Dwie kobiety, dwa macierzyństwa

Katarzyna Matejek

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 47/2020

publikacja 19.11.2020 00:00

Bólu babci pana Stanisława, która w młodości dokonała aborcji, nie ukoił czas. Jego przyjacielowi czas życia był dany dzięki odwadze matki.

Pamięć o nienarodzonych wyraża się setkami zniczy ustawionych w listopadzie przed pomnikami dzieci utraconych, tak jak na cmentarzu w Koszalinie. Pamięć o nienarodzonych wyraża się setkami zniczy ustawionych w listopadzie przed pomnikami dzieci utraconych, tak jak na cmentarzu w Koszalinie.
Katarzyna Matejek /Foto Gość

Cień aborcji, jak mówi pan Stanisław – pracownik oświaty i zaangażowany katolik z jednego z większych miast naszej diecezji – towarzyszy nie tylko kobiecie, która tego dokonała, ale też jej bliskim, domownikom. Tego doświadczył, mieszkając ze swoją babcią, która zmagała się z tym brzemieniem aż do śmierci. Umocnił go natomiast obraz synowskiej miłości jego przyjaciela, urodzonego wbrew namowom lekarzy.

Żywy cierń

– Babcia nigdy nam się nie przyznała, że dokonała aborcji, mimo że mieszkaliśmy pod jednym dachem i opiekowaliśmy się nią aż do jej śmierci – mówi pan Stanisław o poznanej z relacji swojej mamy historii dwudziestokilkulatki przerzuconej wraz z rodziną ze Wschodu na Ziemie Odzyskane. – To działo się pod sam koniec wojny, babcia miała już troje dzieci, dziadek był nadal zmobilizowany. To wszystko stanowiło dla niej realny problem. I po prostu zrobiła to.

Gdy była po osiemdziesiątce, domownicy widzieli, jak płakała wieczorami. – Po wylewie, gdy leżała sparaliżowana, widywała jakieś dziecko, które do niej przychodzi. Wołała je, wyciągała ku niemu rękę, próbowała nawiązać kontakt. Czuła, że jest jakaś istota, której tu nie ma i nigdy tu nie było, a za którą ona tęskni – relacjonuje jej wnuk.

Jak dodaje, chociaż minęło przeszło 60 lat od aborcji, kobietę na łożu śmierci gnębiły wyrzuty sumienia. – Mimo że bardzo szczerze spowiadała się z tego, zresztą wielokrotnie, ponadto była członkiem róży różańcowej i w ogóle bardzo dobrym człowiekiem, to jednak nieustannie nosiła w sobie żywy cierń – stwierdza jej wnuk. – To wszystko w niej ciągle siedziało, choć czas niby leczy rany… Tych nie zaleczył.

– Przez cały okres komunizmu mówiło się: aborcja jest dobra, usuwając dziecko, pozbywasz się problemu. Na przykładzie babci widać, że nie, bo za kobietą, która to zrobi, to zło dalej idzie. A w momencie, gdy człowiek zaczyna żegnać się ze światem, ono przychodzi ze zdwojoną siłą – przestrzega pan Stanisław. – Moja babcia na szczęście pogodziła się z tym dzieckiem, ze sobą, z Bogiem. A mimo to ten dramat położył się ogromnym cieniem na jej życiu.

Wierny syn

Zamiast śmierci z rąk położników życie jako dar miłości matki otrzymał przyjaciel pana Stanisława. Rodzice tamtego mężczyzny połączyli się w związek małżeński, będąc w średnim wieku, przy czym 50 lat temu, gdy to się działo, uznano ich za starszą parę. Gdy kobieta zaszła w ciążę, diagnoza, którą przekazali jej medycy, brzmiała: dziecko będzie chore, ułomne. I zalecili aborcję.

– Wbrew radom lekarzy i innych osób ona postanowiła to dziecko urodzić. Urodziło się całkowicie normalne, bez żadnych wad. Urodziło się wspaniałe życie, dobry i bardzo inteligentny człowiek. Zdobył świetne wykształcenie, obawy lekarzy nie sprawdziły się w żadnym aspekcie jego życia – ocenia pan Stanisław. – Jest nie tylko wspaniałym ojcem kilkorga dzieci, ale interesuje się ludźmi wokół siebie, jest bardzo pomocny dla innych.

Mężczyzna do końca życia swojej matki okazywał jej ogromną troskę. Ta miłość wynikała także z tego, że zdawał sobie sprawę, że gdy jego życie wisiało na włosku, ona nie posłuchała podszeptów specjalistów, ale zaryzykowała i urodziła go.

– Mój przyjaciel otrzymał od niej miłość i pięknie ją odwzajemniał, także wtedy, gdy ona na starość mieszkała już sama. Chociaż mieszkał ok. 40 km od niej, to przynajmniej dwa razy w tygodniu do niej przyjeżdżał. Doglądał jej, a kiedy wymagała opieki z powodu choroby nowotworowej, opiekował się nią do samego końca. Miłość, którą ona go obdarzyła, owocowała: otrzymała od syna opiekę i miłość na co dzień – stwierdza pan Stanisław. – Cała miłość, którą ta kobieta okazała swojemu dziecku, szła w życiu obok niej. Taka sama miłość, której moja babcia nie doświadczyła w odniesieniu do dziecka, które usunęła. I z powodu czego tak cierpiała. Imię rozmówcy zostało zmienione.