Wśród nich byli też leśnicy

Karolina Pawłowska Karolina Pawłowska

dodane 19.09.2019 07:53

Przełajowym bieganiem najmłodszych i pamiątkową tablicą przypomniano w Czarnem o bohaterach walczących o niepodległość Polski.

Wśród nich byli też leśnicy Odsłonięcie tablicy upamiętniającej walczących leśników. Karolina Pawłowska /Foto Gość

Najmłodsi mieli do pokonania kilometr, starsi - nieco ponad trzy. Mimo jesiennego deszczu i kilkustopniowej temperatury na starcie II Pomorskiego Biegu w Czarnem stanęło prawie 200 biegaczy ze szkół podstawowych i średnich. Nie tylko pokonywali na przełaj kilometry, ale także poznawali kolejnego z kresowych bohaterów.

- Zależy nam na tym, żeby każdego roku upamiętniać innego bohatera z Kresów Wschodnich. Wielu z nas, mieszkających na Pomorzu, ma kresowe korzenie, nasi rodzice albo dziadkowie przyjechali stamtąd. Dlatego są to sprawy tak nam bliskie. Ale jest to też sposób na to, żeby o historii opowiadać najmłodszym - tłumaczy Mariusz Birosz, prezes Stowarzyszenia "Brygada Inki", które jest organizatorem biegu.

W tym roku patronem biegu wybrano Jana Borysewicza ps. Krysia, jednego z najwybitniejszych dowódców partyzantki AK na Kresach Północno-Wschodnich, absolwenta seminarium nauczycielskiego w Szczuczynie Nowogródzkim, oficera służby stałej Wojska Polskiego. Stał się on symbolem polskiego oporu wobec obu okupantów. Poległ 21 stycznia 1945 r. w walce z NKWD we wsi Kowalki. "Krysia" był również leśniczym Nadleśnictwa Waliszki.

Nazwisko J. Borysewicza jest również na pamiątkowej tablicy, jaka zwisła na ścianie Nadleśnictwa Czarne Człuchowskie. Jak głosi napis, poświęcona jest ona pamięci żołnierzy niezłomnych poległych na Kresach Wschodnich II RP w latach 1944-1956 w walce z sowiecką okupacją Rzeczypospolitej oraz niezłomnych leśników z Pomorza, którzy polegli w latach 1939-1955, walcząc przeciwko zbrodniczej okupacji sowieckiej.

- Leśnicy byli grupą zawodową, która podczas zawieruchy II wojny światowej poniosła największe straty osobowe. Ponad 20 proc. pracowników polskich lasów, a także ich rodzin poniosło śmierć z rąk oprawców. W radzieckiej strefie okupacyjnej wszystkich leśników uznano za element niebezpieczny i objęto represjami. Deportacje były najłagodniejszą formą - przypomina Romuald Zblewski, nadleśniczy Nadleśnictwa Czarne Człuchowskie.

Uroczystościom w Czarnem towarzyszył koncert Lecha Makowieckiego z zespołem Zayazd.