Geny nie wystarczą

ks. Wojciech Parfianowicz

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 27/2016

publikacja 30.06.2016 00:00

Można mieć jedno swoje dziecko i za mało sił, by je kochać. Można też mieć 118 nie swoich dzieci i chcieć zrobić dla nich wszystko. Nie zawsze trzeba urodzić, żeby być rodzicem.

– Bycie rodziną zastępczą to nie jest łatwe zadanie. Czy daje nam to radość? To mało powiedziane – mówią państwo Kłudkowscy. – Bycie rodziną zastępczą to nie jest łatwe zadanie. Czy daje nam to radość? To mało powiedziane – mówią państwo Kłudkowscy.
ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość

Nigdy nie pozwalamy, aby dzieci mówiły do nas „mamo” czy „tato”. Pozostajemy dla nich „ciocią” i „wujkiem”. Jesteśmy rodziną zastępczą, nie wykradamy dzieci rodzinie biologicznej. Mamy coś do zrobienia i tyle – mówią Iwona i Jan Kłudkowscy z Polanowa. Przez ostatnie 20 lat przez ich dom przeszło 118 dzieci, które musiały, przynajmniej na jakiś czas, opuścić swoich biologicznych rodziców. Kłudkowscy ich nie oceniają. – Komuś w życiu nie wyszło, a my po prostu staramy się pomóc – przyznają. Rodzinne zimno Mirosława Zielony, szefowa koszalińskiego Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, podaje, że w powiecie działa prawie 100 rodzin zastępczych, w których wychowuje się ponad 250 dzieci. Wśród najczęstszych powodów, dla których dzieci czasowo odbierane są biologicznym rodzicom, wymienia alkoholizm, przemoc i molestowanie.