Turyści szturmują fortyfikacje

GOŚĆ KOSZALIŃSKO-KOŁOBRZESKI 28/2012

publikacja 12.07.2012 00:00

Poniemieckie bunkry po zachodniej stronie miasta już niebawem staną się atrakcją turystyczną regionu. Dzięki historykom zapaleńcom fortyfikacje odzyskały dawny blask.

Turyści szturmują fortyfikacje

Żelbetowe budowle znajdują- ce się na wydmach przy plaży zachodniej od lat intrygowały spacerowiczów. Mało kto wie, że te działobitnie powstały jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. – Bateria została zbudowana w latach 1937–1938 przez niemiecką Luftwaffe – tłumaczy historyk Marcin Barnowski. – Składała się ze stanowisk dla dział przeciwlotniczych, stanowiska dalmierza, maszynowni z generatorem prądu i ukrytego w głębi lasu bunkra amunicyjnego. Baterię nazwano imieniem feldmarszałka Blüechera, związanego ze Słupskiem patrona miejscowego pułku kawalerii.

Radzieckie bardziej przewiewne

Mimo upływu czasu fortyfikacje do dziś zachowały się w dobrym stanie. To właśnie dlatego Marcin Barnowski wraz z żoną wpadli na pomysł, by na ich terenach stworzyć Park Historii Twierdza Ustka. Skąd ten pomysł? – Dzisiaj militariami bawią się całe rodziny, tatusiowe, ich synowie, a nawet mamy – mówi Joanna Barnowska. – Poza tym chcieliśmy przybliżyć turystom historię, nie tylko tę najnowszą. Zależy nam na tym, by edukację połączyć z rozrywką, by odejść od szkolnej sztampy. Wchodząc do parku, trudno oprzeć się wrażeniu, że czas zatrzymał się tu w miejscu. Zwiedzających wita stojący w drewnianej budce wartowniczej żołnierz w hitlerowskim mundurze. Z repliką broni rzecz jasna. – To jedyny niemiecki mundur, bo nie chcemy propagować symboliki faszystowskiej – zastrzega J. Barnowska. – Cała obsługa pracuje w mundurach radzieckich, bo są bardziej przewiewne, a my pracujemy tylko latem. Po stanowiskach baterii oprowadza turystów mój mąż w mundurze polskiego żołnierza z kampanii wrześniowej – dodaje.

Grochówka z kuchni polowej

Amatorzy historii nie mogą mieć powodów do narzekań. Poza odrestaurowanymi działobitniami są ogródek artyleryjski, strzelnica i kuchnia polowa, w której serwowana jest pyszna żołnierska grochówka. – Przyrządzamy ją według oryginalnego przepisu armii niemieckiej – podkreśla Marcin Barnowski. Przemysław Nycz oprowadza po bunkrach kolejną już grupę turystów głodnych historycznej wiedzy. – Bateria przeciwlotnicza składała się z 4 dział kalibru 105 mm – wyjaśnia. – Każde z nich ważyło ponad 10 ton. Działo mogło zestrzelić samolot z odległości nawet 12 km. Wraz z przewodnikiem wchodzimy do jednego z bunkrów. Mijamy pozostałości pancernych drzwi jak do bankowego skarbca. Robi się coraz zimniej, w środku jest nie więcej niż 12 stopni Celsjusza. Dyskretny półmrok, w korytarzach charakterystycznie syczą lampy. – Tu była kuchnia, dalej sypialnie, a tu pomieszczenie dowódcy, w którym znajdował się sejf ze ściśle tajnymi dokumentami – pokazuje Przemysław Nycz.

Średniowieczny obóz

Furorę wśród zwiedzających robi średniowieczny obóz, w którym spotkać można ubranych w stroje z epoki wojów. Goście mogą obejrzeć pokazy rękodzieła, m.in. ceramikę i skórnictwo. Główną atrakcją jest jednak strzelanie z łuku tradycyjnego. – Najważniejsza jest odpowiednia postawa, czyli ciało ustawione prostopadle do tarczy oraz pewny, mocny chwyt łuku – instruuje Artur Wosinek z Domu Mokoszy. – Początkującym radzę też, by celowali jak najkrócej, bo wtedy najłatwiej trafić w środek tarczy – dodaje. Park Historii, choć działa dopiero dwa tygodnie, cieszy się ogromnym zainteresowaniem turystów. – Kapitalny pomysł. Do Ustki przyjeżdżam na wakacje od kilku lat, ale dopiero teraz zaczynam odkrywać piękną i tajemniczą historię miasta. Grochówka wyśmienita, a i panowie w mundurach tacy przystojni – zachwyca się pani Jadwiga z Wrocławia. Specjaliści od turystyki są zgodni, Park Historii już niebawem może się stać najbardziej rozpoznawalnym produktem turystycznym w regionie. – Plaże i morze mają inne nadmorskie kurorty. Ale tylko w Ustce można wypoczywać, a przy okazji aktywnie poznawać historię regionu. Idę o zakład, że już niebawem Ustka stanie się drugim Szymbarkiem – prognozuje Jacek Traczyk, prezes Lokalnej Organizacji Turystycznej w Ustce. Szymbark to wieś w sercu Kaszub. Od czasu gdy powstał tam Dom „do góry nogami” (stoi na dachu), a w 2002 roku wpisano do Księgi Rekordów Guinnessa znajdującą się w miejscowości najdłuższą deskę świata (ma ponad 36 metrów długości), Szymbark odwiedzają co roku dziesiątki tysięcy turystów. Jacek Cegła