• facebook
  • rss
  • W świecie lalek

    dodane 06.04.2017 00:00

    Nie tylko dziewczynki ulegają ich czarowi. Bywa, że zabawa zamienia się w pasję, a kolekcjoner – w artystę.

    Kolekcja Marii Aleksandrovich liczy ponad 100 porcelanowych piękności. Wiele z nich to prawdziwe unikaty, stare cacka lub lalki sygnowane nazwiskami znanych lalkarzy. 22 okazy wyszły spod ręki Ute Kase-Lepp, ulubionej projektantki pani Marii. – Z jednej strony to podziw artystyczny, że można coś tak pięknego stworzyć z nieciekawej masy, z drugiej – pragnienie, by samemu coś takiego zrobić – wyjaśnia swoją pasję słupska kolekcjonerka. – Moje młode lata przypadły na czas przełomu. Bylejakość w sklepach nagle zastąpiły pełne wszystkiego półki. Pamiętam, jak w Moskwie z mamą podziwiałam lalki artystyczne, starając się zapamiętać nazwiska ich twórców. I myślałam: „ja też tak chcę!” – wspomina. Choć po głowie chodziły jej sztuki piękne, zwyciężył pragmatyzm. Planowała zostać jubilerem, mama chciała, żeby studiowała chirurgię plastyczną. Wybrała coś pośrodku: psychologię. – Pomagać ludziom można także w sposób artystyczny, a lalki są doskonałym narzędziem psychologa – przyznaje ze śmiechem. Pani Maria od 12 lat mieszka i pracuje w Słupsku, jest adiunktem i kierownikiem Zakładu Psychologii w Instytucie Pedagogiki i Pracy Socjalnej Akademii Pomorskiej. Po godzinach zaś… bawi się lalkami. O czym przekonali się mieszkańcy Słupska, podziwiając w Muzeum Pomorza Środkowego jej kolekcję lalek autorstwa Ute Kase-Lepp.

    Lekarka lalek

    Lalki autorskie to nowy gatunek sztuki. Kolekcjonerzy gotowi są płacić za dzieła wybitnych lalkarzy nawet dziesiątki tysięcy dolarów! – Ale to nie sztuka kupić kolejny eksponat za astronomiczną kwotę. Moje szaleństwo kolekcjonera kieruje się zasadą: im taniej, tym lepiej – śmieje się pani Maria. W poszukiwaniu odpowiednich lalek przeszukuje internet, specjalistyczne jarmarki, sklepy ze starociami i pchle targi, na których można za bezcen trafić na prawdziwą perełkę, choć – bywa – nieco uszkodzoną. – Stawiam sobie za punkt honoru odrestaurować je tak, żeby nikt nie zauważył różnicy. I coś już w tej dziedzinie potrafię, skoro nawet koleżanki zwracają się do mnie z prośbą o uratowanie lalki – przyznaje, choć marzy jej się wciąż stworzenie własnej – od początku do końca.

    …i artystka

    Na stole stoją miniaturowe cudeńka, wymagające zegarmistrzowskiej precyzji. To plastelinowe dziełka jeszcze z czasów nastoletnich. Ostatnio pani Maria sięga po większe formy. – Kilka lat temu zobaczyłam na jarmarku pod słupskim zamkiem niesamowite lalki – rzeźby. I tak zaczęła się moja przygoda z powertexem – opowiada. Dzisiaj jest certyfikowanym trenerem tej techniki polegającej na utwardzaniu materiałów i kształtowaniu z nich dowolnych form. Jej dzieła na pierwszy rzut oka nie zdradzają, z czego są zrobione. – To stary T-shirt. A to kawałeczki koronki frywolitkowej zrobionej przez moją mamę – śmieje się, widząc zdziwioną minę. Jej rzeźby startowały już w konkursach, a także były prezentowane na wystawach. Na razie jednak pani Maria zaprasza do Muzeum Pomorza Środkowego, gdzie do października goszczą porcelanowe piękności z jej kolekcji. – A ja sama powoli dojrzewam do tego, by podjąć się stworzenia i takiej lalki – zapewnia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół