Na piechotę do Bramy Niebios

Karolina Pawłowska

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 26/2013

publikacja 27.06.2013 00:00

Od wieków na Świętą Górę Polanowską przybywali szukający Bożego Miłosierdzia i odpuszczenia grzechów. Pielgrzymi z Koszalina i Szczecinka co roku wędrują po ich śladach.

 Zanim zejdą ze Świętej Góry, pielgrzymi zostają namaszczeni wonnym olejkiem Zanim zejdą ze Świętej Góry, pielgrzymi zostają namaszczeni wonnym olejkiem
Karolina Pawłowska /GN

Koszalińscy pielgrzymi po raz 14. wyruszyli z szensztackiego sanktuarium na Górze Chełmskiej i spędzili w drodze dwa dni. – 40 km to nie jest dużo. Taki impuls, który daje „Bożego kopa”, pomaga w funkcjonowaniu przez cały rok – śmieje się Joasia Osiadacz, która ma za sobą niejeden, znacznie dłuższy pielgrzymkowy szlak.

Jak mówi, w tych skondensowanych rekolekcjach w drodze odnajdzie się każdy: od kilkulatka po pielgrzyma zaawansowanego w latach. – Ludzie w drodze pomagają: ktoś poniesie plecak, ktoś poda rękę, wesprze ramieniem lub dobrym słowem. Te znajomości utrzymują się także po pielgrzymce. Warto chociaż raz wybrać się w drogę. A mnie modlitwa pomaga maszerować. Dzięki pielgrzymowaniu nauczyłam się nie rozstawać z różańcem. Przesuwając w kieszeni paciorki, nawet nie czuję, że idę – potwierdza Jadwiga Szczegielniak. Do Matki Boskiej Bramy Niebios we franciszkańskiej pustelni na Górze Polanowskiej szła czwarty raz. Tym razem modliła się za swoich bliskich. – To trudny rok dla mojej rodziny. W wypadku zginął mój bratanek, zmarła ciocia, a wnuczka miała zabieg. Chcę to wszystko zawierzyć Maryi i prosić Ją o wstawiennictwo – dodaje. Karolina Świeboda wyruszyła z innego wzgórza: szczecineckiego Marientron – tronu Maryi, nieistniejącego już średniowiecznego miejsca kultu.

Wędrówka była dla niej czasem zastanowienia. – Szukam celu w życiu, przygotowuję się do przyjęcia chrztu. Te trzy dni były czasem słuchania podpowiedzi innych, ale też wsłuchiwania się w ciszy w głos Boga – opowiada. – Szczecineccy pielgrzymi to głównie ludzie młodzi, maturzyści, studenci. Tej grupy nie trzeba namawiać do wyruszenia w drogę, podczas której niespecjalnie można się zmęczyć, za to wiele duchowo przeżyć – chwali pielgrzymów ks. Rafał Szewdowicz. – To 70 km dawania świadectwa. A to bywa trudniejsze niż droga, zwłaszcza dla młodych – mówi Ewelina Dobieńko. Przyznaje, że do dalszego marszu energii dodawali im mieszkańcy mijanych miejscowości. – Spotykamy wspaniałych ludzi, którzy dbali o to, by mieliśmy co jeść i pić, a nawet smarowali kremami nasze słoneczne poparzenia. Odwdzięczając im się, do Matki Bożej przynieśliśmy także i ich intencje – relacjonuje.

U celu wędrówki pątnicy z obydwu pielgrzymek uczestniczyli we Mszy św. pod przewodnictwem o. Krzysztofa Bartczaka, gospodarza pustelni na Świętej Górze Polanowskiej. Przyjęli też, zgodnie z tutejszą tradycją, namaszczenie wonnym olejkiem. – To znak o wymowie biblijnej. Św. Paweł pisze do chrześcijan, aby zanosili wszędzie woń poznania Jezusa Chrystusa. Tak samo pielgrzymi schodząc ze Świętej Góry mają pachnieć nie tyle olejkiem, co cnotami i znajomością Pana Jezusa – wyjaśnia franciszkanin.