Człowieku, masz problem

Ks. Wojciech Parfianowicz

|

Gość Koszlińsko-Kołobrzeski 36/2012

publikacja 06.09.2012 00:00

Maszerowali w strugach deszczu, a ich śpiew zagłuszały grzmoty. Gdy dotarli na Górę, wyszło piękne słońce. – To wymowny obraz tego, czym jest przejście z życia pijanego do trzeźwego – ocenia pani Barbara, niepijąca od 20 lat.



Droga na Górę nie była łatwa. Deszcz dawał się we znaki
 
Droga na Górę nie była łatwa. Deszcz dawał się we znaki

zdjęcia: ks. Wojciech Parfianowicz

Na Górze zgromadziło się ok. 400 osób. W uroczystość MB Częstochowskiej przyszli podziękować za pomoc w walce o trzeźwe życie. Pielgrzymkę od lat organizuje Klub Abstynenta „Fenix” wraz z parafią pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Polanowie. – Cieszy mnie, że jest to inicjatywa oddolna. Ci ludzie chcą pokazać, że można wyjść z alkoholizmu – mówi ks. Roman Śledź, proboszcz z Polanowa, przewodnik pielgrzymki.


Jedną z przyczyn alkoholizmu i innych uzależnień jest poczucie pustki. – Jesteśmy jak pijawki spragnione szczęścia. Chcemy je pić, ale ciągle pokładamy nadzieję w tym, co nam go dać nie może. Potykamy się o kolejne rozczarowania – mówił w homilii o. Janusz Jędryszek. – Tylko Bóg wie, co jest dla mnie najlepsze. Jeśli On jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne pozostaje na właściwym miejscu – mówił.
Janusz z Polanowa, trzeźwy od 16 lat, jest przemoczony do suchej nitki. – To wzmacnia i uczy walczyć z przeciwnościami – zapewnia. Jak zgodnie twierdzą inni uczestnicy pielgrzymki, trzeźwi alkoholicy nieustannie toczą walkę o przetrwanie. Nie chodzi o rok czy dwa, ale o kolejne 24 godziny bez picia. – Do tej walki potrzebne są wiara i drugi człowiek – zapewnia Janusz. To dlatego jest na pielgrzymce i chodzi na mitingi AA. – Udajcie się do Boga i poszukajcie trzeźwego alkoholika – radzi wszystkim uzależnionym. – Mitingi dają mi poczucie bezpieczeństwa. To wspólnota, która mnie rozumie – przyznaje Rafał z Koszalina, trzeźwy od 5 lat. – Wiedza terapeutyczna poparta wiarą w Boga może dać trwałą abstynencję – dodaje. – Dzięki mitingom nie zapominam, że jestem chory i pracuję nad swoją trzeźwością – mówi Jacenty z Miastka.


Alkoholikiem może być członek rodziny, znajomy czy sąsiad. Czasami to ktoś proszący na ulicy o parę groszy. Autentyczne zainteresowanie drugim człowiekiem to nie to samo, co niezdrowa ciekawość czy tzw. wtykanie nosa w nie swoje sprawy. 
– Łatwiej jest dać pieniądze na ulicy i powiedzieć: „Rób, co chcesz”. Trudniej jest zatrzymać się, porozmawiać, powiedzieć człowiekowi, że traci życie. Czasami jedno słowo może wiele zmienić – zapewnia ks. Śledź.
Także rodzina alkoholika musi wykazać zainteresowanie problemem. – Nie można powiedzieć, że problem dotyczy tylko samego pijącego. Rodzina powinna poznać, na czym on polega – mówi Eugeniusz Sendlewski, animator Ruchu Trzeźwości z Koszalina.
Czasami nie wiadomo, jak zareagować na alkoholika, który jest naszym sąsiadem i uprzykrza nam życie. – Zamiast przeklinać czy wyśmiewać się, lepiej zacząć się modlić. To podstawa. Można spróbować porozmawiać, zachęcić do leczenia – radzi ks. Śledź. – Trzeba powiedzieć wprost i bez ogródek: człowieku, masz problem – dodaje Eugeniusz Sendlewski.