Jak brat z bratem

Justyna Steranka

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 34/2014

publikacja 21.08.2014 00:00

Przyjechali z całego świata, by pokazać to, co mają najlepsze. – Są bardzo podobni do nas. Mają marzenia, chcą miłości, przyjaźni i spotkania z drugim człowiekiem – mówi Tadeusz Kielar z Regionalnego Centrum Kultury.

 Po swoim występie zespół  „Yuan-Yuan” z Tajwanu zaprosił  na scenę widzów Po swoim występie zespół „Yuan-Yuan” z Tajwanu zaprosił na scenę widzów
Justyna Steranka /Foto Gość

Interfolk to impreza, która od wielu lat odbywa się latem w Kołobrzegu. Przez pięć dni reprezentanci różnych krajów i kultur pokazują ludowe tańce i pieśni. W tym roku do kurortu przyjechały zespoły z: Chorwacji, Tajwanu, Armenii, Węgier i Białorusi. Nie zabrakło też Polaków.

To nie biznes

Teodora z Chorwacji przyjechała z zespołem „Zora” z miasta Opatija. Jak przyznaje, dla większości z nich udział w Interfolku to pierwsza wizyta w Polsce. – Przeżywamy tu bardzo dobry czas. Organizacja jest wspaniała i jesteśmy wdzięczni za polską gościnność – dzieli się wrażeniami. Jej przygoda z folklorem zaczęła się, gdy była nastolatką, ale dopiero kilka lat temu znów wróciła do swojej pasji. – Kiedy człowiek się zachwyci czymś pięknym i potem tego spróbuje, to można się w tym zakochać. Ze mną tak właśnie było. Dla nas to nie jest żaden biznes, nie zarabiamy w ten sposób pieniędzy, tańczymy i śpiewamy za darmo. Jesteśmy amatorami i nie spodziewamy się niczego specjalnego, żadnych korzyści. Czerpiemy z tego po prostu przyjemność. Po występie jesteśmy zmęczeni, ale nie to jest najważniejsze. O zmęczeniu się zapomina. Jesteśmy wtedy po prostu szczęśliwi – przyznaje. Do zespołu należy kilkanaście osób. Są jak jedna rodzina. – To piękne, że możemy być razem i podróżować. Zdarzają się między nami nieporozumienia, ale dajemy sobie radę, umiemy je skutecznie rozwiązywać. Nasz choreograf jest dla nas jak ojciec. Słucha nas, jest wyrozumiały. Kiedy mamy jakiś problem i przychodzimy na próbę, to zapominamy o tym, co trudne. Kiedy jest potrzeba, rozmawiamy ze sobą też o swoich trudnościach – mówi. Oprócz europejskich zespołów, na Interfolk przyjechali też goście z odległych krajów. – Jestem zawodową tancerką, tańcem zajmuję się od dziecka. Czuję się bardzo szczęśliwa, kiedy występuję. Jeździmy po całym świecie, ale w Polsce jestem pierwszy raz – mówi Doris z grupy „Yuan-Yuan” z Tajwanu. – Interesują mnie bardzo występy innych zespołów. Widziałam takich tancerzy, którzy w czasie tańca niemal cały czas się kręcili w kółko. To było urocze – uśmiecha się. Przyznaje też, że taniec jest bardzo ważny dla Tajwańczyków. – To zawsze była istotna część naszej kultury. Jestem dumna z mojego kraju i z tego, co prezentujemy – mówi. Zespół z Tajwanu prezentował tańce ludowe przy tradycyjnym akompaniamencie. – Kultura w Polsce jest zupełnie inna niż u nas. To nowe doświadczenie dla mnie. Mogę zobaczyć występy zespołów z różnych krajów i czasem jestem zaskoczona, bo niektóre ludowe pieśni są naprawdę wyjątkowe. Widać również, że ludzie tu są bardzo pozytywnie nastawieni do nas i ciekawi naszej kultury. W końcu łączy nas miłość do korzeni – dodaje jedna z tajwańskich instrumentalistek.

Bliskie spotkania

Każdego dnia, oprócz wieczornych występów w kołobrzeskim amfiteatrze, uczestnicy Interfolku zapraszali do zabawy widzów. Ten punkt programu nazywał się „Na ludowo” i odbywał się na scenie plenerowej Regionalnego Centrum Kultury. Bogusław z Kołobrzegu przychodzi oglądać występy zespołów folklorystycznych regularnie od kilku lat. – Bardzo mi się podoba ta inicjatywa i uważam, że takie imprezy powinny być promowane. To jest duża frajda dla starszych, ale też dla dzieci – mówi. W tym roku wziął ze sobą 3-letniego wnuka Leona. – Sam mnie tu dziś wyciągnął i cieszę się, bo od dziecka może się uczyć w taki sposób muzykalności. To jest taka skoczna muzyka, która wpada w ucho. Można pośpiewać i widać, że ludzie naprawdę dobrze się bawią. Warto dbać o ten folklor, bo to nasze korzenie – dodaje. Podobnego zdania jest Tadeusz Kielar, dyrektor RCK w Kołobrzegu, które od kilku lat organizuje Interfolk. – Poznawanie folkloru innych stron świata i grup etnicznych jest interesujące. Ten festiwal sprawia, że możemy mieć kontakt bezpośredni z różnymi kulturami, stąd koncerty i spotkania na scenie plenerowej. Są animacje, gdzie można podejść, poćwiczyć tańce z zespołami, są też gry i zabawy ludowe. Można z nimi porozmawiać i porobić zdjęcia – wylicza T. Kielar. – Takie spotkania powodują, że mamy kontakt z drugim człowiekiem, czasem z obcym. Przyjeżdżają tu zespoły z całego świata i okazuje się, że folklor jest interesujący, a ludzie z zagranicy są bardzo podobni do nas. Mają podobne marzenia, aspiracje, chcą miłości, przyjaźni i kontaktu, spotkania z drugim człowiekiem. To jest idealna formuła, żeby wszystkie te aspekty połączyć – dodaje. Jego zdaniem, tradycja ludowa to powód do dumy. – Nasze korzenie to element trwały, który nas buduje także tu i teraz. Nie ma przyszłości bez naszej historii. Im więcej wiemy o innych, tym mniej się ich boimy, tym bardziej jesteśmy otwarci, tym bardziej można zawiązać przyjaźnie i zrozumieć inne nacje. Interfolk to idealna okazja do tego, żeby w takiej przyjaznej atmosferze poznać inne narody – mówi. Festiwal rozpoczął się i zakończył korowodem folkloru, który przeszedł ulicami Kołobrzegu.