• facebook
  • rss
  • Uwierzyłam w ludzi

    dodane 17.08.2017 00:00

    Autostop. O tym, że warto spakować plecak i wyruszyć w nieznane, by zobaczyć świat stworzony przez Boga, przekonuje młoda podróżniczka Dominika Rutkowska z podkoszalińskiego Konikowa.

    Autostop ma we krwi. – Wszyscy, którzy kiedykolwiek porwali się na autostopowe przygody wiedzą, że takie podróżowanie przywraca wiarę w ludzi. Słyszałam wiele historii o tym, że ktoś nadrabiał wiele kilometrów specjalnie dla autostopowiczów, dawał drobne pieniądze, zapraszał na obiad czy nawet oferował nocleg. Nie liczyłam na to, że kiedykolwiek mnie się to przydarzy. A już na pewno nie sądziłam, że zostaniemy obdarowani taką ilością bezinteresownego dobra, jaką otrzymaliśmy w Wiedniu – wyjaśnia na swoim blogu dwudziestoletnia Dominika Rutkowska. Jej rodzice właśnie w ten sposób odbyli swoją poślubną podróż do Holandii. Dwa lata temu, kiedy ich córka uzyskała pełnoletność, razem z koleżanką ruszyła w pierwszą samodzielną wyprawę do Londynu. Za nią już 6 podróży po Europie, przed nią – kolejna i marzenia o Azji.

    Autostopem do Aten

    Lipiec 2017. Rogatki Wrocławia. Dominika z towarzyszami podróży, Anią i Kamilem, zaczynają wyprawę do Grecji. Pokazują mijającym ich kierowcom pierwszy karton z napisem „Ostrawa”. Tańczą synchroniczny układ choreograficzny, żeby zdobyć ich sympatię lub po prostu machają kciukiem. Są pełni euforii, przygoda dopiero się zaczyna. Udało się, jakiś kierowca wciska hamulec. Podbiegają. Świetnie: zabierze całą trójkę. Po półtorej godziny jazdy i ciekawej rozmowie z kierowcą docierają do miejsca, w którym znów szukają autostopowego szczęścia. Brzmi sielankowo? Jak pracowita to podróż, świadczą liczby: 6813 pokonanych kilometrów, 20 osobówek, 2 tiry, 2 kampery, autokar, traktor i karetka. W sumie 26 złapanych autostopów, a poza tym – 2 pociągi, taksówka, autobus i 4 samoloty. – Po niespełna miesiącu znowu jestem w domu. Wróciłam z dodatkowym bagażem pięknych wspomnień, wartościowych doświadczeń i zaskakujących historii – wyznaje dwudziestolatka. Żeby nie stracić wspomnień, spisuje je na podróżniczym blogu. Jest studentką dziennikarstwa, więc przy okazji szlifuje pióro. Ale nie tylko o wprawki dziennikarskie chodzi. O co jeszcze? O uśmiech. – W ciągu roku akademickiego bywają trudne chwile. Są dni, kiedy nie chce się wychodzić z bezpiecznej strefy, obejmującej łóżko i okolice lodówki. Dlatego chcę mieć miłe wspomnienia, które przywrócą mi uśmiech na twarzy – wyznaje. O tym, że jej relacje z podróży znajdują czytelników, przekonuje się szybko. Jej blog inspiruje nie tylko znajomych, którzy deklarują, że teraz i oni muszą gdzieś wyjechać, ale również nieznajomych z sieci internetowej. – Wiele osób pisze do mnie i pyta, jak zaplanować podróż, gdzie znajdować tanie loty, gdzie warto zajrzeć.

    Na studencką kieszeń

    Kwestia finansów nie musi być przeszkodą w podróżowaniu, nawet dla studenta. Dominika sama w 100 procentach opłaca swoje podróże. Zarabia, podejmując pracę kelnerki oraz prowadzi internetową sprzedaż ubrań dla nastolatek. Kiedyś przekonała się, że można dać niektórym ciuchom – własnym lub zakupionym w lumpeksie – drugie życie. Wystarczy je lekko przerobić, tu doszyć koralik, tam guzik, żeby wyglądały jak z reklamy. Jej kreacje podobają się rówieśniczkom, więc chętnie je kupują. Robiąc swojej działalności skuteczną reklamę i tworząc marketing on-line, Dominika przekonała się, że potrafi być kreatywna. Teraz swobodnie buszuje w sieci, planując podróże – te dłuższe wakacyjne czy dwudniowe, na przykład do Pragi. Stała się częścią społeczności podróżniczej, dzielącej się cennymi informacjami na forum. „15 dni, 5 włoskich miast i nieskończenie wiele wspaniałych wspomnień za ok. 1111 zł” – reklamuje swoją pasję na blogu i pokazuje, jak zorganizować wyjazd krok po kroku. Namawia też, by nie tylko wykazywać się cierpliwością w poszukiwaniu tanich ofert na stronach internetowych (zdarza się, że lot do europejskiej stolicy kosztuje kilkadziesiąt złotych lub że firma autokarowa wypuszcza pulę biletów za 1zł), ale przede wszystkim, by być elastycznym – nie trzymać się sztywno wyznaczonego terminu, szukać promocji albo ominąć metropolię i dolecieć za dużo mniejszą kwotę na prowincję, a dopiero stamtąd dostać się do celu autobusem. Są też triki, które warto stosować przez zakupem, na przykład wyszukiwanie lotów w trybie incognito. Oczywiście nie zawsze jest tak różowo. Zdarza się, że trzeba zrezygnować z wejścia do Koloseum, bo cena biletu wstępu jest… kolosalna. Właśnie takie ograniczenia nauczyły Dominikę, że zaliczenie wszystkich atrakcji nie jest priorytetem. – Koloseum zobaczyłam tylko z zewnątrz, jeszcze nie mogłam sobie pozwolić na więcej. To nic, kiedyś tam wrócę – mówi bez żalu. – Moim sposobem poznawania miasta jest chodzenie po nim, zapuszczanie się w mniejsze uliczki – mówi. Lubi więc zatrzymać się w jakimś zakątku, o którym nie ma mowy w przewodniku, przykucnąć na miejskim trawniku lub zwiesić nogi z parkanu, podziwiając miejski krajobraz. – Zamiast gonić, by zaliczyć wszystko, zwalniam. Siadam w kafejce, żeby wypić kawę, zamawiam regionalną specjalność. O knajpkach, w których jedzą lokalni, dowiaduję się z blogów podróżniczych. Przygotowuję się do każdej podróży, bo chcę dać sobie możliwość tego, żeby poczuć atmosferę miejsca.

    Wyjątkowi ludzie

    Kultura i architektura zwiedzanych miejsc są inne niż na Pomorzu Zachodnim. Dominika zauważa, że inaczej pije się tam kawę, zaczyna poranki i spędza wieczory. Jada się co innego, inaczej rozmawia. Ale ludzie są tacy sami. To znaczy dobrzy. – W Wiedniu, gdy zostałyśmy bez noclegu, spotkana w autobusie Polka odstąpiła nam swoje łóżko, a rano poszła po zakupy, żeby nas poczęstować smacznym śniadaniem. W Albanii pewna kobieta nie zgodziła się, byśmy przenocowali w remontowanym pomieszczeniu i oddała nam do dyspozycji całe swoje mieszkanie. Nie przeszkadzało jej to, że ledwie się dogadywaliśmy: trochę po rosyjsku, trochę po włosku lub na migi. Tacy dobrzy ludzie są wszędzie, w każdym kraju – mówi studentka. Co więcej, jest pewna, że przyjemność spotkania jest obopólna. – Wiem, że takie chwile także goszczącym nas ludziom dają dużo satysfakcji. Kierowcy, którzy zatrzymują się przy autostopowiczach, zazwyczaj sami kiedyś podróżowali w ten sposób. Są ciekawi opowieści z podróży, entuzjazmu pasażerów. Zdarza się, że trzeba długo czekać, aż ktoś naciśnie na hamulec i zabierze z pobocza zrezygnowanego i wymęczonego obieżyświata, ale jak głosi zasada autostopowiczów: prędzej czy później ktoś się zatrzyma. – Czasem dzieje się to dosłownie w ostatnim momencie. W Chorwacji po czterech godzinach czekania byłyśmy całkiem zrezygnowane. Jesteśmy przygotowane na takie sytuacje, zawsze mamy pieniądze i w razie czego szukamy innej formy transportu. W końcu zaczęłyśmy zakładać plecaki. Właśnie wtedy zatrzymał się przy nas kamper. Kierowca zaprosił nas do środka, a jego żona od razu wyciągnęła obrusik, nakryła do stołu i zastawiła go smakołykami. Jedliśmy, jechaliśmy i rozmawialiśmy. To było najlepsze półtorej godziny podróżowania autostopem. Te dobre doświadczenia sprawiają, że Dominika bardziej wierzy w ludzkie dobro. Nie obawia się, że życzliwy kierowca to potencjalny porywacz. Chociaż na początku było inaczej. – Kiedy wsiadałam do samochodu, pierwsze, co robiłam, to na wszelki wypadek zmawiałam w myślach Różaniec – wspomina. – Jednak denerwowało mnie to, że w pierwszej kolejności myślę źle o człowieku, którego spotykam. Podróżowanie nauczyło mnie odwrotnego zachowania: że człowiek jest dobry, fajny, wyjątkowy – mówi autostopowiczka dodając, że nigdy nie należy zwalniać się z zachowania ostrożności.

    Szkoła życia

    Podróże nauczyły Dominikę planowania i organizowania wydarzeń (niebawem przyda jej się to na drugim kierunku studiów, który wybrała – reklamie i marketingu). W nieprzewidzianych sytuacjach potrafi już opanować lęk i nie panikować, ale włączyć rozum i wybrnąć z kłopotów. Rozszyfrowała też swoje słabości, zwłaszcza w czasie tych dłuższych wypraw, kiedy zmęczenie bardziej daje się we znaki. A najwięcej nauczyły ją wyjazdy w pojedynkę. Kilka miesięcy temu taką samodzielną podróż podjęła do Włoch. To był strzał w dziesiątkę. Wyjazd tak bardzo zapadł jej w serce, że zapragnęła przeprowadzić się do tego kraju na rok. Już zaczęła się uczyć języka włoskiego. – Wiele osób dziwiło to, że pojechałam sama. Przecież powinnam się bać. No i na pewno będę się nudzić… – wspomina uwagi znajomych. – Było to dla mnie wyzwanie, które chciałam podjąć, żeby nauczyć się więcej o sobie, ale też żeby poradzić sobie w trudnych sytuacjach, zahartować się. Czy się boję, że się zgubię? A co jest złego w tym, że czasem się gubimy? Lubię powłóczyć się nieznanymi uliczkami, przypadkiem znaleźć piękne miejsca. Zgubić się i potem się odnaleźć – to cała frajda. Dominika zawsze podróżuje ze swoim Aniołem Stróżem. To jego inwencji przypisuje niejeden ratunek z opresji. Ponieważ kryzysowych sytuacji w drodze nie brak, jest to dla niej szkoła zaufania Bogu. – Wciąż uczę się Mu ufać. W trudnych momentach zwracam się do Boga i czuję Jego wsparcie i siłę. Dopiero to przynosi mi spokój – mówi 20-latka. Wierzy, że dzięki Bożej łasce ma takiego ciekawskiego ducha. I otwarte oczy. – Świat jest przepiękny. Oglądam go i czuję, że to wszystko naprawdę do mnie trafia – wyznaje. – To mnie inspiruje, żeby podróżować dalej. Świat jest taki nie bez powodu. Grzechem byłoby go nie zobaczyć. Fascynują mnie miasta, które tak wspaniale stworzyli ludzie, jednak zawsze bardziej zachwyca mnie natura, która jest wyłącznie dziełem Pana Boga. To właśnie motywuje mnie do podróżowania: zobaczyć, co Bóg stworzył.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół