Jak chłop ma przeżyć na Mszy?

Karolina Pawłowska

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 50/2019

dodane 12.12.2019 00:00

− Wielu z nas jeździ w samochodzie naszego życia z Panem Jezusem jako pasażerem. Ale kiedy On daje do zrozumienia, że chciałby się zamienić na miejsca, trudno nam oddać kierownicę – mówił ks. Jarosław Kwiecień do mężczyzn na Górze Polanowskiej.

Panowie spotykają się w ostatni czwartek miesiąca. Panowie spotykają się w ostatni czwartek miesiąca.
Andrzej Krzyżaniak

Wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego i ceremoniarz katedralny był gościem listopadowego męskiego spotkania we franciszkańskiej pustelni. Panowie rozmawiali o liturgii.

– Chłop na Mszy św. musi trochę ukrzyżować swoją naturę. Jak ma zadanie, to wstaje, idzie po narzędzie, kopie ogródek, naprawia samochód i wtedy wie, że coś zrobił. Musi działać, bo to zadaniowiec. A tu na Mszy św. przez pół godziny… co tu robić? Trzeba słuchać, a my nie jesteśmy dobrzy w słuchaniu. Trzeba śpiewać, a wiecie sami, jak to jest. Dłużyzny na tej Mszy jak na polskich filmach. Nie bardzo wiadomo, co ze sobą zrobić – przyznaje ks. Kwiecień.

W dodatku ta Msza wydaje się zupełnie nieżyciowa. – Macie w głowie to wszystko: czy pies jest nakarmiony, czy żona zrobiła zakupy, czy dzieciaki odrobiły lekcje, czy kredyt sam się spłaci. A tu wchodzicie na Mszę św. i wszystko jest nie na temat. Msza jest o Niepokalanym Sercu Matki Bożej, a co ja wiem o Jej sercu? Gdyby była Msza o problemach dzieci w szkole, to tak. Liturgia zdaje się zupełnie nie na mój temat – mówi duszpasterz.

Mszę św. można dobrze i owocnie przeżyć. − Najpierw trzeba zaangażować serce. Dobra aktywność na Mszy św. to nie: „Ja czytam, śpiewam, zbieram tacę, jestem szafarzem i jeszcze księdzu okulary podaję, żeby przeczytał ogłoszenia. Takie wielkie jest moje zaangażowanie w liturgię”. Pierwszy krok zrobisz, wychodząc z domu. Bo leje, wieje, bo jesteś zmęczony po tygodniu roboty. To, że postanowiłeś tam być, to twoje zaangażowanie – podpowiada ks. Kwiecień.