• facebook
  • rss
  • Zdrowi tego nie potrafią

    dodane 01.06.2017 00:00

    O godności każdego człowieka przekonywali uczestnicy koszalińskiego Festiwalu Umiejętności – Dnia Godności Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną.

    Wfestiwalu, organizowanym przez Stowarzyszenie na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną w Koszalinie, wzięło udział ok. 800 osób. Blisko 250 z nich to osoby niepełnosprawne uczestniczące w rozmaitych formach rehabilitacji. Przybyli 19 maja na Rynek Staromiejski. Najpierw ruszyli ulicami w barwnym korowodzie, eksponując emblematy placówek i transparenty z hasłami, o które zechcieli się upomnieć, jak: godność, szacunek, przyjaźń. – Co roku staramy się pokazać, że osoby niepełnosprawne tak jak my są częścią społeczności i należy im się w niej godne miejsce – powiedziała Joanna Zduńska, kierownik WTZ nr 1 w Koszalinie i współorganizatorka festiwalu. Pani kierownik uważa, że takie spotkania pomagają osobom zdrowym zrozumieć, że osoby niepełnosprawne, owszem, wymagają wsparcia, ale nie wyręczania. – Żeby dobrze funkcjonowały wśród nas, wystarczy im lekko pomóc – podpowiada – przemyśleć, jaki system pomocy byłby im potrzebny. Wcale nie musi być on bardzo kosztowny.

    Pan bez nogi

    Kilka godzin świętowania w słoneczną pogodę urozmaiciły występy, pokaz mody w wykonaniu podopiecznych PSONI, warsztaty artystyczne, pokaz sportowców i aktywnej rehabilitacji. Podczas festynu wolontariusze zbierali datki do puszek na rzecz mieszkań dostosowanych dla osób niepełnosprawnych. Prezydent Koszalina przekazał stowarzyszeniu specjalnie wyposażony samochód, którym osoby niepełnosprawne będą dowożone na zajęcia w placówkach terapeutycznych. Wśród wielu stoisk, na których te placówki prezentowały efekty swojej działalności, były też takie, które pozwalały poczuć się jak osoba niepełnosprawna. Można było np. zająć miejsce na wózku inwalidzkim i spróbować pokonać w nim kilkanaście metrów, a przy tym doświadczyć, jak wielkim utrudnieniem są przeszkody w postaci schodów, wysokich krawężników. – Właśnie takie rzeczy trzeba poczuć, samemu sprawdzić, jak tę sytuację odczuwają na co dzień niepełnosprawni, bo z samych opowieści o tym niewiele wynika – wyjaśnia organizatorka festiwalu. Oprócz podopiecznych placówek terapeutyczno-opiekuńczych na spotkanie przybyły też przedszkola i szkoły. Dla nich to szansa na integrację ze środowiskiem, które na co dzień jest im słabo znane. Maria Lichota z przedszkola Bambino przyprowadziła na rynek kilkuletnie maluchy. Przedszkolanka zauważa, że dzieci są bardzo zainteresowane odmiennością osób niepełnosprawnych. Regularnie obserwuje to podczas spacerów, gdy przedszkolaki mijają pewnego pana bez nogi. – Reagują na niego ogromną ciekawością. Dopytują potem, dlaczego jest inny. Stąd wiem, że potrzebne są takie spotkania jak dzisiaj, żeby tę ciekawość dobrze ukierunkować i pokazać dzieciom, co sprawia, że w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy tacy sami – powiedziała M. Lichota. Podczas festynu jej podopieczni otwierali buzie ze zdumienia, jak piękne rękodzieło wykonały osoby, którym brakuje sprawnych rąk lub nóg.

    Lepiej niż zdrowi

    Anna Siedlecka przywiozła tu na wózku 21-letnią córkę Dorotę. Widoczne u Doroty mózgowe porażenie dziecięce sprawia, że ludzie na ulicy, a nawet w kościele, niekiedy nie potrafią ukryć niesmaku na jej widok. Pani Anna zauważa, że to przywara raczej osób starszych, reakcje młodzieży są lepsze. Być może to efekt kampanii społecznych, obecności osób niepełnosprawnych w szkołach, ale też produkcjach filmowych, rozrywkowych. – Jest dużo lepiej niż jeszcze 10 lat temu. W pociągu mogę sobie zamówić specjalny wagon, mogę wygodniej wejść do autobusów miejskich. Poza tym ludzie sami chcą pomagać: proponują, że pomogą wprowadzić wózek albo że na czas moich zakupów popilnują córki przed sklepem, do którego nie daję rady wejść z wózkiem – dostrzega plusy mama Doroty. Uważa, że niepełnosprawni bardzo dużo wnoszą do życia. – Uczą nas, jak się cieszyć, jak okazywać drugiej osobie całe serce, jak zbliżać się do niej – wylicza. – Zdrowi aż tak tego nie potrafią. Podobnego zdania jest Danuta Piątek, mama 24-letniego Arnolda. – Musimy się reklamować, pokazywać, że jesteśmy – przekonuje. – Musimy mówić o tym, że mamy swoją godność. I że upominamy się o miłość, bo potrzebujemy bliskości innych ludzi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół