Egzamin z miłości

Justyna Steranka

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 08/2014

publikacja 20.02.2014 00:00

– W chorobie człowiek szczególnie potrzebuje kogoś, kto jest obok. To jest właśnie sztuka miłości – mówił bp Edward Dajczak podczas diecezjalnych obchodów Światowego Dnia Chorego.

Biskup odwiedził „Patronkę”, czyli oddział terapii uzależnień Biskup odwiedził „Patronkę”, czyli oddział terapii uzależnień
zdjęcia Justyna Steranka /GN

Nie wszyscy chorzy ze szczecineckiego szpitala chcieli przyjść na Mszę św. w ich intencji. Wielu po prostu nie mogło. Tych odwiedził bp Edward Dajczak, ale najpierw modlił się za nich w szpitalnej kaplicy.

Nadzieja od Boga

W homilii biskup nawiązał do słów Jezusa: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. – Jeśli chcemy dobrze zrozumieć wołanie Jezusa, musimy zobaczyć, że On zawsze staje po stronie tych, których życie nie jest w ich rękach. Na chorobę i cierpienie nie ma się wpływu. Dlatego tu, w kaplicy szpitalnej, te słowa szczególnie niosą nadzieję – mówił biskup. Wspomniał też, że choroba to egzamin z miłości. – W takich momentach sprawdza się nie tylko chory człowiek, ale to też próba dla wszystkich dookoła niego. Ludzie zdają egzamin z człowieczeństwa albo nie. To zależy od tego, czy stać ich na przekraczanie granic zainteresowania tylko własnym życiem – tłumaczył biskup. W czasie Eucharystii biskup udzielił sakramentu namaszczenia chorych. Niestety, wciąż jeszcze pokutuje przekonanie, że namaszczenie chorych to sakrament dla umierających. – Może go przyjąć osoba, która ma jakieś dolegliwości, niekoniecznie poważne. Raz w roku, w Światowy Dzień Chorego, szczególnie jest okazja do tego, by z niego skorzystać. To sakrament, który ma umocnić na duchu, dać nadzieję. Z drugiej strony jest to modlitwa z wiarą o uzdrowienie, bo tu działa Pan Jezus – tłumaczy ks. Krzysztof Włodarczyk, dyrektor wydziału duszpasterskiego w kurii biskupiej. – Widzę w parafiach, że z okazji Dnia Chorego wiele osób przyjmuje ten sakrament. Robią to bez lęku, bo wiedzą, że to sakrament chorych, a nie ostatnie namaszczenie, po którym będą musieli odejść z tego świata. Po Mszy św. bp Dajczak udał się na szpitalne oddziały z Komunią św. i spotkał się z pacjentami. – Pan Bóg i wiara bardzo mi pomagają w cierpieniu. Wierzę, że sakrament chorych sprawi, że będę zdrowa. Poza tym spotkanie z biskupem na pewno będzie pięknym wspomnieniem. Jestem bardzo zadowolona, bo to jest jego wyjście do ludzi chorych, którzy nic nie mogą z siebie dać – mówi pani Teresa. Podobnego zdania jest jej koleżanka z oddziału, również Teresa. – Człowiek chory musi mieć silną psychikę, ale pomaga też modlitwa. Modlę się codziennie, nie tylko w chorobie. Jestem z Bogiem w stałym kontakcie, nawet w nocy, jak się przebudzę – mówi. Jak przyznaje, wizyta bp. Dajczaka dodała jej sił. – To było bardzo przyjemne spotkanie. Czuję się dziś wyjątkowo. Musiałam przyjść do szpitala, żeby spotkać biskupa – śmieje się.

Powołanie w powołaniu

Światowy Dzień Chorego to nie tylko święto pacjentów, bo do pracy z chorymi potrzeba ludzi z powołaniem. Ks. Zdzisław Lewicki, kapelan szczecineckiego szpitala, jest tego najlepszym przykładem.– Pięć lat temu biskup zaproponował mi tę posługę. Powiedziałem, że to nie dla mnie. Ja się znam na cemencie, na cegłach, bo kościoły budowałem. Powiedział, że mam się zastanowić. Dwa dni później potrącił mnie samochód i wylądowałem w szpitalu. Spędziłem w nim trzy miesiące. Napatrzyłem się, nasłuchałem i wiedziałem, że to jest moja droga. Odczytuję to tak, że Pan Bóg wysłał mnie na kurs do szpitala, żebym zrozumiał, jak bardzo potrzebny tu jest kapłan. Teraz wiem, jak wielką łaską jest spotykać się z chorymi – przyznaje. – Myślę, że wymiar duchowy w tej pracy jest bardzo ważny. Człowiek zaczyna to doceniać, jak zdobywa doświadczenie. Zaczyna rozumieć, że nie tylko wiedza medyczna, ale również elementy duchowe wchodzą w grę w relacji lekarz–pacjent. Uważam, że Światowy Dzień Chorego i wizyta biskupa są potrzebne, żeby obudzić nas – lekarzy, pielęgniarki, nasze sumienia. Wszystko po to, żebyśmy w naszych pacjentach widzieli przede wszystkim ludzi – przyznaje dr Waldemar Góralczyk, ordynator oddziału wewnętrznego w szpitalu w Szczecinku.