• facebook
  • rss
  • Warsztaty na otwartym sercu

    dodane 12.10.2017 00:00

    Wystarczyło kilka minut, żeby energia płynąca ze sceny poderwała słuchaczy na równe nogi. Bo gospel to więcej niż śpiewanie: to dzielenie się Bożą radością.

    Przekonali się o tym i uczestnicy warsztatów, i publiczność w Filharmonii Koszalińskiej.

    Nieważny PESEL

    – Nie pomyliliśmy się, jest zapotrzebowanie na śpiewanie gospel – cieszy się Robert Suszczak z Fundacji Wspierania Edukacji i Kultury „Koliber”, który razem z żoną Beatą wymyślił i zorganizował Koszalińskie Warsztaty Gospel. W ubiegłym roku wzięło w nich udział ponad stu śpiewaków, w tym uczestników było nieco mniej, bo 70, ale za to większa była rozpiętość wiekowa. Choć najmłodszego i najstarszego chórzystę dzieliło kilka dziesięcioleci, na scenie zupełnie nie dało się tego zauważyć. – Śpiewałam kiedyś, jako młoda dziewczyna, teraz już chyba głos nie ten i bałam się, czy dam radę. Miałam sporo obaw, które rozwiały się, gdy tylko zaczęły się zajęcia – mówi pani Jolanta. Koszalinianka należy do grupy nieco starszych śpiewaków, ale w tym chórze PESEL nie ma żadnego znaczenia. – Oglądałam koncerty gospel i nie mogłam się nadziwić: skąd w tych ludziach tyle energii?! Już wiem, że bierze się ona z wnętrza człowieka, wypływa z głębokiej wiary, którą bardzo chciałabym w sobie mieć – dodaje. Dziesięcioletnia Zosia po raz pierwszy śpiewa gospel i – jak zastrzega – nie po raz ostatni. – Bardzo lubię tańczyć i bardzo lubię śpiewać. A gospel łączy jedno i drugie – tłumaczy.

    Dostępne jest 29% treści. Chcesz więcej? Kup wydanie papierowe lub e-wydanie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół