Zabytkowy Oscar w Jamnie

Katarzyna Matejek

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 25/2020

publikacja 18.06.2020 00:00

Kościółek pw. Matki Boskiej Różańcowej został laureatem prestiżowego konkursu „Zabytek zadbany”. To efekt profesjonalnych badań i trafnych decyzji.

▲	Świątynne mury  stanęły już w 1278 r. ▲ Świątynne mury stanęły już w 1278 r.
Katarzyna Matejek /FOTO GOŚĆ

Ksiądz Jarosław Krylik, proboszcz parafii pw. św. Matki Teresy z Kalkuty, zgłaszając należący do tej parafii kościół MB Różańcowej w Koszalinie-Jamnie do ministerialnego konkursu „Zabytek zadbany”, myślał: „Gdzież nam do takich zabytków jak kościół Mariacki w Krakowie?”.

Ta najstarsza świątynia w Koszalinie, starsza od katedry, wzięła udział w 9. edycji konkursu rozpisywanego od 2011 r. przez Generalnego Konserwatora Zabytków. I okazało się, że właśnie ona, będąca w kiepskim stanie budowlanym i konserwatorskim, po kilku remontach stała się laureatem. Zwyciężyła w kategorii A – oceniającej utrwalenie wartości zabytkowej obiektu – a rywalizowała z takimi zabytkami jak Biały Dom w Łazienkach Królewskich w Warszawie. – Przyznaliśmy tę nagrodę za kompleksowe, oparte na starannym rozpoznaniu badawczym, prace remontowe, konserwatorskie i rewaloryzacyjne kościoła – powiedziała prof. Magdalena Gawin, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego.

W poprzednich edycjach konkursu wyróżnieniami uhonorowano m.in. bazylikę kołobrzeską i kościół św. Gertrudy w Darłowie, jednak dopiero jamneński kościół sięgnął po laur.

Kto by się spodziewał?

– Kiedy w 2018 r. zakończyliśmy remont kościółka MB Różańcowej, to oczywiście byliśmy zafascynowani pięknem tego miejsca, ale to była fascynacja na taką naszą miarę, lokalna. Myśleliśmy: uratowaliśmy coś przepięknego, ale… co najwyżej w skali Pomorza – przyznaje ks. Krylik.

Na szczęście dał się przekonać specjalistom uczestniczącym w restauracji budowli, że zasługuje ona na Oscara w dziedzinie konserwacji. Zgłosił ją do rywalizacji i czekał z myślą o… honorowej przegranej. – Gdy zobaczyłem, z jakimi tuzami konkurujemy… Ta świadomość była wręcz przygniatająca – emocjonuje się proboszcz, dumny i zaskoczony wygraną.

A przecież w świątyni odrestaurowano niemal wszystko, i to z największą pieczołowitością – od fundamentów aż po czubek wieży.

Wykorzystać odkrycia

W remoncie jamneńskiego kościoła wygrał profesjonalizm. Dzięki kompleksowym badaniom konserwatorskim, odkrywkowym, archeologicznym udało się zrekonstruować historię obiektu. A było o niej wiadomo niewiele. Po informacje sięgnięto do archiwów Koszalina i Greifswaldu. Odkryto na przykład, że kościół spłonął w 1921 roku.

– Przed remontem nikt nie wiedział, że aż tyle substancji gotyckiej się zachowało: duża część średniowiecznych murów, wieży i nawy, a wewnątrz kościoła, co należy do rzadkich odkryć, sześć z dwunastu gotyckich krzyży konsekracyjnych, tzw. zacheuszków – mówi Krystyna Bastowska, konserwator zabytków z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Koszalinie. – I to zostało z niezwykłą starannością pokazane, nawet przebieg wyburzonej w połowie XIX w. ściany południowej, utrwalony w posadzce.

To, co odkryto, starano się jak najtrafniej wykorzystać. Na przykład w odsłoniętej spod tynku niszy średniowiecznego gotyckiego sakramentarium, w którym przechowywano sanctissimum, umieszczono współczesne tabernakulum z mozaiką nawiązującą do starochrześcijańskiej tradycji dekoracji drzwi.

Jamneńskie, czyli unikatowe

Skrupulatne badania przełożyły się na dobór nowych elementów wnętrza. Tu gotyk dopełniła sztuka jamneńska, wprowadzona do kościoła w wyniku jego odbudowy po pożarze. I choć, jak wyjaśnia pani konserwator zabytków, powstała ona w wyniku sprowadzenia do Jamna kolonistów holenderskich, którzy przywieźli tu ze sobą własne motywy zdobnicze, to połączenie ich z miejscową kulturą zaowocowało jedyną w swoim rodzaju sztuką zdobniczą. Dziś można podziwiać ją m.in. na sklepieniu, emporach, dębowych ławkach. No i w pobliskiej, należącej do Muzeum w Koszalinie, Zagrodzie Jamneńskiej.

Niepowtarzalność tej kultury to efekt tego, że była ona kultywowana wyłącznie na terenie Jamna i Łabusza – wsi odciętych od świata przez większą część roku. Jedynie w suchej porze roku – upalnym latem lub mroźną zimną, gdy bagna zamarzały – mieszkańcy mogli utrzymywać kontakty zewnętrzne. Jamneński kościół uzupełnia informacje o tej enklawie, a nawet daje możliwość zajrzenia w twarze dawnych mieszkańców. Ksiądz Henryk Romanik, diecezjalny konserwator zabytków, dopatruje się ich w portretach apostołów zamieszczonych na emporze w nawie bocznej. – Możemy domniemywać, że przynajmniej część z nich to portrety ówczesnych obywateli wsi zwanej niegdyś Jamund – ocenia i dodaje, że to jeden z jego ulubionych elementów gotyckiej świątyni.

Sztuka synchronizacji

Leżący na trasie do przystani na jeziorze Jamno kościół zwraca swym pięknem uwagę także niewprawnego oka. Każdy element wydobywa wartości zabytkowe, są też miejsca odkrywające etapy historii świątyni, która od średniowiecza rosła i zmieniała się.

– Jednym z najpiękniejszych jest powała, a właściwie koleba, która przykrywa kościół. Otrzymała ona nową polichromię nawiązującą do przedwojennych dekoracji ewangelickich, lecz już z napisami po polsku, z ikonografią nawiązującą do dawnej stylistyki, ale też do współczesnych realiów rzymskokatolickich. Jest przepiękna, wyjątkowa, czegoś takiego trzeba szukać daleko w Polsce – ocenia ks. Romanik i zachęca do zwiedzania tego unikatowego zabytku. – Jamno, mimo że leży trochę na uboczu, ma swoje chwile renesansu. Dlatego warto o nim opowiadać i zapraszać na wycieczki turystyczne. Ale nie chodzi tylko o zachwyt znawców. Przeciętnego parafianina ujmuje prozaiczne udogodnienie powstałe w wyniku remontu: gotycki obiekt zyskał podgrzewaną podłogę. Ponadto odrestaurowano organy projektu wybitnego pomorskiego organologa i kompozytowa Ernsta Karla Rößlera, dzięki czemu w tej małej osadzie można posłuchać muzyki koncertowej. No i tę perełkę może zwiedzić każdy – usunięto bariery architektoniczne.

Zsynchronizowanie tych wszystkich prac w ostatnim, najbardziej intensywnym roku remontu było wręcz karkołomne. I to nie tylko ze względu na różne ekipy robotników, w tym samym czasie kujące ściany, jak również instalujące organy, co wymaga ciszy. Unijna dotacja w wysokości 2,5 mln zł (pozostałe 450 tys. wyłożyło miasto, a kolejny milion parafianie i darczyńcy) obwarowana była krótkim terminem zamknięcia prac.

– Za efektem końcowym, nagrodzonym w konkursie ministerialnym, kryje się mnóstwo działań, w tym dyplomacji, które należało skoordynować – przyznaje ks. Henryk Romanik. – Bo wiele zależy w takiej sytuacji od woli politycznej, zaangażowania środków finansowych, sił i ludzi do przedsięwzięcia. Dopiero zebranie tego wszystkiego razem sprawia, że ten kościół, leżący dziś w granicach Koszalina, może stać się filarem duchowym zarówno na potrzeby liturgiczne, jak i kulturowe. I to nie tylko dla nowego osiedla, które tam powstaje, ale także dla miasta i dla turystów.

Ocalone modlitwy

Co było najtrudniejsze w remoncie, który w najintensywniejszym okresie – przy wsparciu funduszy unijnych – trwał rok, łącznie zaś pochłonął trzy lata? – Wszystko – odpowiada ks. Krylik i mówi o chwilach zwątpienia, zwłaszcza że równolegle przyszło mu się zmagać z budową parafialnego kościoła na nowoczesnym osiedlu.

– Dzięki temu remontowi ofiarodawcy sprzed wieków, z czasów, gdy Polską władał Łokietek lub Kazimierz Wielki, którzy modlili się w tej świątyni, przeżywali tu swe radości i wylewali łzy – w pewnym sensie w tym dziele zmartwychwstali. Świadomość tego podnosi mi serce. Bo w murach tej świątyni ocalone zostały modlitwy i wiara tamtych pokoleń, i kolejnych, nawiedzających ten kościółek przez 700 lat – wyznaje proboszcz.

– Kiedy klęczę sobie sam w tym kościele, to myślę o nich i to mnie najbardziej wzrusza – dodaje. – Tutaj tysiące ludzi klękało, przytulało się do Pana Boga, przychodziło po nadzieję. To z tego powodu rozpocząłem ten remont: żeby uszanować tamtych ludzi. A także tych współczesnych, którzy przez lata, zanim rozpoczęliśmy kluczowe prace, za parę złotych wrzucanych na tacę starali się jakoś ten kościółek podtrzymywać, lepić, by dotrzymał do lepszych czasów. I dotrzymał.