że jeśli w relacji z drugim człowiekiem potrafimy się otwierać, być spontaniczni, to dlaczego w relacji z Panem Bogiem takim nie być? Jeśli ktoś potrafi tańczyć i lubi to robić, to dlaczego nie miałby tak się modlić? Jeśli lubi robić zdjęcia, to one też mogą wielbić Pana Boga. Każdą naszą pasją, każdym talentem możemy oddawać Mu chwałę. Wszystko, co robimy, nasze obowiązki, nauka, praca, wszystko to możemy zamieniać w modlitwę – przekonuje o. Maciej Talewski. – I dlatego warto przyjść na takie zajęcia, żeby się o tym przekonać – zaprasza z uśmiechem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół