Owoce będą później

ks. Wojciech Parfianowicz

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 33/2018

publikacja 16.08.2018 00:00

Co mają wspólnego studenci medycyny, bioinformatyki, inżynierii materiałowej czy zarządzania z gimnazjalistami i licealistami z niewielkiego miasteczka? W Jastrowiu udało się zrealizować niezwykły projekt.

▼	Chwila wspólnej rekreacji na tyłach domu parafialnego. ▼ Chwila wspólnej rekreacji na tyłach domu parafialnego.
ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość

Do jastrowskiej parafii pw. św. Michała Archanioła przyjechało kilkunastu studentów skupionych wokół Ośrodka Akademickiego „Sołek” w Poznaniu. Jest to instytucja, nad którą duchową opiekę sprawuje prałatura Opus Dei. Studenci wzięli udział w projekcie „Podziel się wiedzą”.

Żeby się zapalili

Od 5 do 12 sierpnia studenci spotykali się z uczestnikami projektu, czyli chłopcami z Jastrowia w wieku gimnazjalnym i licealnym. Prowadzili dla nich zajęcia dydaktyczne z fizyki, matematyki, biologii i języków obcych (angielski, hiszpański). Spędzali wspólnie czas na rekreacji, modlili się, rozmawiali o studiowaniu, o planach na życie. –

Celem projektu jest pokazanie naszym chłopcom, że warto inwestować w siebie, że można coś w życiu osiągnąć. To jest sianie, które zaowocuje później. Trzeba bowiem patrzeć dalekosiężnie – wyjaśnia ks. dr Andrzej Wachowicz, proboszcz.

Chłopcy przychodzili codziennie do domu parafialnego. Wspólnie modlili się ze studentami, po czym udawali się na zajęcia z różnych przedmiotów. Po obiedzie, który zapewniała parafia, brali udział w bloku sportowo-wypoczynkowym. Grali w piłkę, chodzili nad jezioro, uczyli się też prostych prac w ogrodzie. W programie była również pogadanka o charakterze bardziej duchowym.

Istotą projektu nie są same zajęcia, choć te, jak przyznają uczestnicy, były bardzo ciekawe. Najważniejsze jest spotkanie – w tym przypadku ze studentami, którzy żyją wartościami, nie lubią marnowania czasu i mają dość sprecyzowane plany na życie.

– Robimy to społecznie. Dzielimy się naszą wiedzą i doświadczeniem. Chcemy, aby ci młodzi ludzie poszerzyli swoje naukowe horyzonty i bardziej otworzyli się na świat akademicki – mówi Robert Mazelanik, dyrektor Sołka, prywatnie – numerariusz Opus Dei.

– Bardzo bym chciał, żeby ci chłopcy zobaczyli, że nauka jest atrakcyjna, żeby się zapalili. Kluczowy jest kontakt osobisty. Po prostu jesteśmy tutaj razem. Uczymy się, gramy w piłkę, pracujemy, jemy obiad. Oni czują, że ktoś się nimi interesuje, że są dla kogoś ważni – mówi ks. Stanisław Urmański, również numerariusz Opus Dei związany z Sołkiem.

Więcej niż sposób na nudę

Z zaproszenia księdza proboszcza skorzystało kilkunastu chłopców.

– Trochę mi się nudzi w te wakacje. Idę teraz do VII klasy i chciałbym mieć łatwiej z niektórych przedmiotów. Okazuje się, że nauka może być bardzo fajna i ciekawa. Podoba mi się klimat tych spotkań. Mam zajęcia z angielskiego, polskiego i historii. To jest inna nauka niż w szkole. Nie ma aż takiego stresu, że trzeba się czegoś nauczyć na zaliczenie. Jest czas na rozmowę. Z historii zaciekawiło mnie to, co mówiono o Imperium Rzymskim, o Cydzie, o Zawiszy Czarnym. Trzeba będzie pogrzebać dalej, zajrzeć do książek – stwierdza Tymoteusz Błaszczyk, 13-latek.

– Jestem tu, żeby się trochę podszkolić z różnych przedmiotów. Chciałem pouczyć się informatyki, matematyki i hiszpańskiego. Nie wiem, czy mi się hiszpański przyda, ale zawsze warto uczyć się języków. Po raz pierwszy zacząłem używać języka programowania C++. W szkole tego nie mieliśmy – cieszy się 15-letni Grzesiek Mazur.

Chłopcy odkrywali też tajniki modlitwy. – Po raz pierwszy usłyszałem, że jest coś takiego jak modlitwa wstępna; że nie można tak po prostu, z marszu, zacząć się modlić; że trzeba się przygotować – przyznaje Tymoteusz. Studenci z Sołka już myślą o kontynuowaniu projektu w przyszłym roku.