Ruch, który porusza... do głębi

ks. Wojciech Parfianowicz ks. Wojciech Parfianowicz

dodane 10.11.2018 19:14

Ponad 600 osób wzięło udział w 25. Diecezjalnej Pielgrzymce Ruchu Światło-Życie, która odbyła się 10 listopada w Wyższym Seminarium Duchownym.

Ruch, który porusza... do głębi Po odśpiewaniu hymnu uczestnicy spotkania utworzyli biało-czerwoną flagę, unosząc przygotowane wcześniej kartoniki ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość

Od rana do późnego popołudnia koszalińskie seminarium opanowali oazowicze, którzy przyjechali tu z całej diecezji. Na korytarzach można było dostrzec biegające albo noszone na rękach dzieci, kilkunastoletnią młodzież, a także małżeństwa z wieloletnim stażem. Nie zabrakło też księży i sióstr zakonnych.

- Bardzo piękne w Ruchu Światło-Życie jest to, że on stanowi jakby odbicie Kościoła. Tutaj jest cały Kościół, ludzie w różnym wieku, różnych stanów - cieszy się ks. Dawid Hamrol, moderator diecezjalny wspólnoty.

Jednym z ważnych punktów jubileuszowej pielgrzymki był panel zatytułowany "Jak Ruch nas ruszył?". Zaproszeni zostali do niego oazowicze, którzy wykonują dzisiaj różne zawody, są księżmi, siostrami zakonnymi lub małżonkami, a Ruch Światło-Życie był dla nich ważną inspiracją.

Panel prowadziła Małgorzata Mikołajczak, dawna oazowiczka, a dzisiaj aktorka teatralna, którą można zobaczyć także na ekranie telewizyjnym w serialach takich jak np. "Ojciec Mateusz".

Jedną z zaproszonych do panelu osób była Paulina Kocięcka z Koszalina, nauczycielka języka angielskiego, założycielka własnej szkoły, żona i mama dwójki dzieci.

- Ruch uformował mnie od stóp do głów, zainspirował mnie i ukształtował. Dzięki formacji odkryłam swój zawód jako powołanie. Dzięki spotkanym w oazie ludziom nauczyłam się też rozmawiać o Panu Bogu bez niepotrzebnego patosu. Takie podejście bardzo przydaje mi się w życiu codziennym, kiedy różne tematy dotyczące wiary wypływają w rozmowach ze znajomymi - opowiada Paulina.

Jolanta i Piotr Sorokowie ze Szczecinka, którzy również brali udział w panelu, są przykładem oazowego małżeństwa. Poznali się na rekolekcjach młodzieżowych. Jak mówią, jednym z ważnych darów, które otrzymali w Ruchu, jest Krucjata Wyzwolenia Człowieka, która w dużym stopniu ukształtowała ich życie. - Nasze imprezy rodzinne są bez alkoholu. Wszyscy już o tym wiedzą i nikt nie robi problemu - mówi J. Soroka.

Ruch, który porusza... do głębi   Wielu oazowiczów przyznaje, że do Ruchu trafili dzięki swoim rodzicom ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość P. Soroka zwraca też uwagę na istotną rolę wspólnej drogi wiary w małżeństwie: - Możemy o Panu Bogu swobodnie porozmawiać. To jest nasz wspólny temat. Poza tym także pomagamy sobie na tej drodze. Czasami nawzajem ciągniemy się dalej.

Beata i Krzysztof Bednarscy z Piły opowiadają z kolei o swoim powrocie do Pana Boga po wielu latach rozłąki z Nim. Jak mówią, są przykładem tego, że rekolekcje oazowe nie dają gwarancji utrzymania kontaktu z Bogiem, ale dają fundament, który może zaowocować po latach.

- Jesteśmy taką byłą młodzieżą oazową. Poznaliśmy się w roku 1993 na rekolekcjach w Lipiu. Potem długo chodziliśmy ze sobą, pobraliśmy się i nastąpiło nasze odłączenie się od Kościoła na 17 lat. Nie chodziliśmy w ogóle, nie przyjmowaliśmy księdza po kolędzie. Trudno tak dokładnie powiedzieć, co było tego przyczyną - przyznaje Beata. - Oaza stała się dla nas doświadczeniem, które pozwoliło nam po latach wrócić - mówi Krzysztof, który razem z żoną od dwóch lat jest w Domowym Kościele, czyli rodzinnej gałęzi Ruchu Światło-Życie.

O fenomenie Ruchu mówi też ks. Zbigniew Woźniak, niegdyś wieloletni moderator diecezjalny.

- Ten ruch jest wciąż pociągający, ponieważ pozwala zrozumieć, dlaczego jestem w Kościele i coś w nim robię, a nie tylko odkryć, co i jak zrobić - wyjaśnia ks. Woźniak, zwracając uwagę na to, że działanie we wspólnocie Kościoła nie może być jedynie rodzajem aktywizmu wywołanego pierwszym poruszeniem.

- Kiedy ktoś wchodzi do Ruchu, można powiedzieć, że zostaje wprawiony w ruch. Czuje, że coś go inspiruje i pociąga. Na początku tym, co pociąga, jest wrażenie, uczucie, zachwyt. Kiedy człowiek daje się pociągnąć dalej, zostaje wprowadzony głębiej, aby zrozumieć, co się z nim dzieje i dlaczego. To jest istota ruchów kościelnych w ogóle. One nie mają tylko poruszyć, ale doprowadzić do kontaktu z Poruszycielem, czyli poruszyć do głębi - mówi ks. Woźniak.

Najważniejszym punktem pielgrzymki była uroczysta Eucharystia pod przewodnictwem bp. Krzysztofa Włodarczyka, delegata KEP ds. Ruchu Światło-Życie.

W homilii hierarcha zwrócił uwagę na rolę ewangelizacyjną Ruchu. - Kościół nie istnieje dla siebie, ale ma ważną misję wobec świata. Podobnie w Ruchu Światło-Życie nie możemy tworzyć sobie wspólnoty, w której będzie nam dobrze razem ze sobą. Ruch nie jest celem sam dla siebie. Jest narzędziem do budowania jedności Kościoła. Daje nam siłę, żeby wyjść na zewnątrz, aby świat uwierzył w Jezusa Chrystusa. Mamy zaświadczyć o wierze, ale nie w pysze i poczuciu bycia lepszymi, ale w pokorze, świadomi własnych słabości i ograniczeń - mówił biskup.

Pielgrzymka, jak co roku, miała też akcent patriotyczny. Oprócz uroczystego odśpiewania hymnu zabrzmiały też historyczne piosenki patriotyczne - "Serce w plecaku", "Wojenko, wojenko" czy "Przybyli ułani pod okienko". Na dziedzińcu przed budynkiem seminarium kilkadziesiąt osób odtańczyło też poloneza.

Pielgrzymka RŚŻ 10.11.2018 - hymn
Gość Koszalińsko-Kołobrzeski
Oprawę muzyczną pielgrzymki zapewniła Diakonia Muzyczna Ruchu Światło-Życie, do której dołączyli także dawni jej członkowie.