• facebook
  • rss
  • Powrócili z niewoli

    dodane 14.09.2017 00:00

    Temat 14. edycji Europejskiego Festiwalu Filmowego Integracja Ty i Ja brzmi optymistycznie: „Życie można zacząć wiele razy”. Powtarzają go jeden po drugim sportowcy, weterani wojenni, pasjonaci, artyści i miss.

    Wysiłek, by nie zaszywać się ze swoją ułomnością w czterech ścianach, to ich codzienność. I właśnie dlatego, że wciąż podejmowany, czyni z nich mistrzów. Festiwalowi goście już w pierwszych minutach spotkania zaczęli dzielić się swoimi historiami i tym, w jaki sposób pokonali ograniczenia wynikające z ich dysfunkcji. Czynili to, począwszy od 5 września przez 5 dni nie tylko w miasteczku festiwalowym usytuowanym na placu Polonii przy Koszalińskiej Bibliotece Publicznej, ale i poza miastem, docierając do różnych środowisk: szkół, ośrodków kultury i sportu, jednostek wojskowych, zakładów karnych, DPS-ów.

    Słuchać trenera

    – Kiedy zdarza się komuś z nas, że staje się osobą niepełnosprawną, nie wiemy, co z tym zrobić, gdzie skierować się po pomoc. Nie wiemy nawet, co zrobić by odciążyć swoich najbliższych – tłumaczy zebranym na placu KBP Krzysztof Głombowicz, który sam długo nie mógł się pogodzić z kalectwem nabytym w wyniku choroby Heinego-Medina. Z życia na wózku inwalidzkim, a potem o kulach, „przesiadł się” do uprawiania sportu. Podnosił ciężary, pływał, został komentatorem sportowym. Na festiwalu zgromadził ludzi, którzy udowadniali, że nieposłuszne ciało może być sprzymierzeńcem; że zamiast rozdrabniać się w wielu dziedzinach, można w jednej osiągnąć sukces. Podczas inauguracji 14. Integracji prezydent Koszalina Piotr Jedliński uhonorował nagrodą koszalinianina Macieja Sochala, rekordzistę świata w rzucie maczugą, 4-krotnego złotego medalistę igrzysk paraolimpijskich. Sportowiec przyznał, że jego „życie od nowa” zaczęło się ciężką pracą. Miał kilkanaście lat, kiedy wykryto u niego guza mózgu. Dzięki walce rodziców o jego życie, rehabilitacji, spotkaniom z aktywnymi osobami niepełnosprawnymi i wytrwałym treningom, z życia „pod górkę” wszedł na najwyższe sportowe podium. Ale, przyznaje, na starcie była klapa, bo gdy po roku trenowania w 2004 r. pojechał na igrzyska paraolimpijskie do Aten, nie było się z czego cieszyć. – Tam niestety wywalczyłem 13 miejsce z… 14 możliwych – śmieje się M. Sochaj. – I odpuściłem sobie po tej przegranej, zacząłem imprezować. Na szczęście po trzech latach w końcu posłuchałem trenera…

    Miss na wózku

    Uczestnicy festiwalu mieli wiele okazji, by nabrać sił do przekraczania swoich ograniczeń. Motywacji dodał im Rafał Gręźlikowski, który z powodu nowotworu stracił nogę. Właśnie wrócił z 39-dniowej wyprawy rowerowej do Szkocji. Taryfa ulgowa, specjalne zaplecze hotelowe? Przeciwnie: spanie w lasach, ruinach zamków, samotnie. A za dnia pedałowanie po górach i dolinach rowerem ważącym 60 kg. – Moi koledzy w mundurach – powiedział o towarzyszących mu weteranach wojennych – przeszli liczne misje bojowe. Niektórzy wrócili pokiereszowani. Mnie dopadł nowotwór. To nieco inny kierunek, ale ten sam dylemat: co zrobić ze swoim życiem, aby je na nowo poukładać? Żeby nabrać sensu i ruszyć przed siebie z uśmiechem... R. Gręźlikowski potwierdza, że jemu to się udało. Przez wiele lat uprawiał podnoszenie ciężarów, obecnie jest fotografem i autorem książek podróżniczych. Uważa jednak, że sensu życia nie zdobywa się raz na zawsze. – Powrotów jest wiele. Przesłanie tego festiwalu ucieleśnia się w każdym z nas: o życie warto walczyć zawsze. Sukcesem osób niepełnosprawnych jest też realizacja marzeń, które najpierw się porzuciło. Na przykład o tym, by założyć rodzinę, urodzić dzieci. Wśród uczestników Integracji są rodzice na wózkach, którym ich pociechy pakują się na kolana, są niepełnosprawne pary, które okazują sobie czułość i szacunek, są kobiety emanujące pięknem – Katarzyna Kozioł, Miss Polski na Wózku 2015 i jej następczyni Adrianna Zawadzińska. – Jak przekonałam się, że na wózku również istnieje życie? Dzięki temu, że poznałam wspaniałych aktywnych ludzi – mówi K. Kozioł, niepełnosprawna od 16. roku życia. I wskazuje m.in. na uczestników koszalińskiego festiwalu, którego jest stałym gościem. – Tutaj spotyka się ludzi, którzy pokazują, że życie można nie tylko zacząć na nowo, ale też nadać mu nowe, lepsze oblicze – powiedziała. – Integrację środowisk można tu wręcz wdychać z powietrzem.

    Kikuty, protezy, kule

    Wśród towarzyszących Integracji wystaw były budzące emocje „Fotokonfrontacje”. Na oszczędnych fotografiach weterani – modele zrzucili część umundurowania, by ukazać, że pod nim są kikuty ramion, protezy nóg. – Nie lubimy mówić o żołnierzach, że są niepełnosprawni. Nawet jeżeli musieli z tego powodu wrócić z wojny, wolą mówić, że są nie w pełni sprawni – powiedział kpt. Jarosław Barczewski z Centrum Szkolenia Sił Powietrznych w Koszalinie. Przede wszystkim żołnierzom trudno było się przekonać, że sesja fotograficzna ma sens. – Gdy proponowano mi udział w tym przedsięwzięciu, pomyślałem: jaki cel temu przyświeca? – przyznał jeden z modeli, płk Leszek Stępień, dyrektor Centrum Weterana. A jednak zdecydował, że warto opowiedzieć historię z pola walki. Po co? Żeby pokazać, że wojna to coś najgorszego. – Człowiek, który widział ją naocznie, jest w stanie docenić pokój. Pokój jest nam dany, to dar – powiedział. Teraz, jak wielu jego kolegów, przyznaje, że dzielenie się z innymi swoimi słabościami jest ważne. – Udział w projekcie fotograficznym podniósł nas na duchu, pomógł zaakceptować nasze ułomności. Stawiamy sobie nowe zadania, idziemy naprzód.

    Bomba w głowie

    Towarzyszący „dużej” Integracji Mały Festiwal Ty i Ja trady- cyjnie przeniósł się na kilka godzin do kilku aresztów i zakładów karnych. W koszalińskim ZK 80 osadzonych oczekiwało na weteranów wojen w Iraku i Afganistanie. – Temat przewodni festiwalu „Życie można zacząć wiele razy” mocno wpisuje się w jednostki penitencjarne, w więzienne mury – powiedziała ppłk Wiesława Panaszewska, dyrektor ZK, przekazując weteranom wojennym przewodzenie w nietypowej dla osadzonych lekcji wychowawczej. – Niewiele się różnimy – zwrócił się do nich Krzysztof Głombowicz. – My także byliśmy kiedyś za kratami, tyle że niepełnosprawności. Już jesteśmy wolni, ale wielokrotnie zaczynaliśmy swoje życie od nowa. Każdy z nas popełnił jakiś błąd. Tym błędem jest to, że jadę za szybko, że siadam po pijanemu za kierownicę, że daję się namówić kolegom na „skok”. Dzisiaj chcemy wam opowiedzieć o drogach, jakie prowadzą do tego, by być wolnymi. O tym, że wy także możecie być wolnymi ludźmi. Pod jednym warunkiem: nikt za was tego nie zrobi. Kiedyś stąd wyjdziecie i będziecie musieli starać się zmienić życie. Weterani opowiedzieli zebranym swoje losy, będące walką nie tylko z wrogiem na linii frontu, ale także z tym we własnej głowie. Sierżant Szymon Mutwicki opowiedział o tym, jak w zasadzce talibów stracił nie tylko kolegę, ale też poczucie bezpieczeństwa. – Od tego czasu poprzestawiało mi się w głowie. Koszmary, nieprzespane noce – wylicza, opisując, jak zeskakiwał z łóżka i chował się pod nim z obawy przed nalotem. – Strach, jakiego dotąd nie doświadczyłem... Po powrocie do Polski bał się zamkniętych pomieszczeń, szybko nadjeżdżających samochodów, przejścia z asfaltu na pobocze. Przed dramatem w głowie uciekł w alkohol. W końcu poszedł po pomoc do psychiatry. – Czy mnie wyleczono? Raczej zaleczono, bo tego nie da się wyleczyć. Ale podejmuję z tym walkę – powiedział. Grupie więźniów wyjaśnił, co obecnie zajmuje jego zdrowiejącą głowę – pasja fotograficzna i pilotowanie szybowców. – Jestem dużym człowiekiem, ale jestem taki malutki – pokazuje na palcach. – Cieszę się jednak z tego, że umiałem się przyznać: potrzebuję pomocy.

    Dorobek festiwalu

    Pięć dni festiwalowych obfitowało w liczne spotkania z artystami, happeningi, koncerty, konferencje. Integracja Ty i Ja to jednak przede wszystkim festiwal filmowy. W tym roku widzowie obejrzeli 27 godzin filmowych projekcji fabularnych, dokumentalnych i amatorskich z całego świata. Przez 14 lat istnienia festiwal zebrał wiernych widzów i bohaterów, a także uznanie na arenie krajowej i międzynarodowej, goszcząc m.in. w Parlamencie Europejskim, Londynie, we Włoszech, w Hiszpanii, Chorwacji i na Litwie. W Polsce stał się inspiracją dla kilkudziesięciu ośrodków kultury, organizujących równoległe Małe Festiwale Ty i Ja w ponad 30 miejscowościach.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół