• facebook
  • rss
  • Wsi potrzebny teatr

    dodane 05.01.2017 00:00

    Odrodzić na wsi amatorski teatr? To się może udać. Stara się o to Powiatowy Przegląd Teatrzyków Wiejskich „Wiejsztuk”.

    Jego V edycja odbyła się w Kobylnicy k. Słupska. 16 grudnia przybyło do tamtejszego Gminnego Centrum Kultury 9 zespołów skupiających ponad 100 uczniów podstawówek i gimnazjów z regionu – z Kępic, Biesowic, Skórowa, Wrześcia, Głubina, Zaleskich, Objazdy i Słonowic. To cieszy organizatorów z Regionalnego Centrum Kultury w Słupsku. Chcą oni obudzić dobre dawne teatralne tradycje.

    Tylko amatorzy

    W latach powojennych teatr na wsi był. Mieszkańcy nie mieli telewizorów ani kina (czasem tylko pojawiało się objazdowe), a z wolnym czasem trzeba było coś zrobić. Coś kulturalnego. – Gdy na nasze ziemie przybyli osadnicy, brakowało rozrywek. Sami musieli je sobie zapewnić – przypomina prowadzący przegląd teatralny Zbigniew Babiarz-Zych, promotor kultury ze słupskiego starostwa. Sam pamięta z dzieciństwa, że taki właśnie wioskowy teatr funkcjonował w jego rodzinnym Pobłociu w gminie Główczyce.

    – Był złożony z samych rolników. Jako pedagogowi kulturalno-oświatowemu leży mu na sercu, by na wsiach istniały jak dawniej wiejskie domy kultury i teatry amatorskie. Kwestie te podnosi we „Wsi Tworzącej”, periodyku ukazującym się samodzielnie przed wojną i długo po niej, a od ośmiu lat jako dodatek literacki do pisma „Powiat Słupski”. Słupsk jest jedynym powiatem w Polsce, który promuje wiejskich twórców, toteż swe prace nadsyłają tu nie tylko artyści lokalni, ale i z całego kraju, a nawet ci, którzy z polskiej wsi wyemigrowali do USA, Niemiec czy Holandii. Regularnie wydawana jest także 400-stronicowa antologia poezji. – Publikujemy co roku 60–70 autorów amatorów – mówi Z. Babiarz-Zych. Wyjaśnia, że powiat wspiera wyłącznie ruch amatorski.– Prócz tego organizujemy turnieje literackie i spotkania, podczas których twórcy mogą zaprezentować swoje dzieła. „Wieś Tworząca” jest periodykiem skierowanym do tych poetów, dla których pisanie jest wyłącznie potrzebą serca, nie zarobkiem. – Zaczynaliśmy od publikowania wierszy, których autorzy byli analfabetami i swoją poezję przechowywali w pamięci – dodaje promotor kultury wiejskiej. Te wysiłki są skuteczne. Na wsi nadal tworzy się kulturę i dba o podtrzymywanie obrzędowości ludowej. Są warsztaty rękodzielnicze, imprezy tematyczne, skanseny, podczas wielu lokalnych imprez prezentują się zespoły taneczne, śpiewacze. – Nie wszystkie prezentują wysoki poziom, ale nie o to nam chodzi. Za to mają tę szczerość przekazu, a my promujemy autentyczność, pomagamy wydawać płyty. Wówczas ich własna twórczość cieszy, rozwija, artyści nabierają zapału do pracy – ocenia pedagog.

    Raz lepiej, raz gorzej

    Jednym ze sposobów animacji kultury wiejskiej jest właśnie Powiatowy Przegląd Teatrzyków Wiejskich „Wiejsztuk”. To nie tylko okazja do prezentacji umiejętności teatralnych uczniów szkół podstawowych, gimnazjalnych czy świetlic wiejskich z terenu powiatu słupskiego. To także sposób na odrodzenie popularnych niegdyś scen teatralnych w małych miastach i wsiach. I to nie na chwilę, na ledwie kilka sezonów, ale na lata. O tym, że to może się udać, niech świadczy fakt, że od czasów powojennych zachował się jeszcze amatorski teatr w Kępicach, który powstał wysiłkiem entuzjastów skupionych przy zakładzie garbarskim. – Jeszcze niedawno nagradzaliśmy jednego z aktorów tego teatru, 70-latka. Na to wyróżnienie ci wiekowi już aktorzy zdołali przygotować sztukę – zachwala Zbigniew Babiarz-Zych. – Wówczas uznaliśmy: trzeba do tych tradycji wrócić. Bo uczniowie, którzy prezentują się w zespołach szkolnych, często nie orientują się, na czym polega teatr. Proponując im udział w przeglądzie, chcieliśmy zapewnić im właściwą edukację. I uczyć tego nie tylko uczniów, ale także opiekunów, bo od nich dużo zależy. Udaje się to z różnym skutkiem. W pierwszej edycji „Wiejsztuka”, która odbyła się w Dębnicy Kaszubskiej, wystąpiło 12 zespołów. Amatorów wsparli wówczas fachowcy z teatru lalkowego ze Słupska, którzy zapewnili nie tylko profesjonalne nagłośnienie i oświetlenie czy oprawę artystyczną konkursu, ale też właściwą ocenę. – To dało nam do myślenia: aż 12 zespołów, więc jest nadzieja na przyszłość, może tradycje teatrów wiejskich się odrodzą? Zdecydowaliśmy się więc kontynuować przegląd. Ale potem było coraz gorzej – nie ukrywa Zbigniew Babiarz-Zych. Rok temu idea przeżyła swój kryzys. Na „Wiejsztuk”, tym razem przeniesiony do Słupska, przyjechały zaledwie 3 zespoły. – To już było mało poważne. Na szczęście w tym roku promocja zadziałała, zgłosiło się 9 zespołów, do Kobylnicy przyjechało 112 dzieci.

    „Łyknąć” teatr

    W jury V „Wiejsztuka” zasiedli Wiesław Dawidczyk, reżyser teatru Rondo w Słupsku, oraz Grzegorz Gurłacz, dyrektor Domu Kultury w Damnicy. Znawcy teatru widzą, że dzieci i młodzież nie są obeznani ze sceną. Owszem, potrafią pokazać emocje, ale brak im dobrego prowadzenia, ich potencjał jest w wielu przypadkach niewykorzystany. – A do tego potrzeba wielu składowych: i tego, żeby częściej bywać w teatrze lub kinie, i tego, żeby często występować, i tego, żeby słuchać rozmaitej muzyki lub poezji – poucza Grzegorz Gurłacz. – Bo w tym wszystkim znajduje się to, co jest najważniejsze w teatrze: metafora współczesnego świata – uzupełnia Wiesław Dawidczyk. – Odniesienia do klasyki są potrzebne, tyle że muszą one być przekształcone, bardziej dostosowane do współczesności. Wiesław Dawidczyk od lat pracuje w teatrze z różnymi grupami wiekowymi i wie, jak wiele czasu trzeba poświęcić, żeby przygotować nawet krótkie prezentacje, nauczyć się poruszania na scenie, mówienia do widza, a nie do kulis. – Bez względu na efekt, który tu jest różny, doceniam wysiłek dzieci. Bo wszyscy dzisiaj możemy decydować, jak zagospodarować wolny czas, więc godne pochwały jest to, że wybrały one właśnie tę ścieżkę – mówi. Organizatorzy nie chcą gasić ognia, przeciwnie, robią wiele, żeby przeglądy przyczyniły się do edukacji teatralnej. Wiedzą, że próby w klasie lub przedstawienia w szkolnej auli to za mało, by „łyknąć” teatr, toteż zapraszają zespoły na profesjonalną scenę, gdzie mogą występować pod okiem fachowców, oraz motywują je wysokimi nagrodami (w tym roku nagroda główna wynosiła tysiąc złotych). Jednak w teatrze najważniejszy jest widz. A jego brakuje. Zbigniew Babiarz-Zych utyskuje na te zespoły, które chcą się pokazać, ale już oglądać pracę konkurencji – niekoniecznie. Zamiast dotrwać do końca konkursu na widowni, idą na spacer lub na obiad do okolicznych barów. – Próbujemy zachęcać występujących, a także ich opiekunów, żeby zobaczyli dokonania kolegów. To im wiele da, także ogląd repertuaru, a trzeba, żeby ten się zmieniał, żebyśmy co roku nie oglądali „Kopciuszka”. Dla małych teatrów jest jednak nadzieja, bo w powiecie słupskim – w ośrodkach szkolnych, kulturalnych czy DPS-ach – nie brakuje ludzi, którzy przygotowują młodych, ale i tych starszych aktorów amatorów, trochę lepiej.

    Scena uczy

    Nie wszystkie dzieci chcą bawić się w teatr. Przyznaje to Helena Wudarowicz, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej w SP w Kępicach, która od około 20 lat prowadzi grupy teatralne z klasami I–III. – Niektóre dzieci początkowo nie potrafią sobie tego wyobrazić, inne natomiast nie radzą sobie ze stresem – zauważa. – Te nieufne dopiero w drugiej, trzeciej klasie, zachwycone przedstawieniami, które zobaczą w szkole, decydują się dołączyć i same spróbować sił na scenie. Żeby ich nie zniechęcać, nauczycielka każdemu dziecku musi przyznać rolę, choćby najmniejszą. I widzi tego efekty. – Scena dużo im daje. Uczą się czytać, wyrażać emocje, działać plastycznie, współpracować w grupie – wyjaśnia. – Kontakt z teatrem wpływa też pozytywnie na czytelnictwo. Doprowadza też do praktycznych wniosków. Mali kępiczanie na „Wiejsztuku” wystawili „Pułapki w internecie”. Grą przekonywali widzów do tego, co sami pojęli i przedyskutowali podczas licznych prób. – To przedstawienie profilaktyczne, widać refleksję u widzów. Na sali zapanowała totalna cisza. A po niej burza oklasków – cieszy się nauczycielka. Przegląd powoli, choć jeszcze nie do końca, spełnia swoją rolę. Należy bardziej podrążyć środowisko, zmotywować je. – Młodych trzeba odrywać od komputerów, wprowadzać w świat sztuki – nie ustępuje Zbigniew Babiarz-Zych. – Przecież Słupsk ma ogromne tradycje teatralne, świetnych instruktorów, zespoły, które uczestniczą na ogólnopolskich przeglądach, i to z sukcesami. Tu, na „Wiejsztuku”, nie chodzi o wyłanianie zwycięzców, ale o to, by teatr istniał w szkołach. Mamy bardzo uzdolnioną młodzież i chcemy z niej wydobyć talenty. Ale trzeba jej to najpierw pokazać, nauczyć. Dlatego ją tu zaprosiliśmy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół