• facebook
  • rss
  • Tego nam trzeba

    dodane 17.08.2017 00:00

    Każdego ranka po godzinnej adoracji ruszali, aby przeżyć z mieszkańcami kilkanaście godzin na katechezie, zabawie i odwiedzinach w domach gospodarzy.

    W niedzielę 6 sierpnia sześciu ewangelizatorów z koszalińskiego Domu Miłosierdzia Bożego wraz z diakonem i kapłanem obecnych było na Mszach św. w kościołach w Sławsku, Pieszczu, Radosławiu, Staniewicach (drugiego dnia trwającej tydzień akcji odbyła się także Msza św. polowa w Wilkowicach).

    Wiatr hula

    – Nie ulega wątpliwości, że taka ewangelizacja jest dla ludzi pewnym dotknięciem. Szczególnie tam, gdzie nie ma kościoła – stwierdza ks. Andrzej Skibiński, proboszcz parafii w Sławsku. – To pierwsza, a może i ostatnia sytuacja, że Najświętszy Sakrament staje przed ich domem, bo procesja Bożego Ciała tam nie dociera. Zatrzymujemy się przed domami bez szyb, ale jednak ktoś tam jest, bo jakaś głowa wystaje przez firankę. Proboszcz podkreśla, że nie chodzi tylko o niesamowite przeżycie. – Ale też o to, że nie wiemy, jaka jest historia tej ziemi, tego miejsca, w którym przystaje ksiądz z monstrancją. Co idzie za tym błogosławieństwem? Myślę, że to jest bardzo głębokie. Jak bardzo błogosławieństwo jest potrzebne wsi, dostrzegają Ludwik i Helena Mądrzeccy. Mieszkają w Sławsku od dziecka, więc mają porównanie: parafialny kościół nie jest tak wypełniony jak za ich młodości, gdy ludzie nie mieścili się pod dachem. Teraz – mówią – hula tu wiatr.

    Helenie Kośce jest dziś przykro, bo gdy jechała na rowerze do kościoła, tak niewielu sąsiadów zmierzało w tę samą stronę. Ale co ma powiedzieć, skoro nawet jej własne dzieci opuszczają niedzielną Eucharystię, a od wnuków słyszy „babciu... my wiemy swoje”. – Kiedyś sąsiedztwo było inne. Dzisiaj jest komputer, telewizor, komórki – ubolewa Aniela Aleksandrowicz. No i ludzi przestała łączyć praca: zamiast wołać sąsiada do pomocy, włącza się maszynę, która pracuje za dziesięciu. – Jako sąsiedzi powinniśmy się modlić za siebie. Nie tylko, żebyśmy byli dla siebie lepsi, ale żebyśmy żyli zgodnie z Ewangelią – mówi Ludwik Mądrzecki. Razem z żoną należy do Żywego Różańca i modlitwa za parafię jest ich częstą intencją. Ma nadzieję, że ewangelizacja poruszy tych sąsiadów, których od lat nie widział w kościele. – Chciałbym, żeby znowu zaczęli chodzić na Mszę św., ale nie po to, by coś zaliczyć, tylko naprawdę nią żyć.

    To zapraszamy

    Ważnym elementem Ewangelizacji Wioskowej są odwiedziny w domach gospodarzy. – Większość mieszkańców otwiera przed nami drzwi. Może dlatego, że nie wpadamy do nich z biegu, ale najpierw modlimy się i wyruszamy z błogosławieństwem kapłana – zastanawia się diakon Przemysław Głowacki. – Ludzie obdarzają nas zaufaniem, mówią o sobie, wylewają przed nami swoje żale, nawet pretensje. Zbyt rozgrzane emocje łatwo gasi modlitwa i to nie jakaś szczególna, po prostu zwykłe „Ojcze nasz”, „Zdrowaś, Maryjo”, „Święty Michale Archaniele”. Bywają jednak i drzwi zamknięte, choć raczej przez skojarzenie ewangelizatorów ze Świadkami Jehowy. – Niektórzy otwierali drzwi, by od razu je zamknąć. Wtedy przez drzwi mówiliśmy, skąd jesteśmy: od bp. Edwarda Dajczaka. „To zapraszamy”, słyszeliśmy wtedy – śmieje się ewangelizator Adrian Bohatkiewicz i już poważnie dodaje: – Ludzie są spragnieni rozmowy. Poruszają ich nasze bezinteresowne pytania: „jak się pani czuje, co u pana słychać” i modlitwa w ich sprawach. Przy okazji widać, jak wiele jest rodzin rozbitych. – Potrzebują iskry, która je znowu rozpali. Dlatego taka ewangelizacja jest potrzebna – dodaje diakon. Tę iskrę udaje się czasem rozniecić ewangelizatorom. – To widać w oczach ludzi. Najpierw mówią o trudnych relacjach rodzinnych, a gdy modlimy się z nimi, widać, jak wstępuje w nich nadzieja – mówi A. Bohatkiewicz. – Są wzruszeni, widziałem łzy w ich oczach.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół