• facebook
  • rss
  • Rodzino, odwagi!

    dodane 24.08.2017 00:00

    15 sierpnia na Górze Chełmskiej mieszają się jak w tyglu różni ludzie. Na Diecezjalną Pielgrzymkę Rodzin przybywa ich kilka tysięcy: młodzi i starzy, żonaci i samotni, członkowie wspólnot kościelnych i niedzielni katolicy, miejscowi i goście z daleka.

    Rodziny, które tego dnia są tu licznie reprezentowane, dają świadectwo, jakiego brakuje w innych częściach Europy: że wspólnota ludzka oparta jest na rodzinie ufającej Bogu. Tu nikt nie niesie transparentów, domagając się praw, są za to tabliczki z wezwaniem parafii lub krzyże, jak ten niesiony przez Tadeusza Kosowskiego, prowadzącego pieszą 100-osobową pielgrzymkę z pobliskiego Sianowa. Nikt nie nosi tu tęczowych flag, są za to bukiety kwiatów i ziół. Nikt nie krzyczy: „domagam się, protestuję”, ale niesie się śpiew o ufności Bogu, któremu przewodzi diakonia „Tyle dobrego” pod kierunkiem ks. Arkadiusza Oslisloka.

    Kochać 106-latkę

    Spotkanie rozpoczyna się o 10 rano. To czas modlitwy różańcowej, dlatego wśród pierwszych pielgrzymów są Daria i Krzysztof Sikorowie. – Różaniec, och, to jest siła! – zachwyca się pan Krzysztof. Jest szczęśliwy, że są jeszcze miejsca, gdzie ludzie tę modlitwę odmawiają wspólnie. Koszalinianin mieszka na stałe w Hamburgu, gdzie z przykrością obserwuje niszczenie katolicyzmu, zamykanie kościołów. Za to na Chełmskiej… – Jesteśmy dumni, że polski Kościół jest wciąż żywy – entuzjazmuje się. W ręku trzyma bukiet polnych kwiatów. Sam je zebrał dla Matki Bożej, jak co roku. Jego żona jest dumna z męża. – Wielu mężczyzn inaczej patrzy na życie – chwali go. A on uśmiecha się do niej szarmancko jak przed 37 laty u stóp ołtarza i wyznaje: – Jesteśmy szczęśliwą rodziną. Takich przybywa tu wiele. O tym, jak piękne to rodziny, można przekonać się, nie tylko zerkając na te wielopokoleniowe, zasiadające na kocach, wzruszone pary, które podając sobie dłonie, odnawiają przyrzeczenia małżeńskie podczas świątecznej Eucharystii. Od kilku lat uczestnicy pielgrzymki rodzin mają okazję poznać bliżej jedną spośród siebie. W tym roku świadectwem wiary podzielili się z zebranymi Jolanta i Zygmunt Wilczyńscy z Białogardu, od 31 lat członkowie Szensztackiego Dzieła Rodzin. Słuchający ich pielgrzymi mogli się przekonać, jak ofiarna może być miłość małżeńska. – Przez 35 lat naszego małżeńskiego życia mieliśmy pod opieką cztery starsze, bardzo schorowane osoby: mamę, babcię, która dożyła u nas prawie 106 lat oraz dwie zaprzyjaźnione starsze panie, które do końca swoich dni były pod naszą opieką – wymienia p. Jolanta. – Wiecie państwo, jak wygląda taka codzienność, ponieważ wielu z was opiekuje się swoimi starszymi krewnymi: ile czasu trzeba im ofiarować, jak bardzo trzeba poprzestawiać swoje plany, ile cierpliwości potrzeba, aby osoby starsze czuły się bezpieczne. To wszystko codziennie zawierzaliśmy opiece Maryi i wiemy, że bez Niej nie podołalibyśmy tym obowiązkom. Opieka nad niedomagającymi nauczyła Wilczyńskich ustępliwości, akceptacji. Także tej dla siebie nawzajem, kiedy po długim, niekiedy nerwowym dniu potrafili późnym wieczorem znaleźć chwilę dla siebie, by porozmawiać i przeprosić się za zranienia. Skąd tyle siły, rozsądku? „Należymy do Maryi i poświęciliśmy się Jej ze wszystkim, co posiadamy” – mówią. Doświadczenie ich nauczyło, że to najlepsza kuratela, bo Maryja troszczy się dosłownie o wszystko. O wakacje, o wyjazd na rekolekcje, o spotkania towarzyskie. I to wbrew obawom, że nie ma możliwości wzięcia urlopu, że nie ma komu powierzyć na ten czas pozostawionych w domu chorych. – Przekonaliśmy się, że jeżeli cel jest dobry, to kiedy nie chce się go realizować po swojemu, lecz oddaje się sprawę Matce Bożej, przeszkody zostają usunięte. Wszystko przychodzi w odpowiednim czasie, jakby ktoś wiedział, czego i kiedy potrzebujemy – zaświadcza pani Jolanta. A pan Zygmunt dodaje: – Nie wiemy, co będzie jutro, ale wierzymy, że Ona wybierze dla nas najwygodniejszą drogę.

    Odważniej!

    Kulminacyjnym momentem Diecezjalnej Pielgrzymki Rodzin była Msza św. Przewodniczył jej bp Edward Dajczak, zaś koncelebrowali bp Tadeusz Werno oraz zgromadzeni kapłani. Na uroczystość przybyli także przedstawiciele władz miasta i parlamentu. Bp Dajczak podczas homilii przekonywał, że ludzi czekających z utęsknieniem na świadectwo wiary katolików jest o wiele więcej, niż można przypuszczać. Dlatego po pierwsze umacniał wszystkich, by zdobywali się na odwagę serca, które umie słuchać tak jak Maryja. Po drugie zaś przestrzegał, że to cnota trudna do zdobycia dla wierzących. – Wcale nie ci, co nie wierzą, ale to my mamy kłopot z tym, żeby zdobyć się na odwagę wiary. To nie tamci, o których mówimy, że są spoza Kościoła ani nie ci, których, choć sami nazywają siebie katolikami, nigdy nie widzimy na Eucharystii. To nam czasem brakuje odwagi posłuchania Boga – mówił bp Dajczak. – Maryja jest wzorem gotowości, by chwycić i nieść w rękach to, co Bóg nam powierzył, co nam dał i zadał.

    Przy stole

    Takiej odwagi uczą się Irena i Michał Cienkowscy. Na co dzień nie jest to trudne, bo dzięki formacji w Domowym Kościele nauczyli się, jak wiarę rozwijać: przez wspólną modlitwę, rozważanie słowa Bożego, rekolekcje, sakramenty. W trudnych (ale nie tylko) chwilach szukają porozumienia poprzez szczerą rozmowę. Wzywają wówczas Ducha Świętego, zapalają świecę. Nazywają to dialogiem małżeńskim i jak mówią, ten czas uczy ich wspólnie patrzeć na wszystko i budować jedność między sobą. Są świadomi, że daru sakramentu małżeństwa nie wolno im zamknąć w przestrzeni prywatnej. Że wspólnie przeżywaną wiarą powinni dzielić się z innymi. Na przykład z rodziną. – Wychodzimy z założenia, że bez Boga nie da się postawić ani kroku i do tego też w końcu dochodzimy w rozmaitych dyskusjach przy stole podczas większych spotkań rodzinnych – wyjaśnia pan Michał. Niekiedy potrzeba do tych rozmów więcej odwagi, bo z odbiorem religijnych treści, jak podkreśla pani Irena, bywa różnie. – W mojej rodzinie trochę brakuje Pana Boga i te dyskusje z rodzicami są czasem dość ostre – przyznaje. Zaprzecza, że w takiej sytuacji należy uciec od tematu. – Wręcz przeciwnie, należy go poruszać, pokazać, że wiara to nie zestaw nakazów i zakazów, ale coś, co daje radość. Powiedzieć: „Popatrzcie na to, to jest fantastyczne!”. Także wśród samych pielgrzymów nie brakowało takich, którym świadectwo wiary i pięknej miłości małżeńskiej było tego dnia potrzebne. Na przykład pani Iwonie, która przyjechała na Górę Chełmską z córkami i „częściowo” z mężem, który zrezygnował z ostatniego podejścia i pozostał na dole, na parkingu. Kolejne małżeńskie nieporozumienie… Mimo przykrości pani Iwona z wiarą wspinała się na szczyt góry. Przecież przybywali tu całą rodziną nieraz i Maryja nigdy ich nie zawiodła, także w rozwiązywaniu małżeńskich kryzysów. Ma więc nadzieję, że i tym razem wszystko dobrze się skończy. Na przechodzących trudny czas małżonków czekali w specjalnie przygotowanym namiocie, ustawionym opodal sanktuarium, specjaliści z poradnictwa rodzinnego. – Jesteśmy właśnie po rozmowie z jednym małżeństwem i już umówiliśmy się na dalsze spotkania w poradnictwie rodzinnym – potwierdza sens takiej inicjatywy doradczyni Ida Soszyńska.

    Tylko we dwoje

    Tradycja rodzinnego pielgrzymowania do sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej w dniu Wniebowzięcia ma już 21 lat. Wciąż przybywają tu tysiące wiernych, gotowych spędzić wiele godzin najpierw na polanie przy sanktuarium, a potem w gościńcu – na posiłku czy położonym nieco niżej boisku, gdzie przygotowane są atrakcje dla najmłodszych i zabawy z nagrodami. Jedni, jak młodzi małżonkowie Agnieszka i Błażej Żelewscy, dopiero rozpoczynają swoją rodzinną tradycję pielgrzymkową, inni, jak Małgorzata i Krzysztof Wojciechowscy, pielgrzymują od lat i jak mówią – nawet deszcz by im nie przeszkodził. Starsi, jak Stefania i Kazimierz Kościelakowie, składają świadectwo poprzez samą obecność, bo w upał niełatwo pokonać liczącą 132 metry wysokości górę Krzyżankę. – Niektórzy idą aż do Częstochowy. My nie dalibyśmy rady tak daleko, to chociaż tutaj przychodzimy do Maryi, żeby przynieść Jej nasze intencje i za wszystko podziękować – wyjaśnia zmęczony wspinaczką pan Kazimierz. Janinę i Rafała Semołoników ściągnęła na rodzinną pielgrzymkę dodatkowa okazja: nazajutrz obchodzą 20. rocznicę ślubu, zresztą i poprzednie świętowali podobnie. – Przychodzimy do Matki Bożej, powierzamy Jej nasze małżeństwo i prosimy o pomoc w rozwiązaniu naszych spraw – powiedział pan Rafał. – Jeszcze nie zdarzyło się, żebyśmy dzięki Niej nie wyszli z jakichś kryzysów, choć rozumiemy, że czasem trzeba przejść przez różne trudności, zmierzyć się ze swoimi słabościami i nie uciekać w wygodne rozwiązania. Jednak bez wsparcia duchowego możemy co najwyżej trwać w iluzji naszych rozwiązań. Choć świętującym małżonkom towarzyszy kilkutysięczny tłum i rozgardiasz, nie przeszkadza im to. Cieszą się, że ten dzień mogą przeżyć we wspólnocie wierzących, a zarazem indywidualnie. – Wokół jest dużo ludzi i to bardzo dobrze – mówi pani Janina – a jednocześnie wydaje mi się, że jesteśmy tu… tylko we dwoje. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół