• facebook
  • rss
  • Zasypmy dzieci grami

    dodane 05.01.2017 00:00

    Kiedy otworzyły się drzwi jadalni świdwińskiego domu dziecka, równie szeroko otworzyły się oczy i buzie maluchów. Goście byli większym zaskoczeniem niż worki prezentów, które przynieśli.

    Wwigilijne wczesne popołudnie na plebanii świdwińskiej parafii pw. św. Michała Archanioła zawrzało. Żeby zapakować wszystkie prezenty, potrzeba było co najmniej 10 wielkich worków. – Zostać pomocnikiem św. Mikołaja to nie byle co. Nie da się tego opisać słowami – przyznaje Dajana Kurowska, która trzeci raz bierze udział w akcji.

    Sieć dobra

    – Jest coś niesamowitego w spełnianiu marzeń dzieci. Zobaczyć ich miny, kiedy staje przed nimi św. Mikołaj, to naprawdę coś wielkiego – z przejęciem szuka odpowiednich słów, żeby opowiedzieć, dlaczego zamiast rzucać się w wir ostatnich przedświątecznych przygotowań w domu, szykuje paczki – mówi Dajana Kurowska. Akcja „Daj piątaka na dzieciaka” organizowana jest w Świdwinie po raz piąty. – Pierwszą edycję zainicjowali uczniowie dwóch licealnych klas. Złożyli się i kupili klocki Lego dla dwóch chłopców. Na drugi rok akcja objęła całe liceum, a w kolejnym poruszony był cały Świdwin. Teraz paczki przychodziły z całej Polski, a nawet z zagranicy. Włączali się w akcję nie tylko moi uczniowie, nastolatki, ale też ich znajomi i znajomi znajomych – opowiada ks. Marcin Gajowniczek, koordynujący spełnianie dziecięcych marzeń.

    W tym roku adresatami zostali podopieczni miejscowego Centrum Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych. – Po konsultacji z wychowawczyniami ustaliliśmy, że najlepsze będą gry planszowe. Na Facebooku rzuciłem hasło: zasypmy dom dziecka grami i… chyba nam się udało – śmieje się ks. Marcin. – Zamiast robić sobie mikołajki klasowe i obdarowywać się jakimś drobiazgiem, zrobiliśmy zrzutkę dla dzieci. Kupiliśmy po 8 albo 9 gier – cieszy się Janek Pińczuk. – Takich klas było więcej, więc nic dziwnego, że uzbierało się ich ponad 150 – dodaje.

    Wzruszony Mikołaj

    – Gry bardzo się przydadzą. Dzieci je lubią, zwłaszcza kiedy jest brzydka pogoda. Chętnie też grają w nie wieczorami – przyznaje Anna Santkiewicz, dyrektor Centrum Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych w Świdwinie. Z czterdziestki podopiecznych placówki na święta zostało 19 dzieci. – Niektóre mają tak trudną sytuację w domach rodzinnych, że nie mogą tam wrócić. Zresztą nie wszystkie chcą, bo bywa, że nie czeka tam na nie nic, co kojarzyłoby się z rodzinną, świąteczną atmosferą. Żeby być rodzicem, nie wystarczy urodzić dziecko, trzeba jeszcze zapewnić bezpieczeństwo, wychowanie i serce, a niektóre dzieci przed świętami bardziej myślały o tym, żeby nie być głodnymi niż o upominkach – kiwa głową pani dyrektor. Tym bardziej wychowawcom zależało, żeby sprawić dzieciom świąteczną niespodziankę. Do ostatniej chwili wizyta gości trzymana była w tajemnicy. Nic dziwnego więc, że kiedy św. Mikołaj razem z pomocnikami pojawił się w drzwiach jadalni, oczy maluchów otworzyły się szeroko ze zdumienia. Ale tylko na chwilę. Bo zaraz cała gromada rzuciła się, żeby ściskać świętego, śpiewać piosenki i mówić wierszyki. Karol Chołuj w roli Mikołaja występuje po raz drugi. – Jestem „recydywistą” i jeśli w przyszłym roku będzie okazja, to też chętnie tego się podejmę – zapewnia ze śmiechem. Nie przestraszył się, gdy napadła na niego chmara dzieci. – Obskoczyły mnie wszystkie i chciały się przytulać. W kilka minut straciłem pastorał, a niewiele brakowało, żebym stracił i mitrę – opowiada. – Widać, jak bardzo te dzieci potrzebują ciepła i czułości. Aż w gardle ścisnęło, kiedy zaczęły śpiewać kolędy – dodaje poważnie.

    Poruszyć serducha

    Ksiądz Marcin Gajowniczek cieszy się nie tylko z tego, że udało się sprawić radość maluchom. – Najfajniejsze w tej akcji jest to, że udaje się poruszyć serca młodzieży. Do akcji kupowania prezentów włączają się coraz to nowe osoby, nie brakuje też takich, które chcą później te podarki dostarczać. W wigilijny ranek razem ze mną odwiedzali chorych, potem byli w domu dziecka. W wielu oczach widziałem łzy. Udaje się poruszyć ich serducha. I chyba o to chodzi, żeby poczuć, jak fajnie jest być człowiekiem. Na tym polega Boże Narodzenie: Bóg rodzi się w nas, którzy obdarowujemy, i w tych, którym sprawiamy radość – opowiada. – Nie patrzymy na to w ten sposób, że mamy jakieś wielkie zasługi, jacy jesteśmy świetni, bo zrobiliśmy coś dobrego dla dzieciaków. Poczucie, że dołożyło się jakąś cząstkę do tego, żeby czyjeś święta były radosne – to jest coś, o co warto się postarać – zamyśla się Janek. W ludziach jest wiele dobra. Zło lepiej się sprzedaje, łatwiej je nagłaśniać, ale dobra jest w ludziach naprawdę dużo. Takie akcje najlepiej to pokazują – dodaje nastolatek.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół