• facebook
  • rss
  • Jezus przy latarni

    dodane 10.08.2017 00:00

    Na nabrzeżu portowym w Kołobrzegu ruch. Słoneczna pogoda sprzyja rejsom, spacerom i sprawdzaniu, co się w uzdrowisku dzieje. Zainteresowanie wczasowiczów wykorzystali ewangelizatorzy.

    Rozpoczęta 2 sierpnia akcja Jezus przy Latarni to zwieńczenie 11-dniowych rekolekcji, które odbyły się w Koszalinie, w siedzibie Szkoły Nowej Ewangelizacji. Wzięło w nich udział ok. 70 osób z całej Polski, w tym siedmiu księży i pięć sióstr zakonnych. – Nazwaliśmy naszą akcję „Ewangelizacją bez zabezpieczeń”, bo cała grupa wyszła z błogosławieństwem biskupa Edwarda Dajczka na dwa dni bez jedzenia i noclegu. Nie mówiliśmy tego głośno i przez to całkowicie zdaliśmy się na Bożą Opatrzność – wyjaśnia ks. Rafał Jarosiewicz, dyrektor koszalińskiej SNE. – Przez dwa dni ewangelizujemy ludzi na plaży i na deptaku oraz odwiedzamy wszystkich mieszkańców parafii św. Marcina, na terenie której znajduje się latarnia.

    Moc kerygmatu

    Ksiądz Jarosiewicz przekonuje, że są ludzie, którzy z różnych względów rzadko wychodzą z domów i Dobrą Nowinę trzeba im tam zanieść. – Zanim papież Franciszek powiedział: wstańcie z kanapy, św. Jan Paweł II mówił: do tych miejsc, gdzie gromadzą się ludzie, jesteście posłani najbardziej, to tam trzeba głosić Ewangelię – dodaje kapłan. Dlatego do drzwi mieszkań pukają kilkuosobowe ekipy ewangelizatorów. Nierzadko bezskutecznie, mimo że gospodarze są u siebie. W jednym z wieżowców otwierają się tylko jedne drzwi. Nie zniechęca to Marty Kowalczyk z Łochowa. – Wiem, że jeśli idzie się do kogoś z porządkiem we własnym sercu i daje się pokierować sobą Duchowi Świętemu, to często jest się dobrze przyjętym przez ludzi. Jedyna pani, która nas w tym bloku ugościła, podjęła przy nas decyzję, by przyjąć Pana Jezusa jako swojego Zbawiciela – mówi Marta. Przyznaje, że wielu innym, zaczepianym przez nią np. na deptaku, zabrakło podobnej odwagi, ale wtedy prosili przynajmniej o modlitwę wstawienniczą. – Spotkałem wiele osób, które zechciały przyjąć Jezusa do swojego serca – mówi Dariusz Staszałek z Warszawy, który po tym, jak podobna deklaracja lata temu zmieniła jego życie, wie, że akurat te słowa potrafią wywrócić wszystko do góry nogami. Dlatego nie przejmował się negatywnymi reakcjami niektórych, nawet obrzucaniem przekleństwami. Przeciwnie, uważa, że właśnie taka uliczna forma krzewienia wiary jest konieczna. – Nawet wśród ludzi uważających się za chrześcijan jest wielu, którzy nigdy nie słyszeli o tym, że Bóg ich kocha, i to zawsze, bez względu na ich słabości, grzechy – mówi. – Ale żeby mogli pójść z Jezusem przez życie, tę Dobrą Nowinę trzeba im zanieść. I to w odpowiedni sposób. – Chodzi o to, by serce człowieka najpierw zostało zewangelizowane, a dopiero potem skatechizowane – mówi ks. Kamil Iwanowski z diecezji legnickiej, dla którego koszalińskie rekolekcje są okazją sprawdzenia, w jaki jeszcze sposób Pan Bóg może go formować. I co on sam może zrobić, żeby przełamać w sobie pewne bariery i lepiej wychodzić z Ewangelią do każdego człowieka.

    Najpierw o piesku

    Temat ulicznych spotkań, czyli osobista relacja z Panem Jezusem, jest poważny. Żeby nie spłoszyć urlopowiczów, ewangelizatorzy zaczepiają ich poprzez przystępną, często rozrywkową formę: koncert, taniec, „fitness z elementami duchowości katolickiej”, pantomimę, flash mob, teatr cieni, żywy pomnik. Każda jednak ostatecznie nawiązuje do wiary, nawet gimnastyka, bo cztery kroki w przód mogą oznaczać cztery kroki ku Bogu. Grupka młodzieży, którą wciągnęły pod scenę zabawne komendy instruktora fitness, chętnie klaszcze, skacze i kręci biodrami, słysząc o piesku, coli czy McDonaldzie. Gdy w kolejnej zwrotce mowa jest o grzechu i Duchu Świętym, rzedną im miny, następuje chwila zawahania, czy nie opuścić szeregów. Spoglądają po sobie, sprawdzają, czy towarzysze zaakceptowali przekaz. OK, zostają. Biją się więc posłusznie w piersi i wznoszą dłonie ku niebu. A na komendę: „Doprowadź nas do wspólnoty”, łapią się za ręce. Pierwszy dzień ewangelizacji zakończyło spotkanie przy latarni z Gwiazdą wieczoru – czyli Jezusem z Nazaretu wystawionym w Najświętszym Sakramencie na polowym ołtarzu. Część grupy, która nie otrzymała żadnego zaproszenie na nocleg, adorowała i ewangelizowała aż do rana. Na skruszonych czekali kapłani w „mobilnym konfesjonale”, czyli specjalnie przygotowanym do tego celu samochodzie. Dla bezdomnych i po prostu zgłodniałych urlopowiczów ewangelizatorzy przygotowali ciepłą kolację. – Sami, będąc głodni, chcemy innym rozdawać jedzenie – mówi ks. Jarosiewicz. Ale i o ewangelizatorów ktoś się troszczy: ludzie przynoszą im reklamówki pełne zakupów. Drugi dzień akcji Jezus przy Latarni rozpoczęła katecheza na temat relacji z Bogiem, a po niej siostry zakonne odpowiadały na „pytania bez ograniczeń”. Ewangelizatorzy i tego dnia zapukali do domów kołobrzeżan oraz modlili się za letników na ulicach i plaży.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół