• facebook
  • rss
  • Oldboy młody duchem

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 34/2017

    dodane 24.08.2017 00:00

    W siatkówkę gra od lat. Kiedyś robił to zawodowo, dzisiaj – hobbistycznie, co nie znaczy, że mniej poważnie. Andrzej Nastachowski z Koszalina zdobył dla Polski 3 złote medale podczas World Masters Games w Nowej Zelandii.

    Impreza ta odbywa się co 4 lata. Gromadzi sportowych seniorów, przedstawicieli różnych dyscyplin z całego świata. Są to zawodnicy powyżej 35. roku życia, często byli reprezentanci krajów, z których pochodzą. WMG to największa na świecie impreza dla sportowych seniorów. W tym roku w zawodach wzięło udział 28 tys. sportowców ze 100 państw. Najstarszą uczestniczką była 101-latka z Indii. Ukończyła bieg na 100 metrów w czasie 1 minuta i 14 sekund. Andrzej Nastachowski, 65-latek z Koszalina, w latach 70. XX wieku grał zawodowo w AZS Koszalin, a następnie przez wiele lat w kilku klubach w Niemczech i na Węgrzech. Był też trenerem w II Bundeslidze. Podczas World Masters Games, które w kwietniu zostały rozegrane w Auckland w Nowej Zelandii, powołany przez Polski Związek Piłki Siatkowej, reprezentował nasz kraj w trzech konkurencjach (60+ w hali, 60+ na plaży i 65+ na plaży). We wszystkich trzech zdobył złoto (w drużynie halowej grał jeszcze jeden koszalinianin, Bogdan Cieśluk).

    Sport to... pasja

    Nie tylko zdrowie. Nie chodzi bowiem o to, żeby trening był przykrym obowiązkiem, bo trzeba zmniejszyć brzuch i obniżyć cholesterol. – To jest po prostu bardzo fajne. Wstaję rano, idę na siłownię, potem do sauny, w drodze powrotnej kupuję bułki i jemy z żoną śniadanie. 4 razy w tygodniu chodzę na siłownię, a 2 razy w tygodniu gram w siatkówkę – mówi Andrzej Nastachowski. – Po porządnym treningu to nawet piwo lepiej smakuje – dodaje z uśmiechem oldboy. Przygotowania przed WMG to już jednak była prawdziwa orka, dla amatorów... zawodowych: treningi, sparingi, zgrupowania. – Jeden taki 2-tygodniowy obóz odbył się na Wyspach Kanaryjskich. Plan dnia był następujący: pobudka, godzina basenu, śniadanie, krótka przerwa, od godz. 10 do 13 – trening, założenia i taktyka, obiad, od godz. 13 do 15 – cisza, od godz. 15 do 18 – znów trening, kolacja, od godz. 18 od 20 – cisza i od godz. 20 aż do zmroku – trening.

    Adrenalina i radość

    – Z formą trafiliśmy w zawody idealnie. Rok przygotowań opłacił się – cieszy się Andrzej Nastachowski. Jak mówi, trudną przeprawę mieli z partnerem w finałowej rozgrywce z Amerykanami w kategorii 60+ na plaży: – W grupie z nimi przegraliśmy. Byli bardzo dobrzy. W finale wygraliśmy taktyką. Zmieniliśmy ustawienie, które kompletnie ich rozbiło. Byli przygotowani na coś innego. Zgłupieli. Nie funkcjonowały zupełnie ich ataki. – Po ostatnim punkcie, który dał nam zwycięstwo, mój partner Dariusz Domański z Warszawy skoczył na mnie, a ja nie wiedziałem, o co mu chodziło. Adrenalina działała tak mocno, że byłem jakby gdzie indziej. W końcu krzyknął do mnie: „Jesteśmy mistrzami świata!”. Powoli zacząłem to rozumieć – opowiada koszalinianin.

    Orzełek na piersi i w sercu

    Koszaliński oldboy nie ukrywa, że reprezentowanie Polski to dla niego zaszczyt. – W sumie 30 lat mieszkałem w Niemczech, ale jednak tutaj jest moje gniazdo. Z dumą noszę orzełka na piersi. Kiedy stoi się na podium i grają Mazurka Dąbrowskiego, to aż się płakać chce – przyznaje medalista. Koszalinianin wspomina początki swojej kariery w Niemczech w latach 80. XX wieku. – Byliśmy z innego świata. Po testach w jednym z klubów poszedłem do łazienki, żeby wziąć prysznic. Nie wiedziałem nawet, jak odkręca się wodę – opowiada. – Nie mam jednak kompleksów z tego powodu, że jestem Polakiem. Jesteśmy takimi samymi obywatelami świata jak wszyscy inni. Nie musimy się wstydzić – dodaje. Andrzej Nastachowski jest zachwycony postawą nowozelandzkiej Polonii. – Kiedy jechaliśmy grać na plażę, martwiliśmy się, czy w ogóle ktoś będzie nam kibicował. Zaczęliśmy grać i nagle zrobiło się biało-czerwono. Były dzieci, całe rodziny. Świetni ludzie. Nie zawiedli. Koszalinianin ma w planie wyjazd na kolejną edycję World Masters Games, która odbędzie się za 4 lata w Japonii. Do tego czasu nie zamierza tracić formy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół