Komar. Nieznany bohater z Koszalina

Karolina Pawłowska

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 48/2019

dodane 28.11.2019 00:00

Życiorys Edwarda Muchy pełen jest perypetii i ułańskiej fantazji na miarę Jamesa Bonda. Choć nie brakuje w nim dramatów, 94-letni koszalinianin mówi krótko: „Myślę, że robiłem, co było trzeba”.

Pan Edward z córką i wnuczką po pierwszej emisji. Pan Edward z córką i wnuczką po pierwszej emisji.
Karolina Pawłowska /Foto Gość

Opowieść o żołnierzu Armii Krajowej, który po brawurowej ucieczce wstąpił w szeregi 7. armii amerykańskiej, zaprezentowano podczas pokazu premierowego w Koszalińskiej Bibliotece Publicznej. – To film o człowieku, naszym sąsiedzie. Ale mówi też o tym, czym jest przyjaźń, strach, poświęcenie. Historia jest tłem dla tych wartości, o których mówi nasz bohater. Pokazujemy sprawy związane z rzezią wołyńską, akcją „Burza”, partyzantką, służbą w armii amerykańskiej, przesłuchaniach na UB, ale i tak najważniejszy jest człowiek – mówi Marcin Maślanka, scenarzysta i reżyser filmu „Komar. Partyzant w US Army”.

Ten człowiek to 94-letni koszalinianin. Urodzony w 1925 r. na Wołyniu Edward Mucha podczas II wojny światowej był żołnierzem Armii Krajowej Obwodu Garwolin. W 1945 r. podjął brawurową ucieczkę na Zachód. Został żołnierzem 7. armii amerykańskiej i polskich kompanii wartowniczych. – To historia pełna perypetii, przygód i ułańskiej fantazji. Ta fantazja też stanie się powodem kłopotów po wstąpieniu pana Edwarda w szeregi US Army – przyznaje twórca filmu, opowiadając o epizodzie związanym z samowolną przejażdżką samochodem gen. Eisenhowera. Za tę przygodę niefortunny szofer zresztą został postawiony pod sąd wojskowy. – Powiedziałem im, że ja tylko chcę być kierowcą, czołgistą, ale przełożeni nie chcą wysłać mnie na kurs. No to mnie wysłali – wspomina z charakterystycznym dla siebie humorem Edward Mucha.

Optymizmu i radości życia bohaterowi nie brakuje do dzisiaj, choć dla powracającego z zagranicy żołnierza komunistyczna ojczyzna nie czekała z otwartymi ramionami. W 1949 r. Komar został aresztowany przez UB. Przeszedł ciężkie śledztwo i więzienie. – To były najtrudniejsze dla mnie momenty filmu. Już samo ogolenie głowy było bardzo przykrym doświadczeniem – mówi Bartosz Krauze, odtwórca roli Komara. – Tym większe wrażenie robi dzisiaj pogoda ducha i optymizm życiowy pana Edwarda – dodaje. Edward Mucha w Koszalinie mieszka od 1956 roku. Jego historia była nieznana dla większości sąsiadów.

– Nigdy nie myślałem o tym, że będę bohaterem filmu. Kiedy szedłem do partyzantki, też nie pytałem, czy mi ktoś zapłaci i ile. Robiłem to, co do mnie należało – mówi bohater, który w koszalińskiej bibliotece po raz pierwszy miał okazję zobaczyć film o sobie. – Wiem, co znaczą słowa „patriotyzm”, „ojczyzna”, „obowiązek”. Ja uczyłem się ich w domu, od ojca, piłsudczyka, który trzy razy walczył o Warszawę. Wróciłem do Polski, bo tu są moje korzenie, mój dom. Na UB, kiedy bili, też myślałem o tym, że trzeba to jakoś przetrwać, żeby potem żyć porządnie – przyznaje.

Obraz podobał się także córce bohatera. – Bardzo to przeżyłam, nawet trochę się wzruszyłam. Jestem dumna z ojca. U nas w domu rozmawiało się o tym, ale cieszę się, że tata dożył takich czasów, kiedy można mówić o tym głośno – mówi Czesława Kulczycka. Film „Komar. Partyzant w US Army” to 7. produkcja z cyklu „Koszalin. Historie zapomniane”. Jej autorami są rekonstruktorzy z GRH „Gryf” oraz filmowcy z Projektu Filmowego Jart. Wyprodukowane przez nich filmy opowiadają o mało znanych epizodach historii i mieszkających w sąsiedztwie bohaterach. Trafiają do szkół, na festiwale i pokazywane są daleko poza granicami Polski.