• facebook
  • rss
  • Z ciepłymi skarpetami i nadzieją

    Karolina Pawłowska Karolina Pawłowska

    dodane 07.12.2016 01:19

    - Ważniejsze niż prezenty, są życzliwość i dobre słowo, które przynieśliśmy ze sobą - mówią pomocnicy św. Mikołaja, którzy we wtorkowy wieczór odwiedzili słupskie schronisko dla osób bezdomnych.

    - Nie potrzeba wiele, żeby być jak święty Mikołaj - cieszą się członkowie Szkoły Nowej Ewangelizacji Wspólnota św. Krzysztofa ze Słupska przytupując z zimna pod schroniskiem prowadzonym przez Towarzystwo Pomocy im. św. brata Alberta. Każdy coś przyniósł: ciasto, słodycze, owoce. Czekają jeszcze tyko, aż przyjedzie gorący bigos i już za chwilę ruszają do akcji.

    Sławek, świeżo upieczony święty Mikołaj, poprawia biskupią mitrę i sztuczną brodę, a Romek zarzuca worek na plecy. Silna grupa w charakterystycznych czerwonych polarach śpiewa ile wlezie, zapraszając tych, którzy jeszcze krępują się wyjść z pokoi. Takiego zamieszania na Leśnej 6 jeszcze nie było.

    SNE u Brata Alberta
    Karolina Pawłowska
    - To też jest ewangelizacja, najprostsze świadectwo. Nie potrzeba wtedy traktatów teologicznych, żeby opowiedzieć o Bogu. To jest Dobra Nowina, którą niesiemy w Adwencie - mówi ks. Tomasz Kędzierski, który towarzyszy członkom wspólnoty.

    - Chrześcijaństwo w praktyce to miłosierdzie. A miłosierdzie polega na tym, że idę do tych, którzy nawet nie oczekują, że do nich przyjdę. Tak ma wyglądać życie chrześcijanina. Każda miłość ma tę właściwość, że szanuje wolność. Kruszy mury powoli. Wiem, że to w nich zostanie. Być może ten kawałek ciasta coś w nich zapali, wrócą do tej chwili zwłaszcza ci, w których w tej chwili są negatywnie nastawieni do spraw związanych z Panem Bogiem i z wiarą - zauważa duszpasterz.

    Święty Mikołaj z pomocnikiem rozdają malutkie paczuszki. W każdej z nich są ciepłe skarpety. Ania Borowiec zagląda do pokoi, zatrzymuje się przy każdym z mieszkańców, o coś zagadnie, zapyta.

    - Ci ludzie bardzo potrzebują drugiego człowieka, rozmowy, życzliwości, zainteresowania. To ważniejsze niż te skarpety czy bigos, które przynieśliśmy. Powinniśmy tu częściej przychodzić, a nie tylko od święta - kiwa głową ewangelizatorka. Ewangelizatorzy nie przyszli z pustymi rękoma: dla mieszkańców Leśnej 6 mieli ciepły bigos i słodycze.   Ewangelizatorzy nie przyszli z pustymi rękoma: dla mieszkańców Leśnej 6 mieli ciepły bigos i słodycze. Karolina Pawłowska /Foto Gość

    - Moglibyśmy sobie siedzieć w domu, zajadać się słodkościami, wręczać ślicznie zapakowane paczuszki z kolejnym być może niepotrzebnym drobiazgiem. Albo przyjść z prezentami tutaj. Tak sobie właśnie wyobrażam dzień świętego Mikołaja, biskupa, który szedł do potrzebujących. Chcemy wcielać w życie to, co głosimy. Nasze akcje ewangelizacyjne polegają na tym, że idziemy do ludzi i dajemy im nadzieję - dodaje.  

    - To niecodzienni goście u nas, ale bardzo mili. I potrzebni naszym mieszkańcom, którzy najczęściej nie mają żadnego kontaktu z rodzinami, mają poczucie bycia na marginesie społeczeństwa. Nawet jeśli sami ciężko na to pracowali i na ulicy znaleźli się nie przypadkiem. Nawet u największych twardzieli łza się w oku zakręci, że ktokolwiek o nich pomyślał, potraktował jak człowieka - przyznaje Daniel Złotkowski, wychowawca w schronisku.

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół