Obchodzony w Kościele w ostatnią niedzielę września Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy, stał się okazją do modlitewnego wsparcia ludzi, którzy stracili życie w drodze do Europy i tych, którzy poszukując nowego miejsca na ziemi, ryzykują nim nadal w niebezpiecznych wyprawach.
29 września bp Krzysztof Zadarko, przewodniczący Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Migracji Turystyki i Pielgrzymek, przewodniczył w koszalińskiej katedrze Mszy św. w ich intencji oraz Koronce do Miłosierdzia Bożego, podczas której uczestnicy nabożeństwa mieli okazję poznać imiona migrantów, którzy zmarli w drodze próbując przekroczyć granice europejskich krajów, w tym Polski.
Na wstępie liturgii bp Zadarko przypomniał, że od ponad 100 lat Kościół co roku przypomina wiernym na całym świecie o losie migrantów i uchodźców. Jak dodał, dzisiaj w Polsce mamy 2,5 miliona obcokrajowców ponad 140 narodowości, przebywających legalnie, w większości pracujących, sporo ich się uczy, studiuje. W homilii poruszył kwestię transformacji podejścia Polaków do cudzoziemców – od powszechnej na początku wojny w Ukrainie postawy przyjmowania ich pod dach i do społeczeństwa po obecnie coraz częściej odczuwaną i deklarowaną, nierzadko w wulgarny sposób, niechęć.
Szczególną uwagę biskup Zadarko poświęcił najsłabszym spośród uchodźców – za papieżem Leonem XIV, który podniósł ten temat w aktualnym orędziu na 112. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy pod hasłem „Nawet jedno z tych dzieci”. Takich dzieci, które uciekają ze swoimi rodzicami i którzy w drodze stracili opiekunów jest na świecie kilkadziesiąt tysięcy. Stając się sierotami – i w efekcie mieszkańcami specjalnych obozów dla dzieci – wpadają w sidła przestępców, terrorystów, handlarzy ludźmi.
Wracając do polskich realiów biskup wyraził wdzięczność Polakom, którzy wsparli Ukraińców uciekających do naszego kraju przed wojną w swojej ojczyźnie, ale zauważył też narastające problemy.
– Bardzo chciałbym Panu Bogu podziękować i czynię to codziennie, za tych, którzy otwierali swoje serce i dzisiaj po tych czteroletnich zawirowaniach mają wiele znaków zapytania, a w niektórych sercach pojawiło się coś zupełnie odwrotnego: zgasła miłość, zgasła gościnność, w to miejsce do ich serc weszła ideologia rozkrzyczanych polityków, którzy powiedzieli: " Dosyć. Mamy nierozwiązaną historię, rachunek krzywd”.
– Antyukraińskie nastawienie, które pojawiło się w naszym społeczeństwie szokuje i zmusza do myślenia. Dlaczego tak się stało? – pytał biskup Zadarko. – Myślę, że dzisiaj nie potrafimy sformułować diagnoz, ale potrafimy wołać jak Ewangelia, wołać i zobaczyć ich tam, gdzie ich nikt nie widzi, wołać o to, żebyśmy chcieli zbudować wspólną przyszłość.
Roztropna miłość bliźniego według przewodniczącego Rady KEP ds. Migracji Turystyki i Pielgrzymek, wymaga od siebie, ale i od tego, komu jest okazywana. I choć pomocy, szczególnie, gdy chodzi o dramat ludzi uciekających przed śmiercią, bólem, prześladowaniami, głodem, nie można warunkować ich pochodzeniem, religią, kulturą, rasą, to zarazem – budując wspólny porządek społeczny – mamy prawo stosować jasne reguły tego ładu. To recepta na grożące Polakom, którzy wcześniej okazali tak wiele serca Ukraińcom, „zmarnowanie Bożej łaski naszej życzliwości i gościnności”.
– Chodzi o to, by zobaczyć Chrystusa w tych, którzy są głodni, spragnieni, bezdomni, niemający się w co ubrać – przypominał hierarcha o postawie chrześcijańskiej. – Uchodźca nierzadko jest niewidoczny, ale ten dzień jest po to, żebyśmy zobaczyli jego twarz.








