Był błogosławieństwem dla wspólnoty

Karolina Pawłowska

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 44/2020

publikacja 29.10.2020 00:00

Proboszczował w Skrzatuszu i Pile. Potem przez długie lata zmagał się z chorobą i cierpieniem. Pochodzącego z miasta nad Gwdą salezjanina pożegnano w kościele Świętej Rodziny.

Ksiądz Lech Kasperowicz przeżył 67 lat, w tym 45 lat życia zakonnego i 38 lat kapłaństwa. Ksiądz Lech Kasperowicz przeżył 67 lat, w tym 45 lat życia zakonnego i 38 lat kapłaństwa.
Karolina Pawłowska /Foto Gość

Ostatnie ćwierćwiecze, naznaczone cierpieniem i chorobą, ks. Lech Kasperowicz spędził w Szczecinie. Ale to w mieście nad Gwdą rodziło się jego powołanie i tu zdobywał pierwsze duszpasterskie doświadczenia.

Jak Dominik Savio

Był najmłodszym z piątki dzieci Władysławy i Wacława Kasperowiczów. Od małego chciał być blisko ołtarza. – W tym przypominał mi św. Dominika Savio. Jako 4–5-letni chłopiec budził się sam o świcie i szedł z mamą na Eucharystię. Kiedy miał 6 lat, starsza siostra nauczyła go ministrantury po łacinie. Pozostał ministrantem przez cały okres nauki szkolnej. Będąc drobnej postury, miał problemy z przeniesieniem ciężkiego Mszału na ołtarz, ale w czasie liturgii nic, co działo się poza ołtarzem, dla niego nie istniało – dzielił się z zebranymi wspomnieniami o starszym współbracie ks. Leszek Główczyński.

Zaowocowało to decyzją o wstąpieniu do Towarzystwa Salezjańskiego i przyjęciu święceń kapłańskich w 1982 roku. Pierwszą parafią, do której został skierowany ks. Lech, była parafia pw. Świętej Rodziny w Pile. Z zaledwie pięcioletnim stażem kapłańskim został proboszczem parafii pw. Matki Bożej Bolesnej w Skrzatuszu, w której wówczas posługiwali księża salezjanie. – Borykał się z wieloma problemami ze zdobywaniem środków, by to miejsce wyglądało jak najpiękniej. Jednym z najważniejszych zadań stało się przygotowanie koronacji wizerunku Skrzatuskiej Pani, która odbyła się 18 września 1988 roku. Poświęcił się temu dziełu z ogromnym zaangażowaniem. Wydał album o skrzatuskim sanktuarium oraz śpiewnik „Skrzatuska Pani”. Czynił wiele starań, by do Skrzatusza mogła przyjeżdżać tak bliska mu młodzież – przypominał ks. Główczyński. Przez kolejne trzy lata, do 1995 roku, proboszczował w pilskiej parafii Świętej Rodziny. Do dziś wierni pamiętają jego piękny mocny głos i to, że umiał zjednywać sobie ludzi.

Choroba

Kiedy zaczęło szwankować księżowskie serce, został skierowany do parafii św. Jana Bosko w Szczecinie. Prowadził tu niezwykle liczną, momentami nawet 500-osobową, wspólnotę charyzmatyczną „Bóg jest miłością”. Z kart jej kroniki można wyczytać o kapłanie pełnym Ducha, nauczającym z mocą, prowadzącym do Boga, będącym blisko ludzi. W styczniu 1999 roku, wracając z odwiedzin u ciężko chorej mamy, sam doznał poważnego zawału. Miał zaledwie 47 lat. Powikłania wywołały udar, w wyniku którego duszpasterz został w połowie sparaliżowany. – Zawsze energiczny, uśmiechnięty, pełen humoru, nawet czasem dosadnego. Zawsze mówił wprost, nie owijał w bawełnę. Zauważałem w nim cały czas entuzjazm i pragnienie głoszenia słowa Bożego. Wiele razy komentował nasze kazania: „ale dałeś czadu”, „aleś powiedział”. Gdy czuł się w dyspozycji, czytał Ewangelię. Nie da się tego opowiedzieć, jak czytał o uzdrowieniach dokonywanych przez Chrystusa, jak drżącą ręką podnosił kielich – dzielił się osobistym świadectwem ks. Leszek.

Dziękuję

Dzięki pamięci, życzliwości i pełnej miłości pomocy osób świeckich, z których niektórzy poświęcili lata, opiekując się duszpasterzem, ks. Lech mógł do ostatnich dni pełnić posługę kapłańską. Wszystkim im dziękował ks. inspektor Tadeusz Itrych, który przewodniczył uroczystości pogrzebowej. Dziękował także Bogu za swojego współbrata. – Eucharystia jest powiedzeniem „dziękuję” za każdą chwilę życia i posługi ks. Lecha. Ale także za to, co przeżywał w ostatnich latach. Jak mówią nasze Konstytucje Salezjańskie: stał się błogosławieństwem dla wspólnoty, w której przebywał, wzmacniał ducha rodzinnego i braterskiego. Dziękujemy za niezliczoną ilość sprawowanych sakramentów, powiedzianych słów otuchy i nadziei. Dziękujemy rodzinie, bo wiadomo, że „czym skorupka za młodu…”. Pękła ona życzliwością i dobrem w życiu salezjańskim i kapłańskim – żegnał współbrata inspektor pilskiej prowincji salezjanów.

Ksiądz Lech Kasperowicz zmarł 11 października 2020 roku w szczecińskim szpitalu przy ul. Arkońskiej. Przeżył 67 lat, w tym 45 lat życia zakonnego i 38 lat kapłaństwa. Spoczął na pilskim cmentarzu w kwaterze salezjanów.