Z wiatrem od Ducha

Karolina Pawłowska

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 20/2019

dodane 16.05.2019 00:00

Lectio divina na pokładzie statku, na morskim brzegu – tańce i uwielbienie, zakonnice grające w siatkówkę, a nade wszystko doświadczenie radości płynącej z wiary. Tak wyglądały trzy dni, na które zaprosiły usteckie kanoniczki.

Koncerty, zabawy i świadectwa odbywały się także w porcie,  na promenadzie i na terenie Bunkrów Blüchera. Koncerty, zabawy i świadectwa odbywały się także w porcie, na promenadzie i na terenie Bunkrów Blüchera.
Karolina Pawłowska

Tego świętowania nie mogły zakłócić nawet bardzo niepokojące prognozy pogody na majowy weekend. Mówiąc krótko: miało wiać i lać. A nawet sypać gradem. Tymczasem blisko dwustu uczestników rekolekcji, którzy przyjechali z całej Polski, Ustka powitała słońcem. – Wieczór przed – to była próba wiary – przyznaje ze śmiechem s. Dominika Pac. – Ale pokój w sercu płynący od Ducha Świętego sprawiał, że bardziej się zastanawiałyśmy, jaką Pan Bóg ma dla nas niespodziankę, niż myślałyśmy o odwołaniu rekolekcji – mówi ustecka kanoniczka. − Na dowód tego nie wzięłam żadnego płaszcza, kurtki przeciwdeszczowej ani nawet parasola – dopowiada s. Julia Karpacz, która przyjechała z Warszawy.

Osiem wieków ufności

Rekolekcje na Fali to jeden z pierwszych akcentów wielkiego jubileuszu 800 lat pobytu Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego w Polsce. – Dzielimy się naszą radością i wiarą, a także wdzięcznością za te osiem wieków. Wtedy nasi siostry i bracia nie bali się, idąc z Rzymu do Krakowa; my też chcemy zaświadczyć, że się nie lękamy, ufamy i chcemy głosić chwałę Ducha Świętego. A tu, w Ustce, pokazujemy, że nie boimy się też pogody. Woda i wiatr to symbole Ducha Świętego, przyjmujemy więc tę pogodę jako znak Jego obecności – mówi s. Estera Kapitan, przełożona generalna zgromadzenia. Główne uroczystości będą odbywać się w przyszłym roku w Krakowie, ale jubileuszową radością zakonnice chcą się dzielić także z tymi, pośród których pracują na co dzień.

– Wpisujemy się w historię zgromadzenia. Nie tylko my, siostry, ale wszyscy, z którymi pracujemy, tworzą wspólnotę. Mamy świadomość przynależności do wielu pokoleń sióstr i braci duchaków. Jesteśmy dumne z tego, co robili, jak służyli. Ale mamy też wielką radość, że właśnie nam dane było przebywać na świecie właśnie teraz, kiedy zakon świętuje 800-lecie. To wielka sprawa. Kiedy mówiłam o naszym jubileuszu, ludzie w porcie spontanicznie zaczęli klaskać. Bo to jest coś wielkiego. Jesteśmy częścią tej historii i chcemy się tym dzielić – tłumaczy s. Julia.

Z reklamacją do Ducha

– Jako kanoniczki na co dzień czujemy, że działa w nas Duch Święty, stąd te szalone pomysły, więc ze wszystkimi pretensjami i reklamacjami trzeba iść do Niego – mówi s. Dominika. Duch Święty podpowiedział zakonnicom, żeby wykorzystać specyfikę usteckiego domu położonego nad brzegiem Bałtyku. Centralnym punktem rekolekcji były więc rejsy po morzu, a właściwie lectio divina na pokładzie. – Zupełnie inaczej brzmią słowa Ewangelii o chodzeniu po wodzie i zaufaniu Jezusowi, kiedy pokład pod stopami się rusza i trudno złapać równowagę – przyznaje jedna z uczestniczek rekolekcji, próbując zachować pion. Słyszane wiele razy słowa mocniej zapiszą się w sercu. A o to właśnie chodziło. Niekonwencjonalne ćwiczenia duchowe, wejście z przesłaniem Ewangelii w zupełnie nowe przestrzenie i konteksty to zaproszenie i szansa.

– Są w naszych grupach dzieci, które mają spore kłopoty z wiarą. Kojarzy im się ze skostniałymi formami. Często w relacji z Panem Bogiem blokują młodych właśnie miejsca, czasami taką blokadą jest towarzystwo osób duchownych. Przyjechała ze mną dziewczyna, która na co dzień nie praktykuje, ale ta forma spotkania z Bogiem, której tu doświadczyła, może być dla niej zupełnie nowym początkiem. Na zwyczajne rekolekcje by nie poszła, tu miała szansę na spotkanie z Bogiem na statku. Może to jest szansa, żeby przyprowadzać ją do kościoła, przed Najświętszy Sakrament? – zastanawia się s. Julia.

Rekord otwartych serc

Takich pląsów na usteckiej promenadzie jeszcze nie było. Kilkuset tancerzy, których szeregi zasilili zmarznięci turyści, podjęło próbę pobicia rekordu Polski w tańczeniu belgijki. – Od siebie, do siebie, podskok, obrót! To zupełnie proste! – instruuje s. Dominika, zachęcając obserwujących roztańczony tłumek. Liczy się każda para nóg, kiedy próbuje się ustanowić nowy rekord. Podejmującym wyzwanie plany pokrzyżowała pogoda. Silny wiatr i pokapujący deszcz sprawiły, że niewielu turystów i mieszkańców Ustki zdecydowało się pojawić na promenadzie. Tych jednak, których nie przestraszyła aura, zapraszano do skocznego tańca. – Może i nie ustanowiliśmy nowego rekordu w tańcu, ale z całą pewnością padł rekord serc otwartych dla Jezusa – cieszą się uczestnicy rekolekcji.

Jeszcze większe zdumienie czekało tych, którzy zajrzeli na plażę. Fruwające w powietrzu zakonne welony i siostry walczące o przelatującą nad siatką piłkę to jednak nieczęsty widok. W zmaganiach o Puchar Radości naprzeciwko siebie stanęły drużyny Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, Domowego Kościoła, Odnowy w Duchu Świętym, Skautów Europy, samorządowców oraz silna ekipa kanoniczek. Największym rywalem okazał się… wiatr, który mocno dawał się we znaki zawodnikom. Zwycięsko z tej próby wyszła drużyna Skautów Europy i to do nich powędrował puchar.

Dać się poprowadzić

Rekolekcje pozwoliły też na odkrycie „nowego” samym organizatorkom. – Za przygotowaniem takich rekolekcji, które obejmują całe miasto, stoi sztab ludzi. Bez nich nawet byśmy nie próbowały – przyznaje s. Dominika. – Ja jestem zakonnicą, więc kiedy ksiądz biskup mówi, że dobrze byłoby, żeby częścią rekolekcji był przemarsz przez miasto, to dla mnie sprawa jest prosta: robimy przemarsz. Tymczasem takie przedsięwzięcie wymaga napisania wielu pism, spędzenia czasu w różnych urzędach, konsultacji z odpowiednimi służbami. W takich chwilach pomoc fachowców jest bezcenna – kiwa głową i dodaje, że zaskoczyła je wielka otwartość, z jaką przyjęto ich pomysły: − My czasem sami zamykamy się na tych, którzy nie są w Kościele, zakładając z góry ich nieprzychylność. Tymczasem w organizacji rekolekcji pomogło nam wiele osób, których na co dzień nie ma w świątyniach. I to także do nich kierowane było zaproszenie kanoniczek: do przypadkowych słuchaczy w porcie, turystów z promenady, mieszkańców widzących rozśpiewane przemarsze przez miasto. – Boga spotykają tylko ci, którzy spotykają Go wewnątrz historii własnego życia. Nie oglądają Go z dystansu, ale mają w swoich doświadczeniach, przeżyciach – przekonywał bp Edward Dajczak na usteckiej promenadzie i zachęcał do odważnego wchodzenia w relację opartą na zaufaniu.

– Kiedy budzę się rano, czynię znak krzyża, rozkładam ręce i mówię: „Veni, Sancte Spiritus. Zaczynam dzień, bądź moim przewodnikiem. Weź moje ręce, umysł i prowadź mnie”. Nie dzieje się nic widowiskowego, nic nie błyska, nie szumi, ale rozpoczyna się coś, co daje Duchowi Świętemu możliwość działania i prowadzenia mnie. I to jest najważniejsze w tym, co mamy przeżywać – tłumaczył.

Więcej o Rekolekcjach na Fali na: koszalin.gosc.pl.