Tu się nie płaci!

Karolina Pawłowska

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 41/2020

publikacja 08.10.2020 00:00

To najczęściej powtarzane przez wolontariuszy zdanie. Bierzesz, co potrzebujesz. Możesz też przynieść to, co nie jest ci już potrzebne.

▲	Idea jest prosta: nie wyrzucaj, oddaj lub zamień. ▲ Idea jest prosta: nie wyrzucaj, oddaj lub zamień.
Karolina Pawłowska /Foto Gość

Stworzyli go młodzi ludzie, którym nie jest obojętny los planety. – Zdecydowanie za dużo kupujemy. I za dużo wyrzucamy – przyznają, rozkładając na półkach „nowy” towar. Ten pojawia się niemal cały czas. Drzwi dawnego sklepu właściwie się nie zamykają. – Choć to budynek, w którym mieścił się sklep, punkt nie działa jak tradycyjna placówka handlowa. Stąd po prostu rzeczy się bierze – tłumaczy Monika Czajka, inicjatorka powstania grupy On-Eko. Jedyne pieniądze, jakie się pojawiają, to te wrzucane do skarbonki, które pozwolą fanom drugiego obiegu rzeczy na działalność. Idea jest prosta. Niepotrzebne? Nie wyrzucaj! Oddaj lub wymień!

Nie marnować

Najbardziej chodliwymi towarami są zabawki i akcesoria dla najmłodszych. Hulajnogi, rowery, łóżeczka nie leżą długo. – W przypadku książek działamy trochę jak biblioteka: ktoś wpada, bierze książkę, przeczyta i oddaje ją z powrotem – śmieje się Monika. Większość przedmiotów jest nowa lub prawie nieużywana. Wszystkie trafiają najpierw na tzw. kwarantannę, bo w dobie pandemii bezpieczeństwo to podstawa.

– Ostatnio pan przyniósł obraz. Owinięty w papier. Nigdy go nawet nie rozpakował. Sporo rzeczy mamy jeszcze z metkami – opowiada. Wielkie gabaryty trafiają na facebookową tablicę. – Umieszczamy zdjęcia mebli, które są do wzięcia. Nie możemy ich trzymać u siebie, ale możemy pośredniczyć w znalezieniu im nowego domu. Szafa i komoda już powędrowały do ludzi – dodaje wolontariuszka.

Pomysł podsunęły ekologiczne warsztaty prowadzone przez Caritas. Jest animatorem katechezy parafialnej, więc ideą sąsiedzkiej wymiany podzieliła się z nastolatkami. Chciała też, żeby punkt stał się od dawna wypatrywanym przez młodych sławoborzan miejscem ich spotkań i wymiany pomysłów. – Ważna jest ekologia i to, że w ten sposób pomagamy planecie, ale też pomagamy ludziom. No i integrujemy się ze sobą. Jest pożytecznie i zabawnie – wylicza Zosia, jedna z dziesiątki wolontariuszy. Nie tylko dyżurują trzy razy w tygodniu. Zainspirowani ideą zero waste szyją z firanek woreczki na warzywa, dekorują płócienne siatki albo robią „gniotki” dla dzieci z odziedziczonej po dawnym sklepie mąki. Bo najważniejsze to nie marnować.

Za dużo

Dwie młode klientki z błyskiem w oku oglądają sklepowe półki. – Ludzie mają w domu mnóstwo rzeczy, które im zalegają, a mogą się komuś jeszcze przydać – mówi Klaudia Wiszniewska. Chwilę wcześniej przywiozła do punktu nieużywaną już dziecięcą zjeżdżalnię. Wyjdzie z pluszową zabawką. Inna młoda kobieta zatrzymuje się przy ubrankach dla dzieci. – Ponosi i odniosę z powrotem – śmieje się Justyna Kędra, pokazując kilka wybranych wieszaków. – Dzieci tak prędko rosną. Szybko się też nudzą książeczkami czy puzzlami, więc można z powodzeniem takimi rzeczami się wymieniać. A ile mniej w domu szpargałów! – chwali ideę wymiany.

Punkt sąsiedzkiej wymiany rzeczy działa od niedawna, ale szybko stał się przebojem. – Takiego miejsca było potrzeba. Mieszkańcom się podoba, znajomi z innych miejscowości dzwonią z pytaniem, czy mogą coś przywieźć, a jeszcze inni podpytują, jak zrobić coś takiego u siebie. Bo to ekologiczne i prospołeczne – przyznaje Anita Małolepsza. Choć zawodowo zajmuje się pomaganiem, co środa melduje się na dyżur wolontariacki w punkcie. – Ktoś coś oddaje anonimowo, inny, kto potrzebuje, bierze anonimowo. Nawet „dziękuję” nie musi mówić. Bez stygmatu bycia klientem pomocy społecznej – zauważa. Sama szczerze przyznaje, że jest zakupoholiczką, a punkt wymiany rzeczy skłonił ją do refleksji. – Bardziej zastanawiam się, zanim wrzucę coś do koszyka w sklepie. Czy na pewno potrzebuję nowych firanek, czy jeszcze jeden stołeczek uda się upchnąć w domu? Ja mniej kupuję, mąż − minimalista jest szczęśliwszy i planeta na tym zyskuje – ze śmiechem odkrywa jeszcze jeden proekologiczny aspekt działania grupy.