Jezus umacnia mnie w bliźnim

VI Adwentowa Męska Droga św. Józefa w tym roku biegła z Ustki do Słupska.

Mieszkańców Słupska, Ustki i okolic do udziału w VI Męskiej Adwentowej Drodze św. Józefa zaprosili parafianie sanktuarium Oblubieńca NMP. Na zaproszenie odpowiedziało 16 panów, którzy wystartowali skoro świt 29 listopada, w przeddzień pierwszej niedzieli Adwentu, z parafii pw. NMP Gwiazdy Morza w Ustce. Po wspólnej modlitwie i rozesłaniu przez kapłana - ks. Jacka Hermana z usteckiej parafii, który wprowadził uczestników w charakter wydarzenia katechezą o Maryi i św. Józefie - wyruszyli w kierunku Słupska, by po 23 km dojść do sanktuarium.

Co ich czekało podczas drogi? Przede wszystkim modlitwa - indywidualna i wspólnotowa, długie chwile ciszy i medytacji nad przygotowanymi rozważaniami, marsz pełen milczenia, wysiłku i duchowego skupienia, szczere rozmowy z towarzyszami. Wieńczącej drogę Mszy św. w sanktuarium św. Józefa przewodniczył wikariusz ks. Jan Wojtczak. W domu parafialnym na pielgrzymów czekał ciepły posiłek. Był to też moment na męskie rozmowy i refleksje z całego dnia.

- Zdecydowaliśmy się wyruszyć w tę Adwentową Drogę św. Józefa, żeby dzielić się wiarą w Boga i świadectwem życia, a także, wzorując się na postaci św. Józefa, coraz głębiej odkrywać swoje powołanie: bycie mężem, ojcem, pracownikiem, pracodawcą - mówi Mirosław Latkowski, który wraz z Arturem Skoniecznym zorganizował wydarzenie. - Dobrze było słyszeć, że wszyscy uczestnicy podkreślali, jak dobrze jest spotykać, razem podejmować wyzwania dnia codziennego i pokładać nadzieję w Bogu - dodaje.

Jezus umacnia mnie w bliźnim   Pierwszy kilometr w kierunku Słupska. Archiwum organizatora

Pan Jakub z parafii św. Józefa po raz drugi wędrował z mężczyznami Drogą św. Józefa. Mimo problemów z kręgosłupem nie spodziewał się komplikacji. - W roku jubileuszowym postanowiłem nie skupiać się na sobie, jak to robiłem przez większość życia, a wynagrodzić Bogu za grzechy - swoje i w zastępstwie za innych ludzi. Pielgrzymka miała być więc moją formą pokuty - powiedział i - jak przyznał potem - przeliczył się. Już po ok. 5 km jego ciało odmówiło posłuszeństwa. - Wtedy poprosiłem św. Józefa o pomoc, podobnie jak poprzednim razem - powiedział, zaświadczając, że został wysłuchany.

Jedną z form Józefowej interwencji był czas spędzony z towarzyszami drogi. - Etap do Charnowa przeszedłem z Piotrem, z którym nie widzieliśmy się od szkoły podstawowej, czyli kilkadziesiąt lat - opowiada pan Jakub. - Okazało się, że przebyliśmy podobną drogę upadków i nawróceń, a teraz idziemy razem, rozmawiając o łaskach, którymi obdarzył nas Bóg - dodaje.

Do Bruskowa Wielkiego pan Jakub szedł z Andrzejem, który imponuje mu uśmiechem, zaraża pozytywnym usposobieniem. - Gdy więc opadam z sił, zauważam działanie Pana Jezusa, który umacnia mnie, przychodząc w bliźnim - relacjonuje pan Jakub. Potem, towarzysząc innemu Piotrowi, podziwia i tego, dużo młodszego od siebie, mężczyznę. - Tym razem widzę w nim cechy typowe dla św. Józefa. Mam pewność, że św. Józef jest blisko - zaznacza.

Opadłszy poważnie z sił na ostatnim odcinku drogi, z Bierkowa, i powątpiewając, czy da radę dojść do sanktuarium, pan Jakub słyszy przy sobie najweselszego z ekipy Sławka. - Podziękowałem mu na końcu drogi, że ze mną został, a on jedynie skromnie odpowiedział: "Widziałem, że masz swoją prędkość, po prostu dostosowałem się do niej" - opowiada pan Jakub.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..