Obowiązek, który nas jednoczy

Karolina Pawłowska

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 17/2019

publikacja 25.04.2019 00:00

Sprzątają kirkut ponad podziałami, poglądami, wyznaniem. Grabią liście, zbierają gałęzie, wycinają krzaki. I przypominają o mieszkającej tu przed wojną społeczności żydowskiej.

▲	Zbigniew Czajkowski był jednym z inicjatorów uporządkowania tego miejsca. ▲ Zbigniew Czajkowski był jednym z inicjatorów uporządkowania tego miejsca.
zdjęcia: Karolina Pawłowska /Foto Gość

Szczotka wydobywała spod mchu pozacierane inskrypcje i symbole. Ledwie wyczuwalne pod palcami litery hebrajskie i niemieckie mówią już niewiele, więcej można wyczytać ze znaków. – Na tej macewie jest dzban. Znak, że zmarły był z pokolenia lewitów. A na tym była postać kobiety. To nieczęste, bo zgodnie z żydowskimi przepisami niewłaściwe. Szkoda, że się nie zachowała – mówi Zbigniew Czajkowski. – Kiedy w 2001 r. odbyły się tu ekumeniczne uroczystości, jednym z gości była Gisela Miessner. Patrzyła i płakała. Odnalazła macewę swoich dziadków. To było bardzo wzruszające. A potem był wielki wstyd, bo kiedy doszło do aktu wandalizmu, to właśnie ta macewa ucierpiała – opowiada.

Badacz świdwińskiej przeszłości był jednym z inicjatorów uporządkowania cmentarza. Pomysł podchwycił miejscowy pastor. Wspólnymi siłami katolików i protestantów udało się przywrócić temu miejscu pamięć. – Nie ma znaczenia, czy to cmentarz żydowski, tatarski, pruski czy polski. To miejsce pamięci o przedwojennych mieszkańcach naszego miasta. Jako że nie jesteśmy barbarzyńcami, powinniśmy o nie zadbać, jak o każdy zabytek. To na płaszczyźnie ludzkiej. W wymiarze wiary chrześcijańskiej jednoczy nas obowiązek oddania posługi zmarłym – tłumaczy Adam Ciućka, pastor Zboru Chrystusa Dobrego Pasterza Kościoła Bożego w Świdwinie.

Szacunek i pamięć

Wracają na żydowski cmentarz raz, dwa razy do roku. Ponad podziałami, poglądami, wyznaniem. Wśród biorących udział w pracach porządkowych są miejscowi zielonoświątkowcy, katolicy, są i niewierzący. Z poszanowaniem prawa rabinicznego porządkują, grabią liście, zbierają gałęzie, oczyszczają teren z nadmiernie rozrastającej się roślinności. Przykład daje świdwiński burmistrz. W roboczym stroju, z grabiami, rusza między alejki. – Ja tu jestem dzisiaj incognito, nie z urzędu – śmieje się Piotr Feliński. Nie pierwszy raz bierze udział w pracach porządkowych na Judenbergu. – Dużo podróżowałem po Kresach Wschodnich i serce mi się krajało, że nasze cmentarze – Polaków, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia tej ziemi – są tak zaniedbane. Pomyślałem, że warto, żebyśmy my zadbali o miejsca pamięci o tych, których potomków też już tu nie ma – mówi. – Historia pomorskiej ziemi jest skomplikowana, jest wiele drażliwych tematów, ale warto o nich rozmawiać i szanować przeszłość – dodaje świdwiński włodarz.

Dla Zbigniewa Czajkowskiego szacunek to słowo klucz. – Wychowywano mnie w duchu poszanowania godności każdego człowieka. Nigdy w domu nie mówiło się źle o innych. Ojciec pochodził z Bieszczad, mama była Pomorzanką z Chełmży. Doskonale mówiła po niemiecku. Pamiętam, że w naszym domu było pełno Niemców, których jeszcze nie wysiedlono; rodzice pomagali im bezpiecznie się wydostać. Tak też starałem się wychowywać dzieci i wnuki – kiwa głową.

Tylko liście, nie tony śmieci

Przez lata udało się wychować i sąsiadów. Świdwiński kirkut od dawna nie jest miejscem spacerów z psem czy urządzania alkoholowych imprez. Nie jest też już wysypiskiem śmieci. – Kiedy zaczynaliśmy prace porządkowe w tym miejscu, wywieźliśmy dwie ciężarówki gruzu i odpadów. Teraz grabimy liście i zbieramy gałęzie. Od lat nie dochodzi do żadnych incydentów, aktów wandalizmu – mówi pastor Ciućka. Za to coraz częściej zgłaszają się nauczyciele i uczniowie, swoją pomoc oferują młodzi parafianie ze św. Michała razem z księdzem wikariuszem.

Udało się sprawić, że żydowski cmentarz jest miejscem pamięci także dla współczesnych mieszkańców miasta. Świdwiński kirkut założono w XIX w. Jest jednym z nielicznych na terenie Pomorza Zachodniego dających się do dziś rozpoznać. Na powierzchni ok. 0,41 ha spoczywa ok. pół tysiąca osób. Jeszcze w 1988 roku można było odnaleźć ponad 60 macew w stosunkowo dobrym stanie. Dzisiaj zostało ich tylko kilka.