Nowy numer 21/2018 Archiwum

Co kto miał, to dał

Mieszkają w trójkę w zagrzybionym domu bez toalety i centralnego ogrzewania. Są schorowani, niepełnosprawni i niezaradni życiowo. Ludzie skrzyknęli się, by pomóc.

Ojciec się utopił. Rok później mama miała wylew. Ze trzy lata już będzie. Zostaliśmy właściwie sami – mówi Łukasz i kreśli sytuację rodzinną: – Trudno nam się żyje, bo Dorota i Paweł są chorzy, mają porażenie mózgowe. Ja mam epilepsję, straciłem pracę. Ale z renty i opieki nam jakoś wystarcza – przekonuje młody mężczyzna. Jest jeszcze jedna siostra. Samodzielna, układa sobie życie w Złotowie. Oni zostali w Pomiarkach, w połówce niewielkiego domu. Grzeczni, życzliwi i – choć dorośli – mentalnie jak dzieci. Niezaradni życiowo.

Ciepła woda – luksus

Dorota niewiele mówi, ale za to szeroko się uśmiecha. Cały dzień spędza w domu. Wprawdzie miejsce na Warsztatach Terapii Zajęciowej na nią czeka, ale nie ma kto wyprawić jej rano z domu. No to siedzi i się nudzi. Łukasz obiad zrobi, drzewa do pieca narąbie. Przyjdą koledzy, pogadają, na wieś wyjdą, chociaż chodzić to specjalnie nie ma dokąd. – Jak ojciec żył, to jeszcze coś tu pomalował. Teraz to już nic nie robimy – Łukasz patrzy na czarne, okopcone ściany z łuszczącą się farbą. Ze starej kuchni stojącej w kącie niewielkiego pomieszczenia strasznie się dymiło. – Ale już jej nie używamy. Wodę grzejemy na kuchence gazowej – wyjaśnia.

Ciepła woda w kranie to luksus, o którym rodzeństwo nawet nie marzy, a jakoś umyć się trzeba. W misce, po kawałku, bo w domu nie ma ani łazienki, ani toalety. – XXI wiek, a ludzie tak żyją, że aż się głupio robi. My się martwimy, że szkiełko w telefonie się potłukło, a tu zwykłej łazienki nie ma. Pomyśleliśmy, że trzeba coś zrobić, bo to przyzwoici, niepijący ludzie. Tyle, że zupełnie niezaradni – wchodzi w słowo Wojtek Zając, młody sołtys z pobliskich Węgierc. To do niego przyszli Bartek i Radek, koledzy Łukasza. – Zadzwonili, opowiedzieli, jak jest. To zwołaliśmy paru kolegów – sołtys kiwa na stojącego obok Mariusza. Ten przytakuje: – Nie można tak zostawić ludzi. Potrzeba 10 tys. zł na materiały. To dużo i niedużo. Resztę załatwimy swoją pracą. Każdy przecież pomoże – mówi. Za chwilę pojawia się też Dawid, najbliższy sąsiad. – Trzeba im pomóc. Muszą mieć jakieś przyzwoite warunki, bo aż wstyd, że ktoś tak mieszka – przyznaje.

Ochotnicza ekipa remontowa

Priorytet to łazienka. Ale i reszta krzyczy o remont: butwiejąca, pozarywana podłoga, zagrzybione ściany. – W tym miejscu chcemy postawić kocioł centralnego ogrzewania. Dobrze by było, jakby trochę cywilizacji tu wprowadzić – wyjaśnia sołtys, pokazując na ledwo trzymającą się ściany kuchnię. Bo centralnego też rodzeństwo nie ma. Pokój ogrzewa piec kaflowy. Ochotnicza ekipa remontowa ma nadzieję, że już niedługo. Nowy piec już czeka na zamontowanie. Wprawdzie jest z odzysku, ale jeszcze długo posłuży. Przyjechał z pobliskiego Piecewa. – Tam niedawno spłonął doszczętnie dom. Zbieraliśmy dla pogorzelców pieniądze, chodziliśmy po domach i sprzedawaliśmy caritasowskie świece, żeby jakoś im pomóc. Oni dostali nowszy piec i stwierdzili, że ten chętnie przekażą. Mamy też grzejniki i bojler, potrzeba jeszcze wszystkich przyłączy – opowiada Wojtek. Ogłosili zbiórkę wśród sąsiadów. Wystarczył impuls. – Worek tynku, wiadro farby, co tam komu z własnego remontu zostało, to dał. Dwa okna są już wymienione, to też wymienimy – pokazuje na zupełnie zbutwiałe okno kuchenne. – Mamy też kuchenkę, pralkę i lodówkę, trochę mebli i wyposażenia, garnki, talerze. Wszystko od ludzi – dodaje. Chłopaki chcą ruszyć z pracami jak najszybciej, ale potrzebują materiałów. Organizują charytatywną zabawę, żeby zebrać fundusze. I liczą na dobrych ludzi. – Materiały budowlane, wykończeniowe, framugi, drzwi wejściowe. Wszystko się przyda – wyliczają, prosząc o pomoc dla swoich sąsiadów.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma