Związek (nie)oczywisty

ks. Wojciech Parfianowicz

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 25/2020

publikacja 18.06.2020 00:00

Ta relacja jest nierozerwalna. Duchowni i świeccy powinni działać razem, żeby uchronić Kościół przed klerykalizmem. W Pile świętowano niezwykły jubileusz, który doskonale obrazuje tę prawdę.

▼	Państwo Nowakowie na swojej werandzie, która kiedyś  była zakrystią i kancelarią parafialną. ▼ Państwo Nowakowie na swojej werandzie, która kiedyś była zakrystią i kancelarią parafialną.
ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość

Wybudzenie „śpiącego olbrzyma”, jakim są w Kościele wierni świeccy, wcale nie jest łatwe. Nie tylko dlatego, że księża wciąż nie chcą oddać pola tam, gdzie można, a nawet trzeba by to zrobić. Bywa, że wcale nie ma chętnych, aby to pole przejąć i uprawiać.

Jeśli już znajdą się ludzie, którzy w dużej mierze poświęcą swoje życie Kościołowi, a takich przecież nie brakuje, rzadko zdarza się, żeby byli oni w jakiś trwały sposób upamiętnieni. Owszem, usłyszą podziękowania, otrzymają nawet medal, choćby papieskie „Benemerenti”, ale czy zdarza się, żeby przy jakiejś świątyni pojawiła się tablica pamiątkowa wspominająca na przykład wieloletniego kościelnego? Czy kiedy myślimy o budowniczym kościoła, nie przychodzi nam na myśl przede wszystkim proboszcz? To on najczęściej przechodzi do historii, a przecież przeważnie jest jeszcze ktoś, kto przy budowie ma ogromne zasługi. Czy nasza kościelna pamięć nie jest zbyt sklerykalizowana?

O tym, jak istotną rolę w tworzeniu się Kościoła lokalnego odegrało wielu wiernych świeckich, przypomniał pilski jubileusz. W parafii pw. św. Józefa 65-lecie kapłaństwa i 50-lecie małżeństwa obchodzili wspólnie: ks. Ryszard Kierzkowski oraz Krystyna i Józef Nowakowie.

Dlaczego nie?

Był 8 grudnia 1992 roku. Trwała budowa kościoła i domu parafialnego. Ksiądz Ryszard Kierzkowski odprawiał swoją pierwszą Mszę św. jako nowy proboszcz. Sam mieszkał wtedy na sporo oddalonym od parafii os. Górnym. W miejscu, do którego był posłany, nie było nawet pomieszczenia na szaty liturgiczne, nie mówiąc już o kancelarii. – Było to naprawdę bardzo uciążliwe – wspomina sędziwy kapłan. W ramach ogłoszeń poprosił więc o pomoc.

– Wychodząc z kościoła, spojrzeliśmy na siebie i pomyśleliśmy: „Dlaczego nie?” – mówi Krystyna Nowak. – To była szybka decyzja, wręcz natchnienie – dodaje mąż Jan. Tak oto w domu państwa Nowaków, na werandzie, powstały tymczasowa zakrystia i kancelaria parafialna. W dodatku pani Krystyna została kancelistką, a pan Jan kościelnym. Dość szybko syn Krzysztof zabrał się także za grę na organach.

– To była wielka pomoc. Szybko zaczęli się włączać także inni parafianie. Mimo wielu niedogodności były to jedne z najlepszych lat mojego kapłaństwa – przyznaje ks. Kierzkowski.

Kapłani domownicy

Kancelaria i zakrystia funkcjonowały u Nowaków przez kilka lat, dopóki nie pojawiły się odpowiednie warunki w domu parafialnym. – Księża przychodzili też na posiłki czy na kawę pomiędzy kolejnymi Mszami św. Przecież nie mieli gdzie się podziać. Dla nas kapłani są jak domownicy, a ks. Kierzkowski od lat towarzyszy nam w wielu ważnych dla nas sytuacjach. Jest z nami na dobre i na złe jak przyjaciel – przyznaje pani Krystyna.

Mimo że już dawno parafia św. Józefa w Pile ma odpowiednie warunki, a weranda państwa Nowaków jest znów po prostu werandą, poczta kurialna m.in. z prasą wciąż dociera właśnie do nich. – To dla nas bardzo wygodne, ponieważ najczęściej kurierzy docierają tu podczas wieczornej Eucharystii i nie ma kto ich przyjąć – przyznaje ks. Ryszard Ryngwelski, obecny proboszcz pilskiej parafii pw. św. Józefa.