Misjonarze z charyzmatem

ks. Wojciech Parfianowicz

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 38/2013

publikacja 19.09.2013 00:00

Nie chodziło tylko o emocje. Trzy hale sportowe stały się na chwilę największymi miejskimi świątyniami, w których Pan Bóg działał z wielką mocą.

Koszalin, 12 września. – Rozpoczynamy Eucharystię. Ten moment jest najważniejszy, jest szczytem naszego świętowania – przypomniał zgromadzonym bp Paweł Cieślik Koszalin, 12 września. – Rozpoczynamy Eucharystię. Ten moment jest najważniejszy, jest szczytem naszego świętowania – przypomniał zgromadzonym bp Paweł Cieślik
ks. Wojciech Parfianowicz /GN

W spotkaniach z ojcami Enrique i Antonello w Koszalinie, Słupsku i Pile wzięło udział w sumie ok. 7 tys. osób.

Włoscy misjonarze z Brazylii gościli w naszej diecezji już po raz drugi. Dlaczego akurat oni? - Potrzeba nam świadectwa ludzi głębokiej wiary. Myślę, że tak właśnie na nich patrzymy. Poza tym są to ludzie obdarzeni przez Boga szczególnymi charyzmatami. Pan Bóg się nimi wyraźnie posługuje. Dzięki temu, co robią, przypominamy sobie, że Duch Święty ciągle działa w Kościele - wyjaśnia ks. dr Krzysztof Włodarczyk, dyrektor Wydziału Duszpasterskiego w Kurii.

Rzeczywiście podczas spotkań w halach sportowych znaki działania Ducha Świętego były wyraźnie widoczne. Słychać było tzw. modlitwę językami, niektórzy zostali uzdrowieni duchowo i może nawet fizycznie. Czasami podczas głoszenia konferencji, wystarczyło, że któryś z ojców ledwie dotknął jakiejś osoby, a ta natychmiast osuwała się na ziemię, doznając spoczynku w Duchu. Niektórzy zadają sobie pytanie, dlaczego ci dwaj kapłani zostali tak szczególnie obdarowani. Próbuje na nie odpowiedzieć Lech Dokowicz, nawrócony reżyser, który był obecny na ewangelizacji we wszystkich trzech miastach. W swoim filmie pod tytułem „Duch”, próbuje on pokazać fenomen dwóch włoskich dominikanów, o. Enrique i o. Antonello, pracujących z ludźmi ulicy w São Paolo.

- Ci ojcowie po prostu odważyli się okazać miłosierdzie ludziom, do których nikt nie chciał wyciągnąć ręki. Wyjechali z Włoch i trafili do São Paolo, gdzie są dzielnice biedy, działa mafia, wielu ludzi ginie. O. Enrique po doświadczeniu z pewnym ubogim człowiekiem, zostawił wszystko i poszedł pod most mieszkać z biednymi. Trzy dni później dołączył do niego o. Antonello. Żyli w warunkach nieprawdopodobnych dla kogoś, kto prowadzi normalne życie. Kiedy ludzie zorientowali się, że są kapłanami, zaczęli prosić ich o modlitwę.

Ojcowie zaczęli kłaść na nich ręce i wtedy działy się cuda. Ludzie byli uzdrawiani z chorób, wychodziły z nich złe duchy. Zrozumiałem, że ojcowie zostali tak niesamowicie wyposażeni ze względu na radykalność swojej postawy. Pan Bóg takim ludziom daje nadzwyczajne dary, bo wie, że oni nie będą ich wykorzystywać do budowania siebie, tylko dla ratowania dusz - tłumaczy Lech Dokowicz.

- Pan Bóg mówi takiemu obdarowanemu: „Potraktuj to jako zaproszenie, żebyś był moim narzędziem, przy pomocy którego będę rozdawał dobro innym ludziom”. Być może niektóre osoby obecne w hali odkryją, że zostały obdarowane i będą potem posługiwać charyzmatami. Może to nie będą jakieś spektakularne charyzmaty, ale coś zwykłego, jak choćby umiejętność życzliwego zatrzymania się przy drugim człowieku i normalnego porozmawiania - tłumaczy ks. Włodarczyk.

- Modlitwa wstawiennicza daje mi siły niezbędne do pracy charytatywnej – mówi pani Wanda z Wałcza, uczestniczka spotkania w Pile.

- W mojej rodzinie nie wszyscy są blisko Kościoła. Prosiłam Boga, żeby dodał mi odwagi i umiejętności, żebym potrafiła z nimi rozmawiać. Może uda mi się przyprowadzić ich do Jezusa - wyznaje pani Maria z Koszalina.