Stawiamy na jakość. Zakończenie roku skautowego

Katarzyna Matejek Katarzyna Matejek

dodane 23.06.2019 21:59

Skauci Europy spotkali się w Starym Krakowie, by podsumować rok pracy, nadać nowe funkcje i zaprezentować się osobom, które zastanawiają się, czy skauting jest dla nich.

Stawiamy na jakość. Zakończenie roku skautowego Uroczysty apel przy krzyżu na terenie klasztornym benedyktynów był okazją do prezentacji gromad i przyjęć w ich skład nowych skautów, co odbywało się wśród okrzyków i podskoków. Katarzyna Matejek /Foto Gość

Tak zwane rozesłanie na obozy, które odbyło się 23 czerwca na terenie klasztornym ojców benedyktynów w Starym Krakowie, to okazja do podsumowania rocznej pracy wszystkich jednostek Hufca Koszalińsko-Kołobrzeskiego. Uczestniczyły w nim drużyny z całej diecezji, zarówno dziewcząt, jak i chłopców, a także ich rodzice i kapłani współpracujący ze Skautami Europy. Przybyły także osoby zainteresowane tą formą harcerstwa.

- Dwa razy w roku mamy taką możliwość, żeby spotkać się w pełnym gronie - w marcu podczas Dnia Modlitw za Federację Skautingu Europejskiego oraz na zakończenie roku skautowego - mówi Grzegorz Jabłoński, hufcowy I Hufca Koszalińsko-Kołobrzeskiego.

Wśród gości wydarzenia był przewodniczący inaugurującej spotkanie Mszy św. w kościele pw. MB Częstochowskiej ks. Andrzej Hryckowian, proboszcz parafii pw. św. Wojciecha w Koszalinie, który następnie, podczas uroczystego apelu, został uhonorowany krzyżem harcerskim za wkład w rozwój idei skautingu.

Gościem dnia była także Joanna Laskowska, naczelniczka harcerek Skautów Europy, która uczestniczyła w mianowaniu nowej akeli drugiej gromady koszalińskiej i odebrała od niej przyrzeczenie harcerskie.

Hufiec poszerzył się tego dnia o kilku skautów - "obietnice wilczka" (czyli młodszego skauta) złożyli kandydaci do gromad sławskiej, kołobrzeskiej i szczecineckiej.

Podsumowując pierwsze 4 lata obecności Skautów Europy w naszej diecezji, G. Jabłoński stwierdza, że ta forma harcerstwa trafiła tu na dobry grunt. - Widzimy, że przyrost liczebny uczestników nastąpił błyskawicznie - ocenia. - Dlatego obecnie zwracamy uwagę na jakość pracy, a to oznacza konkretne wymagania stawiane zarówno dzieciom, ale i sobie, by skutecznie realizować cele, które stawia przed nami skauting.

Potwierdza to benedyktyn o. Rafał Dudek, duszpasterz Skautów Europy w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. - Skauting to nie tyle wielkie medialne wydarzenia, ale systematyczna praca, czasem dostrzegana tylko przez najbliższe otoczenie - mówi, dając przykład tego, co mogą zrobić 4 lata pracy w drużynie: nieśmiałego chłopaka ukształtować w odpowiedzialnego i samodzielnego skauta. - To praca organiczna, która odbywa się na co dzień w gromadach, zastępach.

To zaś nie pozostaje bez wpływu na szerszą społeczność, np. klasę, parafię. - Staramy się, by skauci angażowali się w życie swoich parafii, np. jako ministranci, lektorzy. Skauting uczy ich tego, by ze swoimi talentami wychodzili do tych środowisk. I to się udaje - zaznacza o. Dudek.

Co więcej, skauting daje dzieciom siłę do odważnego wyznawania wiary. - W tej kwestii rzadko znajdują wsparcie u rówieśników w klasie - mówi duszpasterz. - Skauting jest tą wspólnotą, która umacnia ich, by wiarą katolicką żyć na co dzień. To jest siła skautingu.

Jak uważa naczelniczka, sukces wychowawczy skautingu leży w tym, że jest to metoda zarazem prosta, jak również rozwijająca młodego człowieka w pełni. Wśród obszarów, które skauting stara się profilować, są: rozwój fizyczny, kształtowanie charakteru, odruchu służby, zmysłu praktycznego oraz odkrywanie Boga.

To wielokierunkowe działanie dostrzega u swojego syna - kołobrzeskiego wilczka Piotra - Magdalena Jachimowska. Przejawia się ono np. w coraz częściej stawianych pytaniach: "Mamo, pomóc ci w czymś?". - Piotrek stał się bardziej ofiarny, widać, jak skauting uczy go samodyscypliny. Ale też pokazuje mu wartości, które zatracają się w świecie - zauważa kołobrzeżanka.

Bartek Glinka - dziś skaut z zastępu Myszołów z hufca sławskiego - do wilczków wciągnął się przez zabawę. Do harcerzy - przez przygody i nowe znajomości. - Widzę, że to, czego tu doświadczam, wpływa na mnie. Mam na myśli także kwestię kontaktu z Bogiem, bo tu jest na to kładziony nacisk, a to jest dla mnie ważne - mówi 15-latek. Jak dodaje, nawet letni obóz w środku lasu nie jest dla niego tak ważny, jak rozwój osobisty i tworzenie wspólnoty z wartościowymi ludźmi. - Postanowiłem zostać na dobre - deklaruje.