Benemerenti dla organisty

Karolina Pawłowska

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 13/2019

dodane 28.03.2019 00:00

W barzowickim kościele zakochał się od pierwszego wejrzenia. Porzucił Śląsk i osiadł na Pomorzu. Codziennie gra tu na organach od blisko 60 lat.

▲	Ignacy Omylak odśpiewał kilkanaście tysięcy Mszy św. ▲ Ignacy Omylak odśpiewał kilkanaście tysięcy Mszy św.
Karolina Pawłowska /Foto Gość

Wierna służba Ignacego Omylaka, organisty i kościelnego z barzowickiego kościoła, została uhonorowana przez papieża specjalnym odznaczeniem.

− To wielkie wzruszenie, bo wcale się tego nie spodziewałem. Owszem, myślałem, że za te lata ktoś mi może podziękuje, ale nie sądziłem nawet, że to będzie medal. I to skąd? Z Watykanu, od samego papieża! – mówi pan Ignacy, zanim jak co dzień usiądzie do instrumentu, żeby zagrać do Mszy św.

Ze Śląska na Pomorze

Urodził się 17 września 1937 roku w miejscowości Zubrzyca Górna, położonej u podnóży Babiej Góry, jako szóste dziecko Emanuela i Józefiny. Mali Omylakowie wcześnie stracili mamę, ich wychowanie spoczęło na barkach ojca. I to on zaszczepił w małym Ignacym miłość do Kościoła poprzez wspólne modlitwy, Msze św., rozmowy na temat wiary. Kiedy Ignacy skończył 16 lat, wyjechał do pracy w kopalni węgla kamiennego w Jaworznie. W pobliskiej Dąbrowie Narodowej zapisał się do kościelnego chóru. Jego opiekunem był wówczas Leon Sołtysek, organista, i to on został pierwszym nauczycielem gry. Trzy lata później Ignacy zagrał swoją pierwszą Mszę św.

Do pomorskiego Starego Krakowa przyjechał w 1962 roku na zaproszenie Anieli, młodszej siostry. Prośba ks. Józefa Mastaja, pierwszego powojennego proboszcza, który zapytał Ignacego, czy zagra Mszę św. w pobliskim kościele w Barzowicach, zaowocowała ostatecznie decyzją o przenosinach wraz z żoną z Jaworzna na Pomorze. – Pokochałem ten kościół od pierwszego wejrzenia i kocham do dziś. Modlę się codziennie: Panie Boże, daj mi jeszcze trochę siły, żebym mógł dalej grać. I tak gram codziennie od prawie 57 lat. Nie odpuszczam sobie. Nawet jak jest jedna osoba czy dwie w kościele, to też gram – przyznaje z uśmiechem barzowicki organista. Przez blisko sześć dekad posługi pan Ignacy zagrał i odśpiewał kilkanaście tysięcy Mszy św. – Byłem na różnych parafiach, ta jest najmniejsza i nigdzie wcześniej nie miałem takiego organisty, który byłby codziennie gotowy do służby, czy podczas Mszy św., czy nabożeństw – przyznaje z uznaniem ks. Mirosław Kosior, siódmy proboszcz barzowickiej wspólnoty, z którym pracuje pan Ignacy. Organista pełni również funkcję kościelnego.

Służba i świadectwo

Medal Benemerenti przekazał bardzo wzruszonemu laureatowi bp Krzysztof Włodarczyk. – Został pan obdarowany talentem przez Ducha Świętego i nie zatrzymał go dla siebie. Po to otrzymujemy charyzmaty i dary w Kościele: nie aby się nimi chełpić i wywyższać, ale by tymi darami pokornie służyć. Jesteśmy pokornie wdzięczni za pana służbę dla dobra tej wspólnoty – mówił bp Włodarczyk podczas uroczystej Mszy św. Podkreślał również rolę świadectwa, jakie pan Ignacy dawał swoim dzieciom i wnukom. – Chcemy mu także podziękować za to, że budował swoje życie na podstawowym powołaniu do ojcostwa i pięknie to powołanie realizował. Wypełniał misję ojca, wychowując do modlitwy i pracy – zauważył.

O pięknym świadectwie życia i wiary mówił też wnuk pana Ignacego. Dziękował także jego żonie Urszuli. – Chciałbym ci podziękować za ogromne świadectwo twojej żywej wiary oraz za wierność twojemu powołaniu. Dla nas, wnuków, jesteś wzorem do naśladowania – mówił pan Michał. – Kochana babciu, tobie również dziękujemy za świadectwo wiary. Możemy ją zobaczyć, gdy przychodzimy do was w odwiedziny i widzimy was skupionych na modlitwie. Wiemy, że tą modlitwą otaczacie całą naszą rodzinę. Uczycie nas, abyśmy swoje troski, swoje życie zawierzali zawsze Chrystusowi – podkreślał.

Za bezinteresowną pracę dla wspólnoty byli też wdzięczni parafianie. – Organista to osoba, która nie tylko śpiewa i gra, ale i reprezentuje nas, parafian. Swoją życzliwością i uśmiechem obdarza nas wszystkich po równo. Uczestniczy pan w naszym życiu, począwszy od chrztów i Komunii, po śluby, towarzyszy nam pan, gdy żegnamy naszych bliskich. Właściwie żadna uroczystość kościelna nie może odbyć się bez pana – mówili, życząc błogosławieństwa Bożego i długich lat życia. – Bo jak pana nie ma, to to śpiewanie jakoś nam nie idzie – dziękowali.