Nowy numer 21/2018 Archiwum

Przemalować przeciętność

Wiejski przystanek autobusowy. Trudno sobie wyobrazić mniej interesujące miejsce. Często kojarzy się z nieprzyjemnym zapachem, ławką, na której lepiej nie siadać, i nudą, która nie wynika tylko z konieczności czekania.

Francuski antropolog kulturowy Marc Augé stworzył nawet termin „nie-miejsce”, określający niektóre przestrzenie, w których przebywa współczesny człowiek. Nie-miejsce to pewnego rodzaju przestrzeń niczyja, ponieważ nikt się z nią emocjonalnie nie wiąże. Choć każdego dnia zapełnia się ludźmi, nie tworzy z nich żadnej wspólnoty, gdyż istotą nie-miejsca jest przejściowość. Ma w sobie coś anonimowego, pewien brak wyrazu. Jednocześnie jest w nim coś podobnego, co tworzy wrażenie, że gdzieś się już je widziało. Nie-miejsca to dworce, lotniska, hotelowe pokoje, galerie handlowe, pokłady samolotów i… przystanki. Dlatego, choć pomalowanie ścian przystanku nigdy nie stworzy z niego Sykstyny, to jednak… coś się zmienia.

Kapsle nadal są, ale…

Adam Maciejewski, artysta malarz z Węgorzewa k. Sianowa, przemienił przystanki autobusowe w kilku miejscowościach swojej gminy w niemal dzieła sztuki. Każdy z nich jest inny i sprawia, że z natury nudna przestrzeń nabiera nowego wyrazu. – Pierwszy przystanek powstał w Węgorzewie. Chciałem namalować aleję lipową w 3D, ale bałem się, że mógłby wjechać w nią jakiś samochód – śmieje się pan Adam.

– Poza tym byłoby zbyt monochromatycznie. Dlatego powstała łąka – dodaje. – W Skibnie zrobiłem pędzący parowóz. Jako dziecko często chodziłem koło torów i podziwiałem te maszyny – wspomina artysta. Pomalowanych przystanków jest w sumie osiem. Są na nich różne motywy wiejskie, rośliny, zwierzęta czy – w Osiekach – jezioro Jamno z unoszącymi się nad nim balonami. Co ciekawe, wraz z akrylowymi malunkami zmieniła się nie tylko przestrzeń. – Na początku zastanawialiśmy się, czy istnieje jakiś lakier, który by zabezpieczył te malunki tak, żeby można je było w razie czego umyć. Okazało się, że nie ma czego się bać. Patrzę pod nogi, jest pełno słonecznika, kapsli, ale nie ma ani jednej rysy na malunku. Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby bazgrać po… obrazach.

Salvador Dali a krzywy płot

Artysta z Węgorzewa jest amatorem. Malowanie, a także muzykowanie, to jego sposób na przeciętność. Ma w swoim dorobku wiele prac. Maluje na desce, na płótnie. Stosuje różne techniki. Spod jego pędzla wychodzą pejzaże, rośliny, zwierzęta, twarze antycznych kobiet, a także motywy abstrakcyjne. Bardzo ceni twórczość surrealisty Salvadora Dalego. – Ten dreszczyk, gra światła i cienia, postacie uniesione w powietrzu, jakaś przelewająca się szachownica, słonie kroczące na długich nogach. Chciałbym się zająć czymś takim – mówi. Nie opuszcza go jednak poczucie realizmu, jeśli chodzi o przestrzeń, w której się żyje. Na pytanie, co można zrobić, żeby wokół nas było ładniej, odpowiada, że utrzymanie porządku wokół własnego obejścia już wiele daje. Czy to oznacza, że każdy może być artystą? Pewnie nie. Ale z pewnością każdy może mieć jakiś wpływ na piękno.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma