Nasze „dziękuję”

Karolina Pawłowska

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 32/2018

publikacja 09.08.2018 00:00

Kiedy ucichły strzały i opadł kurz, mieszkańcy Sianowa długo klaskali. Dziękowali nie tylko aktorom, ale także tym, którzy 74 lata temu chwycili za broń i poszli do powstania.

▲	Wzruszającym momentem dla inscenizatorów była możliwość uściśnięcia ręki uczestnikowi bohaterskiego zrywu. ▲ Wzruszającym momentem dla inscenizatorów była możliwość uściśnięcia ręki uczestnikowi bohaterskiego zrywu.
Karolina Pawłowska /Foto Gość

Trudno było ukryć wzruszenie – przyznaje jeden z widzów, którzy w upalne popołudnie przyszli oglądać, co w tym roku przygotowali dla nich rekonstruktorzy. To już sianowska tradycja, że w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego przedstawiana jest żywa lekcja historii. – Inscenizacją chcemy inspirować, zwłaszcza młodych ludzi, do rozszerzania wiedzy, do własnych poszukiwań. Dlatego w tym roku przywołaliśmy legendarny Batalion „Zośka” i jeden z bardzo ważnych, a może niezbyt dobrze znany powszechnie epizod powstańczy – wyjaśnia Łukasz Gładysiak, reżyser i scenarzysta przedstawienia.

W tym roku rekonstruktorzy zabrali widzów do pierwszych dni powstania, na ulicę Gęsią. Tu, w środku miasta, znajdował się hitlerowski obóz koncentracyjny nazywany Gęsiówką. Dzięki akcji powstańców udało się oswobodzić 348 żydowskich więźniów. – Chcieliśmy opowiedzieć o tym wydarzeniu, pokazując czołg Panther zdobyty przez powstańców, ale z przyczyn technicznych nam się nie udało. Czołg niestety się popsuł – rozkłada ręce historyk. – Mogliśmy jednak pokazać półgąsienicowy transporter opancerzony typu Sd.Kfz.251 i przywołać historię Szarego Wilka, innego zdobytego przez powstańców pojazdu – dodaje.

Kubek wody

W sianowskiej inscenizacji wzięło udział kilka grup rekonstrukcyjnych z Pomorza Środkowego. Jak wyjaśniają, to nie tylko zaproszenie do poznawania historii, ale także ich sposób na oddanie hołdu wszystkim żołnierzom Armii Krajowej. – Nerwowo było za pierwszym razem, za trzecim jest już spokojniej, ale i tak towarzyszą nam wielkie emocje. Kiedy zaczynamy grać i padają strzały, jesteśmy jakby w innym wymiarze. Podając kubek wody chłopcom, mam wrażenie, jakbym podawała go prawdziwym powstańcom. To ogromne wzruszenie, do łez. Bo u podłoża tej inscenizacji leży coś znacznie głębszego niż przebieranie się. To nasz hołd, to nasze „dziękuję” – opowiada Halina Korczyc, jedna z osób odgrywających ludność cywilną w powstańczej stolicy. – Przygotowywaliśmy się do występu, kiedy z oddali usłyszeliśmy hymn. Zupełnie spontanicznie poderwaliśmy się i stanęliśmy na baczność. Podobnie gdy o 17.00 zawyły syreny, zamarliśmy w miejscu. Bo tak trzeba, to płynie z serca. Widziałam, że te gesty oddziaływały na kolejne osoby, które też się zatrzymywały – przyznaje. Duże emocje towarzyszyły też dziewięcioletniemu gazeciarzowi, który miał zatknąć biało-czerwoną flagę na zdobytym transporterze.

O historii w domu

– Miałem trochę tremy i bardzo to przeżywałem. Czułem się trochę tak, jakbym był w powstaniu. Byłem też bardzo dumny – mówi Franek, który debiutował w tym roku. Rekonstruktorem jest też jego tata, a we wcześniejszych inscenizacjach brał udział także starszy brat Franka. – Cieszę się, że synek łapie tego bakcyla, ale bardziej cieszy mnie to, że w domu rozmawiamy o historii. Jesteśmy Polakami, więc powinniśmy pamiętać, jednak nie tylko w Warszawie, bo stolica była wielkim symbolem oporu wszystkich Polaków walczących o przyszłość kraju – zauważa Rafał Semołonik.

Wzruszenie udzieliło się również oglądającym. Zwłaszcza gdy ręce rekonstruktorom ściskał Aleksander Kaczorowski, powstaniec warszawski, honorowy obywatel Sianowa. Widzowie nagradzali brawami także i jego, oddając w ten sposób hołd wszystkim walczącym w powstaniu. Rekonstrukcję przygotowano również w Słupsku. Widzowie mogli zobaczyć sceny z okupowanej Warszawy, a także walki, które wybuchły po godzinie W. Niekonwencjonalny sposób na uczczenie rocznicy wybuchu powstania przygotowano w Pile, gdzie uczestnicy akcji ustawili żywy symbol Polski Walczącej.