• facebook
  • rss
  • Naprawdę ekstremalnie

    dodane 24.08.2017 00:00

    Tak trudnej pielgrzymki jeszcze nie przeżyli. Czy się liczy, skoro jej nie dokończyli? Matka Boża to widziała – mówią przemoczeni do suchej nitki pątnicy.

    Pomysłodawcą I Pieszej Bobolickiej Pielgrzymki Ekstremalnej, prowadzącej nocą 18/19 sierpnia 30-kilometrową trasą wokół Bobolic, jest Jan Rewkowski. W poprzednich latach zaprawił się w kilku Ekstremalnych Drogach Krzyżowych i Męskim Zejściu na rozpoczęcie Adwentu. Do przeniesienia pomysłu na grunt bobolicki zmotywował go proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia NMP, ks. Ryszard Baran. Na pierwszy lokalny wyczyn boboliczanie zdobyli się kilka miesięcy temu, w kwietniu. W Nocnej Drodze Krzyżowej wzięło wówczas udział 80 osób, w tym kobiety z dziećmi oraz osoby starsze. Następny wymarsz zaplanowano na wakacje, kiedy jest cieplej, a dni są dłuższe. – Papież powiedział, żeby zamienić kanapę na buty wyczynowe. Że jest taka potrzeba, widzimy po tym, że przyłączają się do nas osoby, po których byśmy się tego nie spodziewali. To bez wątpienia działanie Ducha Świętego – ocenia J. Rewkowski. – Poza tym wymagają tego różne problemy. Wiele osób w naszej parafii zapada na nowotwory; w domu mam osobę chorą onkologicznie, więc mnóstwo czasu przebywam w różnych klinikach i widzę, ile jest cierpienia. Idziemy więc w tej intencji. Z racji sierpniowej abstynencji chcemy się modlić także o trzeźwość narodu oraz w intencji ochrony życia nienarodzonych.

    Bez nogi

    Pani Maja z Kurowa nie ma jednej nogi. Zadziera nogawkę, by pokazać, że pod kolanem zaczyna się proteza. Jeszcze trzy miesiące temu nie myślałaby o takim wyczynie, ale obecnie jest sprawna – chodzi, skacze, tańczy. Chce sprawdzić, czy podoła trasie. Uspakaja ją świadomość, że w ślad za pielgrzymami będzie podążała karetka, ale – prawdę mówiąc – nie bierze pod uwagę zejścia ze szlaku. A poza tym... – Idę w intencji mojego byłego męża, który nie pije już trzy lata – wyznaje. Jego abstynencja wiele dla niej znaczy, bo od czasu odstawienia kieliszka związek emocjonalny między byłymi małżonkami się odrodził. – On trzy lata nie pije, ja od pół roku chodzę, jest dobrze. – Zdecydowałam się pójść ze względu na Majkę – stwierdza p. Monika. – Skoro ona w Licheniu dała radę wejść na wieżę, to ja przejdę te 30 km wokół Bobolic. Pani Monice leży na sercu trzeźwość narodu, zresztą w grupie pielgrzymów jest wielu jej kolegów – członków lokalnego Klubu Abstynenta. Tomasz Piekarzewicz jest biegaczem, i choć o kondycję się nie obawia, to wie, że pielgrzymka wymaga więcej wysiłku niż trasa biegowa. – Tam pracują tylko nogi, tutaj także głowa – tłumaczy. – Nie chodzę dlatego, żeby się sprawdzić, ale żeby umocnić się w wierze w Boga.

    Żywioł

    Ks. Tomasz Staszkiewicz dba, by pielgrzymka nie przerodziła się w rajd. – Kwietniowa Droga Krzyżowa nauczyła nas, że ekstremalne jest nie tylko samo nocne przejście, ale przede wszystkim cisza – powiedział. – Przyszedł wtedy moment rozluźnienia i potrzebne było upomnienie się o milczenie. To nie przyszło łatwo, wzbudziło nawet pewną niechęć, ale ostatecznie uczestnicy zrozumieli, że o to chodziło. Trud wędrowania w okolicznościach nocy dopiero w połączeniu z modlitwą i ciszą wydał duchowe owoce. Dlatego i sierpniowej nocy 35 osób próbowało iść w ciszy i modlitwie. Udawało im się to, dopóki mżyło. Niedługo po wyjściu rozpętała się gwałtowna burza. – Tak nas tej nocy przećwiczyła pogoda… Było naprawdę ekstremalnie – relacjonuje Jan Rewkowski. Zaczęło już padać kiedy ruszyli spod krzyża na rogatkach miasta, gdzie złożyli znicze w intencji nienarodzonych dzieci. Gdy błyskało, las oświetlony był niczym w południe. Na pierwszym postoju schowali się w hali u zaprzyjaźnionego gospodarza. „Nie kurzy się, da się iść” – stwierdziła zawadiacko starsza pątniczka, ale gdy tylko wystawili nosy za próg, znów lunęło. – To było oberwanie chmury, nic nie było widać, wiało, szliśmy po kostki w wodzie. Zeszli jeszcze do Dobrociech, mając za sobą 10 km, jedną trzecią trasy. Na postoju zmówili Różaniec. Po pół godzinie wśród grzmotów, wichru i ulewy, zrezygnowali. – Z powodów bezpieczeństwa musieliśmy podjąć taką decyzję – przyznaje pan Jan. – Nie stchórzyliśmy przed pogodą, ale brawura nie jest bohaterstwem. Podjęliśmy trud, pielgrzymowaliśmy 4 godziny w takich warunkach. Matka Boża to widziała.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół