Na Madagaskarze uczę się delikatności

O obfitości powołań i o roztańczonych Mszach św. mówi pochodzący z Krosina ks. Ryszard Szczygielski SDB − misjonarz, który spędza obecnie urlop w Polsce, a od 15 lat posługuje na wyspach Oceanu Indyjskiego.

▲	Ksiądz Ryszard od dekady pracuje z Malgaszami, wcześniej przez pięć lat był misjonarzem na Mauritiusie. ▲ Ksiądz Ryszard od dekady pracuje z Malgaszami, wcześniej przez pięć lat był misjonarzem na Mauritiusie.
archiwum ks. Ryszarda Szczygielskiego

Karolina Pawłowska: Dzięki znanej bajce Madagaskar kojarzy się nam przede wszystkim z sympatycznymi lemurami, a dzięki folderom reklamowym – z uśmiechniętymi wyspiarzami w otoczeniu pięknej przyrody.

Ks. Ryszard Szczygielski SDB: To prawda, że Malgasze pomimo wszechobecnej biedy zachowują radość. Ten entuzjazm jednak spada. Wiąże się to z dostępem do informacji ze świata, z możliwością porównania, jak wygląda życie gdzie indziej. Nie jest łatwo żyć na Madagaskarze. Ulegamy ułudzie sielankowych obrazków, przebogatej przyrody, widoków. Typowy dom malgaski, zwłaszcza na wsi, pozbawiony jest prądu i bieżącej wody. W moim miasteczku każdy, kto chce, może mieć udogodnienia, ale nie każdego już stać na wodę.

Madagaskar to wyspa ludzi młodych. 60 proc. populacji nie ukończyło 25. roku życia. To wielkie pole działania dla salezjanów.

Na Madagaskarze mamy 11 dzieł. W Betafo prowadzimy trzy szkoły, łącznie mamy ok. 1100 uczniów. Szkoła podstawowa zapewnia naukę setce bardzo biednych dzieci. Umożliwiamy im nadrobienie zaległości i przygotowanie się do egzaminu do gimnazjum. Prowadzimy też gimnazjum i liceum oraz dom formacyjny dla aspirantów, dla chłopców kończących liceum, którym pomagamy w rozeznawaniu powołania. Obecnie jest ich 35.

O takiej liczbie kandydatów na roku propedeutycznym tu, w Polsce, możemy pomarzyć…

Dzisiaj mówi się o kryzysie, ale to nie kryzys powołań, tylko odpowiedzi. Rzeczywiście, ostatnie lata są obfite w powołania. W prenowicjacie jest w tej chwili ok. 50 chłopców, do nowicjatu wstąpiło 12. Malgasze przeżywają wiarę w specyficzny sposób. Nawet pracując wśród nich wiele lat, nie jesteśmy w stanie przekazać wszystkiego. I to nie tylko dlatego, że po malgasku trudniej mówić o Panu Bogu, ale dlatego, że nie potrafimy w ten sam sposób myśleć. Dlatego tak ważne są miejscowe powołania.

Jaki jest malgaski Kościół?

Chrześcijaństwo na Madagaskarze jest stosunkowo młode. To Kościół, który jeszcze wielu rzeczy musi się nauczyć, ale ci, którzy przyjmują wiarę, żyją nią. Choć są w nich pozostałości wiary przodków, ślady wierzeń animistycznych. Na przykład praktykowany pogański obrzęd ekshumacji i zawijania zwłok w nowe płótna albo obrzezanie. Znamienne jest jednak to, że Malgasze szukają Boga, wiara jest wpisana niejako w ich naturę. To widać bardzo mocno także poprzez obecność na wyspie Kościołów protestanckich i sekt – ludzie szukają odpowiedzi na swoje duchowe pragnienia.

A jacy są Malgasze w wyznawaniu wiary?

Bardzo spontaniczni i otwarci na Pana Boga. Choć w Polsce można bez problemu nosić krzyżyk na szyi i publicznie się modlić, wiele osób się boi albo wstydzi. Na Madagaskarze o Panu Bogu można rozmawiać wszędzie i nikogo to nie dziwi. Wyznawanie wiary jest czymś naturalnym, zarówno dla młodych, jak i dla starszych. W Polsce śpiewający w kościele panowie to rzadkość, na Madagaskarze śpiewają wszyscy. Śpiewy liturgiczne są bardzo piękne, a Malgasze lubią śpiewać. To znaczy, że liturgia nie trwa pół godziny. Podczas Mszy św. może się wydarzyć wiele rzeczy. Trzeba swoje odśpiewać i odtańczyć dla Pana Boga, trzeba się wymodlić.

Malgasze przejmują europejskie zwyczaje?

Trudno się przebić z „nowościami”. Współbracia zupełnie nie rozumieli, dlaczego na św. Mikołaja obdarowuję ich czekoladą, a mój przełożony bardzo się dziwił, że chcę ustawić choinkę – to przecież zwyczaj… protestancki. Często podchodzą nieufnie i ostrożnie do wprowadzanych zwyczajów. Wpływy europejskie kojarzą im się z kolonizacją i raczej się przed tym bronią.

A w drugą stronę? Udało się Malgaszom czegoś Ojca nauczyć?

Na pewno uczą mnie malgaskiego podejścia do ludzi. W Polsce wśród salezjanów z powodzeniem funkcjonuje upomnienie braterskie. Wprowadzenie tego na Madagaskarze jest właściwie niemożliwe. Malgasze nie lubią być upominani i nie lubią rozkazów. Zwrócenie uwagi wymaga sporo dyplomacji. Nawet w drobiazgach: nie upomnę wprost wchodzącego: „Zamknij za sobą drzwi”. Raczej zapytam: „Czy jest ktoś jeszcze za tobą?”. To niezła szkoła wrażliwości na drugiego człowieka, delikatności i szacunku. • karolina.pawlowska@gosc.pl