Potrzebujemy takich świętych kapłanów

Katarzyna Matejek

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 47/2019

publikacja 21.11.2019 00:00

W 40. rocznicę tragicznej śmierci ks. Jana Lisa w Szczecinku odsłonięto tablicę poświęconą jego pamięci, zaprezentowano dedykowaną mu książkę oraz uczczono jego imię koncertem.

Jan Kondek zapala znicz przed odrestaurowaną płytą pamiątkową. Jan Kondek zapala znicz przed odrestaurowaną płytą pamiątkową.
Katarzyna Matejek /Foto Gość

Parafianie kościoła pw. Narodzenia NMP pamiętają o swoim dawnym prałacie, którego śmierć zabrała przed 40 laty wprost z placu budowy plebanii. 10 listopada modlili się za jego duszę podczas Mszy św., a po niej wzięli udział w symbolicznym odsłonięciu dawnej, lecz odrestaurowanej i przeniesionej na uporządkowany teren przy domu parafialnym tablicy upamiętniającej jego tragiczną śmierć.

Eucharystii przewodniczył ks. Andrzej Targosz, autor książki o ks. Lisie, homilię zaś wygłosił ks. Franciszek Sowiźrał, który w parafii mariackiej był wikariuszem za czasów proboszczowania ks. Lisa.

– Ksiądz prałat był duszpasterzem zatroskanym o zbawienie każdego człowieka – powiedział kaznodzieja. Opowiedział, jak podczas trwających w parafii rekolekcji głoszonych przez zaproszonego kapłana ks. Lis został „przyłapany” na leżeniu w swoim pokoju krzyżem. – Wyciągam to na światło dzienne, byśmy mieli świadomość, że to był kapłan modlitwy.

Jej owoce widać m.in. w licznych powołaniach do służby Bożej. – Do roku 1998 z tej parafii wyszło 18 księży, diecezjalnych i zakonnych, oraz 12 sióstr zakonnych – wyliczał ks. Sowiźrał. – My, wikariusze, widzieliśmy w nim wzór, jak być blisko z modlitwą brewiarzową, bo ktoś na tę modlitwę czeka. Ksiądz prałat miał wypracowaną linię wertykalną z Panem Bogiem, która się nigdy nie przerywała. Ta linia była opleciona miłością i uśmiechem. On tym żył.

W zachowanie pamięci po ks. Lisie zaangażowany jest m.in. Jan Kondek, paryżanin pochodzący ze Szczecinka. Podczas licznych pobytów w ojczyźnie zauważył, że prócz nagrobka na cmentarzu brak w mieście miejsc, które wspominałyby zasłużonego, tragicznie zmarłego podczas dbania o sprawy Kościoła kapłana. – Wydawało mi się to niewystarczające, więc postanowiłem, że muszę coś z tym zrobić – powiedział o opatrznościowych zdarzeniach, które zaowocowały nadaniem imienia ks. Lisa jednemu z miejskich rond, co miało miejsce przed rokiem, a obecnie zatroskaniem o tablicę pamiątkową informującą o tragicznej śmierci prałata.

Elżbieta Wasąg wspomina prałata jako człowieka życzliwego, służącego innym, ubogiego. Jej mąż Andrzej mówi o trudach ks. Lisa, prześladowanego przez komunistyczne władze – uwięzienie, ale i szykany, takie jak wybijanie szyb w proboszczowskiej syrence. – Ten kapłan cały czas był do dyspozycji ludzi. I po to była mu potrzebna sprawna syrenka: by do nich docierać – mówi pan Andrzej. – Trzeba świętych kapłanów. To był święty kapłan.

Wspomnienie ks. Lisa w świątyni Mariackiej zwieńczył koncert zespołu Trim.

Podczas uroczystości zaprezentowano książkę „Z Gródka Jagiellońskiego przez Okonek do Szczecinka”, poświęconą prałatowi. Parafianie mieli okazję ją kupić i dostać autograf jej autora, ks. dr. Andrzeja Targosza. – To dokumentacja historyczna tamtych czasów, tego, jakie to były poplątane dzieje – mówi autor. – To też kronika, a raczej wycinek historii parafii mariackiej w Szczecinku. Ale nie tylko tej parafii, także wspólnoty w Okonku, gdzie ks. Lis był proboszczem przez kilkanaście lat.

Oficjalna premiera książki odbyła się 11 listopada w Okoneckim Centrum Kultury i towarzyszyła jej inscenizacja historyczna w wykonaniu grupy rekonstrukcyjnej Karpaty, której członkiem jest – przywdziewający mundur karpatczyka – ks. Targosz. Kolejnego dnia publikację promowano w Muzeum Regionalnym w Szczecinku, gdzie otworzono ponadto wystawę fotograficzną poświęconą ks. Lisowi.