Biedne lato

Jacek Cegła

|

Gość Koszlińsko-Kołobrzeski 36/2012

publikacja 06.09.2012 00:00

Kapryśna pogoda zrobiła swoje. Choć po nadmorskich bulwarach wciąż jeszcze spacerują letnicy, odchodzące lato ma dla żyjących z turystyki zdecydowanie gorzki smak. Restauratorzy i właściciele kwater nerwowo liczą straty.



Deszczowe lato to gwóźdź do trumny przedsiębiorców żyjących z sezonu 
Deszczowe lato to gwóźdź do trumny przedsiębiorców żyjących z sezonu
Jacek Cegła

Połowa lipca, w większości nadmorskich kurortów hula wiatr. Znakiem rozpoznawczym turystów są przeciwdeszczowe płaszcze i parasolki. Pani Irena z Ustki, od lat wynajmująca pokoje w eleganckiej willi, z nadzieją spogląda w niebo. Podobnie jak wielu innych właścicieli kwater, modli się o słońce. – Tak kijowo to nie było jeszcze nigdy – psioczy pod nosem. – Niby szczyt sezonu, a na prawie wszystkich posesjach kartki z napisem: „wolne pokoje” – pokazuje. – Ludzie już teraz boją się, że nie będą mieli za co przeżyć zimy...
Podobne narzekania słychać we wszystkich letniskach naszej diecezji.


Deszcze niespokojne


– Co tu dużo mówić, pogoda w lipcu nie zachęcała do przyjazdu – nie kryje Anna Ptaszyńska z Centrum Promocji i Informacji Turystycznej w Kołobrzegu. – Po wstępnych analizach można stwierdzić, że ten sezon był słabszy niż ubiegłoroczny.
Nagłe ochłodzenie i deszcz sprawiły, że turyści zaczęli masowo skracać pobyty i odwoływać rezerwacje. Właściciel pensjonatu w Mielnie, proszący o zachowanie anonimowości: – W porównaniu do roku ubiegłego lipiec był gorszy o jakieś 30 procent. Ludzie byli wściekli, odgrażali się, że już więcej nad polskie morze nie przyjadą. A przecież to nie nasza wina, że prawie cały czas lało.
Jacek Traczyk jest udziałowcem usteckiej spółki „Promenada”. Zrzesza przedsiębiorców, którzy wynajmują od miasta teren pod obiekty gastronomiczne. Traczyk drży o przyszłość swojego biznesu. – Boję się, że nie będziemy mieli z czego zapłacić miastu wysokiej dzierżawy – mówi rozżalony. – Niektórzy myślą, że latem zbijamy kokosy, ale prawda jest taka, że z tego, co zarobimy w dwa miesiące, musimy utrzymać się przez cały rok.


Tyle słońca w całym mieście


Poprawę pogody przyniósł dopiero początek sierpnia. Gdy termometry wskazywały ponad 30 stopni Celsjusza, turyści szturmem ruszyli nad Bałtyk. Sezon rozpoczął się na dobre, a wraz z nim zatłoczone plaże, zakorkowane ulice, kolejki w sklepach. – Wystarczyło kilka upalnych dni, by telefony rozdzwoniły się jak szalone – mówi Włodzimierz Wolski, szef usteckiej informacji turystycznej. – Wszystkie nasze oferty rozeszły się na pniu. Gdybyśmy mieli w naszej bazie więcej kwater, sprzedalibyśmy jeszcze te. A tak turyści, którzy przyjechali w ciemno, bez wcześniejszej rezerwacji, zmuszeni byli pocałować klamkę.
Dla żyjących z sezonu to jednak marna pociecha. – Cudów nie ma. Strat spowodowanych fatalną pogodą w lipcu nie da się już nadrobić – tłumaczy Sławomir Górecki, właściciel usteckiej restauracji „Laguna”.


Liczą każdą złotówkę


Choć niektórzy twierdzą, że na podsumowanie sezonu jeszcze za wcześnie, bo turyści będą jeszcze w kurortach co najmniej do połowy września, rozpoczęło się już nerwowe liczenie strat. A co za tym idzie – szukanie przyczyn tego stanu rzeczy. – Pogoda to jedno – wylicza Joanna Orłowska z zarządu Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej w Gdańsku. – Nie bez znaczenia były również mistrzostwa Euro, czy późne zakończenie roku szkolnego.
Przedsiębiorcy zwracają również uwagę na jeszcze jeden aspekt – postępujące zubożenie społeczeństwa. – Turyści liczą się z każdą złotówką – potwierdza Józef Walczak, szef restauracji „Korsarz” na usteckiej promenadzie. – Jeszcze kilka lat temu wydawali 20–30 złotych na dorsza. Dziś proszą o najmniejszą porcję.
Właściciel budki gastronomicznej w Jarosławcu: – Przychodzi mama z dwójką dzieci, zamawia jednego gofra, po czym prosi, aby przekroić go na pół.
Wtóruje mu J. Traczyk. – Najczęściej schodzi to, co najtańsze, czyli zupy i pierogi.


W pakiecie taniej


Przedstawiciele branży są zgodni, „prawdziwy” sezon był wyjątkowo krótki, bo trwał zaledwie od 15 lipca do 15 sierpnia. Największym wzięciem cieszyły się tzw. oferty pakietowe (nocleg plus wyżywienie, basen i inne atrakcje). – Samo łóżko i łazienka to w dzisiejszych czasach zdecydowanie za mało – nie ma wątpliwości Edyta Banaszek z działu marketingu hotelu Arka Medic Spa w Kołobrzegu. – Dlatego naszą ofertę kierujemy do całych rodzin, które nie będą się nudzić, gdy za oknem pada. Do dyspozycji gości mamy więc salę kinową, basen z wodą morską czy salon gier – wylicza.
Co ciekawe, coraz większym zainteresowaniem zaczyna się również cieszyć wypoczynek w gospodarstwach agroturystycznych. – Ludzie uciekają od zgiełku i tłumów, chcą odpocząć na łonie przyrody, delektując się dziewiczymi lasami, czystymi rzekami i jeziorami – mówi Anna Malek, zajmująca się promocją w gminie Sławno. – Już od 40 zł za osobę można u nas wynająć pokój w zaadaptowanych pomieszczeniach gospodarczych. I cieszyć się naturą, bez względu na pogodę.