Improwizacja od kulis

Karolina Pawłowska

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 14/2019

publikacja 04.04.2019 00:00

Choć są bywalcami sal teatralnych, tym razem nie zasiedli w wygodnych fotelach na widowni. Bałtycki Teatr Dramatyczny przygotował niespodziankę dla swoich widzów.

▲	Wśród gości znaleźli się naprawdę utalentowani spontaniczni aktorzy. ▲ Wśród gości znaleźli się naprawdę utalentowani spontaniczni aktorzy.
Karolina Pawłowska /Foto Gość

W skąpym, niepokojącym oświetleniu foyer koszalińskiego teatru zaintrygowana grupka jeszcze nie wie, czego się spodziewać. Może jedynie tego, że to będzie nieco inny wieczór niż zazwyczaj. – Chciałabym zobaczyć to, czego zwykle nie widać, kiedy zasiadam na widowni – kiwa głową pani Sylwia. – A ja liczę na to, że dzięki takiemu spacerowi złapię bakcyla teatralnego od koleżanki, bo takie doświadczanie teatru to całkiem dobry sposób – mówi pani Monika, która dała się namówić na ten niekonwencjonalny wypad do teatru.

Zakon improwizatorów

Zwiedzanie teatralnego zaplecza połączone było z zaproszeniem do wejścia w aktorskie buty. Nieco stremowani adepci zakonu improwizatorów, podążając za zakapturzonym przewodnikiem, stawiali kolejne kroki na drodze aktorskiego wtajemniczenia. Proste gry pomogły w przełamaniu pierwszych lodów i rozgrzały przed trudniejszymi zadaniami, które pojawiły się po dotarciu na scenę. Tu goście mogli sprawdzić swoje aktorskie predyspozycje, na przykład odgrywając scenki, w których można posługiwać się tylko i wyłącznie pytaniami, lub budując dialogi z nieoczekiwanymi, losowo wybranymi kwestiami. – Znamy wiele takich gier, ale tym sie od Was różnimy, że gramy w nie wszystkie równocześnie. Koncentracja, skupienie, spokój – to elementy niezbędne na scenie – tłumaczy Marcin Borchardt, który tego wieczoru wcielił się w rolę przewodnika po kulisach BTD i arkanach sztuki improwizacji.

Nie wszyscy odważyli się stanąć w świetle jupiterów, kilka osób odkryło w sobie jednak całkiem niezłe pokłady talentu scenicznego. – Nie spodziewałam się, że ten spacer będzie aż tak aktywny. Nie wiedziałam wcześniej, że tak dobrze mogę się czuć na scenie – śmieje się Marta, która na wieczór w teatrze namówiła też swojego chłopaka i razem chętnie sprawdzali swoje siły. – Nie myślałem nigdy o aktorstwie i nie spodziewałem się, że będę się tak świetnie bawić, chociaż teatr bardzo lubię – przyznaje Michał.

Kiedy nagle spada kaczka

Spacer był też okazją do zadania wielu pytań o to, czego zwykle z widowni nie widać: jak dużo improwizacji wkrada się do gotowego przedstawienia, co robią aktorzy, gdy na chwilę schodzą ze sceny, czy aktorski warsztat przydaje się w życiu prywatnym albo jak wygląda normalny dzień pracy. – Próby odbywają się między godziną 10 i 14, potem między 18 i 22. Plan pracy jest sześciodniowy: od wtorku do soboty. Poniedziałek teoretycznie jest dniem wolnym. Ale w praktyce okazuje się, że zadań jest tak dużo, że próby przeciągają się i do 5 rano. Przecież nie możemy przyjść do państwa i powiedzieć: „Niestety, nie zdążyliśmy”. Średnio tydzień w miesiącu jesteśmy też poza domem, bo gramy w innych miastach, teatry wymieniają się przedstawieniami – opowiada Marcin Borchardt.

Nie mogło zabraknąć też pytania o sceniczne wpadki. – Koledzy techniczni zrobili dowcip aktorowi, który po scenie przechadzał się z bronią. Nagle, ku jego ogromnemu zaskoczeniu, strzelba wystrzeliła, a z sufitu spadła… kaczka. Jak łatwo się domyślić, kolega miał ogromny kłopot z zapanowaniem nad emocjami. Jedynym wyjściem było odwrócić się do widzów tyłem i zapanować nad śmiechem – zdradza aktor. Koszalinianom, którzy odpowiedzieli na zaproszenie, bardzo spodobał się ten sposób doświadczania teatru. – Z tym większym podziwem i radością będę teraz oglądać to, co dzieje się na scenie. A Bałtyckiemu Teatrowi Dramatycznemu, który świętuje właśnie swoje 65. urodziny, i jego aktorom życzę wielu fantastycznych spektakli – mówi jedna z uczestniczek interaktywnego spaceru po teatrze.