• facebook
  • rss
  • Kim mamy być?

    dodane 17.08.2017 00:00

    Najpierw zawarli przymierze, potem obrali swój ideał. Na rekolekcjach w Koszalinie poszukują symboli, które wyrażą ich wiarę.

    Letnie rekolekcje dla rodzin szensztackich zgromadziły w koszalińskim CEF 25 małżeństw z dziećmi, łącznie 101 osób. Pochodzą nie tylko z naszej diecezji, A łączy ich pewna wspólna cecha: dążenie do ideału. W ich domach ważnym elementem jest sanktuarium domowe – miejsce modlitwy wokół wizerunku Matki Bożej, takiego, jaki możemy spotkać na Górze Chełmskiej. Ale sanktuarium domowe to coś więcej. – To wypływa ze zrozumienia, że jesteśmy żywym sanktuarium jako Kościół domowy – wyjaśnia s. Krzysztofa Fulneczek. – Dlatego zależy nam, aby tak to rozwijać, by było czymś bardzo autentycznym, żywym.

    Świeca lub archanioł

    W tym ma pomóc odkrycie własnego ideału sanktuarium. Przecież każda rodzina ma swoją historię, tradycje, zwraca na pewne rzeczy większą uwagę niż inne, chce realizować konkretne cele. A więc każda może obrać inny ideał. Co więcej, każda z osób w rodzinie ma potrzebę, by zaznaczyć w niej swoją obecność przez niepowtarzalny osobisty wkład, także ten duchowy. Dzieje się to poprzez obranie symbolu. Jeśli ktoś np. wybiera za swój symbol świecę, może to oznaczać, że pragnie być światłem dla swojej rodziny, wskazywać jej drogę do Boga. Podlega to osobistemu rozeznaniu, które podejmuje się na modlitwie, rozmowie z najbliższymi albo w grupie formacyjnej. Rodzice podczas rekolekcji pomagają ponadto rozpoznać symbole własnym dzieciom. Magdalena i p. Wojciech Święcikowscy z Bydgoszczy przybyli do Koszalina z czterema córkami.

    – Starsze już wybrały. Na przykład Ola ma bojowy temperament i postanowiła, że jej symbolem będzie Michał Archanioł. Powiedziała, że chce bronić naszą rodzinę przed szatanem – mówi Magdalena. Rodzice 9-latki są świadomi, że jej decyzja to jeszcze nie głęboki, ugruntowany akt, ale postanowienie odpowiednie do jej wieku. – Jednak wierzymy, że to będzie w niej dojrzewać, że za jakiś czas zaprocentuje. Może kiedyś ten moment wróci do niej i ona zrozumie go na nowo, w pełni – wyjaśnia Wojciech. Utwierdza go w tym własne doświadczenie. – Ja sam zawarłem przymierze miłości z Matką Bożą jako 14-latek i nie wiedziałem do końca, o co w tym chodzi – dodaje. – Dopiero po latach zobaczyłem, że od tamtego momentu Maryja prowadziła mnie krok po kroku. A tak naprawdę dojrzało to we mnie dopiero, gdy założyłem własną rodzinę.

    Skok do przodu

    Siostra Emanuela Hipnarowicz z Bydgoszczy zauważa, że trudnością dla rodzin jest nie tyle obranie ideału czy symbolu, ile decyzja, żeby w ogóle podjąć głębszą refleksję nad swoją rodziną. – To podstawowy problem, że ludzie dużo wymagają od współmałżonka, od innych, od Kościoła, od szkoły – mówi s. Emanuela. – Natomiast trudniej jest im stanąć w prawdzie i zobaczyć, co mogą zmienić w samym sobie. Trzeba stawiać sobie pytanie: co mogę zrobić, aby tobie było ze mną lepiej? Ten kryzys w dążeniu do świętości zauważa bp Edward Dajczak. Podczas Eucharystii sprawowanej 7 sierpnia w kaplicy CEF podkreślił, że współcześnie ludzie są bardziej podatni na kryzysy w rodzinie i małżeństwie niż dawniej. – Ludzie zdecydowanie w większym procencie utracili zdolność do obrony miłości – powiedział w homilii. – Klucz do nowego życia jest w tym, że poznajemy nasz niedomiar. I że ufamy, nie teoretycznie, ale z przekonaniem, że Jezus jest Słowem Życia i to On działa przez nas. Biskup nie kryje, że pielgrzymka do ideału chrześcijańskiego wiedzie przez pustynię. – Zawsze jest tak, że nawrócenie i przemiana dzieją się wtedy, gdy się wykonuje skok do przodu, nie do tyłu. Nawrócenie polega na rzucaniu się w ramiona Jezusa – podsumował biskup. Dzień wcześniej taki skok do przodu wykonali państwo Łangowscy z Otomina. Przez osiem lat jako sympatycy ruchu przekonali się, że trudno rozwijać się duchowo bez wsparcia innych wierzących rodzin. Stąd ich decyzja, by trzeciego dnia rekolekcji związać się z Matką Bożą przymierzem miłości. – W codzienności otacza nas tyle spraw, że myśli szybko uciekają od Boga, nawet wieczorna modlitwa stwarza problem – przyznaje Anna Łangowska. – Tutaj poznajemy ideały, które podjęły inne rodziny, przypatrujemy się im i chcemy do nich dążyć. Tutaj też udaje nam się znaleźć warunki, by spojrzeć w głąb siebie i zastanowić się, co dalej zrobić ze swoim życiem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół