Ojciec, który bywa bratem

ks. Wojciech Parfianowicz

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 18/2015

publikacja 29.04.2015 00:00

Nieczęsto się zdarza, że przy ambonie staje świecki, a w ławkach siadają księża. Są sytuacje, że tak można, a nawet trzeba, aby jedni i drudzy zrozumieli, że na drodze do nieba mogą sobie pomóc.

– Nowa ewangelizacja, która oznacza często, że musimy zaczynać głoszenie Ewangelii od zera, nie jest możliwa bez zjednoczenia w działaniu kapłanów i świeckich – mówi Janusz Stryjecki. – Nowa ewangelizacja, która oznacza często, że musimy zaczynać głoszenie Ewangelii od zera, nie jest możliwa bez zjednoczenia w działaniu kapłanów i świeckich – mówi Janusz Stryjecki.
ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość

Janusz Stryjecki nie ma ambicji, by odgrywać rolę księdza. Zabiera głos wtedy, kiedy Kościół na to pozwala. W tym, co i jak mówi, słychać doświadczenie ponad 30-letniej jego posługi jako katechisty drogi neokatechumenalnej. – Z jednej strony nie czuję się godny, aby przemawiać do kapłanów, z drugiej strony widzę, że przynosi to owoce – mówi ewangelizator.
W Koszalinie od 20 do 23 kwietnia ponad 60 księży z kilku diecezji północnej Polski wzięło udział w tzw. konwiwencji prezbiterów. Jest to rodzaj rekolekcji przeżywanych w duchu drogi neokatechumenalnej. Prowadzącymi byli głównie świeccy katechiści związani z ruchem. – Nie mam z tym problemów. Jeżeli ktoś staje przede mną, jako świadek Chrystusa, to dlaczego mam go nie posłuchać? – mówi jeden z kapłanów z diecezji szczecińsko-kamieńskiej.


Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Zaloguj się i rozpocznij subskrypcję.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.