• facebook
  • rss
  • Inne dzieci potrzebują ich bardziej

    Karolina Pawłowska Karolina Pawłowska

    dodane 04.06.2017 21:16

    Wiktoria nie tylko postanowiła pomóc chorym dzieciom, ale też namówiła do tego swoich sąsiadów. Na apel dziewięciolatki odpowiedzieli z entuzjazmem i… siadali na fryzjerskim fotelu.

    A właściwie na szkolnym krzesełku, bo zaimprowizowany salon piękności powstał w Szkole Podstawowej w Gościnie, której uczennicą jest Wiktoria Olesiak. Choć ma zaledwie 9 lat udało jej się poruszyć serca szkolnych koleżanek i sąsiadów.

    - To była zwykła praca domowa. Wiktoria miała napisać w jaki sposób chciałaby pomóc charytatywnie. Napisała, że przygotowując się do I Komunii Świętej zapuszczała włosy, ale po uroczystości chciałaby je obciąć i namówić do tego swoje koleżanki. A włosy przekazać dzieciom walczącym z nowotworami - opowiada Agnieszka Olesiak, mama dziewczynki. Poruszona wyznaniem córki postanowiła jej pomóc w realizacji tego zamierzenia. Przy aprobacie i wsparciu Marleny Fidos, dyrektor gościńskiej podstawówki zorganizowały w szkole akcję: „Włosem w raka”. 

    Tak gościńska podstawówka na kilka godzin zamieniła się w salon fryzjerski. W ruch poszły grzebienie i nożyczki. A także linijki. Bo potrzebne na peruki kosmyki muszą mieć przynajmniej 25 cm długości. Żeby powstała naturalna peruka, potrzeba średnio włosów z trzech głów.

    Wiktoria wcale nie żałowała trzydziestocentymetrowych pukli. - Teraz nawet ładniej wyglądam - śmiała się oglądając nową, krótką fryzurkę w lustrze. Spodobała się nawet tacie, który miał najwięcej wątpliwości, co do zmiany wizerunku. 

    - To księżniczka tatusia, więc mąż najbardziej przeżywał. Pytał Wiktorię, po co chce to zrobić, przecież tak jej ładnie w długich włosach. Odpowiedziała, że gdzieś jest inna Wiktoria, która też chce ładnie wyglądać i bardziej potrzebuje tych włosów - opowiada pani Agnieszka, nie kryjąc dumy z córki.

    Nie tylko panie wzięły udział w akcji.   Nie tylko panie wzięły udział w akcji. Karolina Pawłowska /Foto Gość Nie tylko koleżanki Wiktorii oddały włosy. W akcji wzięły udział także ich nauczycielki i inne gościnianki, a nawet panowie. Franciszek Juszczak przyjechał do rodzinnego miasteczka specjalnie ze Szczecina.

    - Przyjechałem wczoraj w nocy, dzisiaj wracam, ale nie szkoda fatygi dla takich akcji. Ani włosów nie szkoda, bo i tak mam ich już za dużo - śmieje się demonstrując sięgające do pasa włosy, których pozazdrościć mogłaby mu nie jedna dziewczyna. Zapuszczał je przez 14 lat.

    - Mam świadomość, ile taka peruka może znaczyć. Widziałem jak z chorobą i skutkami chemioterapii zmagała się ciocia i wiem, że ważne jest, żeby móc wyglądać normalnie - mówi i pokazuje odcięte kosmyki mierzące 53 cm!

    Do udziału w akcji namówił też młodszego brata Rafała. Ale najdłuższe pukle przekazała ich mama. Pani Ania oddała na rzecz stowarzyszenia swój 55-centymetrowy warkocz, który obcięła pod koniec szkoły podstawowej.

    Niekiedy determinacja ofiarodawczyń była poruszająca. 

    - Nie szkoda włosów, bo przecież odrosną - zapewnia mała Julka, która ostatecznie postawiła na swoim decydując się na bardzo krótką fryzurkę. 

    Odzew na hasło „Daj włos!”  zaskoczył same organizatorki przedsięwzięcia. Nikt nie miał wątpliwości trafiając w ręce gościńskich fryzjerek, które także - nie bacząc na dzień wolny - bez wahania chwyciły za nożyczki. W niewielkim Gościnie znalazło się aż 20 osób gotowych oddać swoje włosy.

    - Myślałyśmy, że może będzie ich kilka, ale nie spodziewałyśmy się, że będzie aż tylu chętnych! Jestem wzruszona i dumna z mieszkańców Gościna - nie ukrywa pani Agnieszka. 

    Zebrane włosy trafią do Stowarzyszenia "Mówimy NIEboRAKOWI". 

    O akcji w Gościnie także w jednym z kolejnych wydań papierowych "Gościa Koszalińsko-Kołobrzeskiego". 

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół