Nocny pociąg

Katarzyna Matejek

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 49/2020

publikacja 03.12.2020 00:00

Startuje ze Szczecinka i wiezie Iwonę Sakrajdę do koszalińskiej kaplicy. A stamtąd do modlitw układających się w wiersze. I do Almanachu Poezji Religijnej.

	Świadectwo pani Iwony znalazło miejsce na łamach „Królowej Różańca Świętego”. Świadectwo pani Iwony znalazło miejsce na łamach „Królowej Różańca Świętego”.
Katarzyna Matejek

Iwona Sakrajda – pielęgniarka, sekretarz parafialnego zespołu synodalnego w parafii św. Krzysztofa w Szczecinku, lektorka, miłośniczka spacerów i fotografii, a od kilku lat autorka poezji religijnej – zdumiała się, gdy któregoś letniego wieczoru znalazła w skrzynce pocztowej sporą przesyłkę od nieznanego nadawcy. Wewnątrz znajdowały się Almanach Poezji Religijnej pt. „A Duch wieje kędy chce” oraz zaproszenie do publikacji w jego kolejnej edycji. Tak zaczęła się znajomość pani Iwony z autorem zbioru Marianem Hermaszewskim. – Tak „staroświecko” zawarta znajomość bardzo mnie rozczuliła, w środek almanachu wsunięty był list napisany na maszynie do pisania. Żaden internet, tylko poczta, a potem także telefon. Tak jakbym się przeniosła w czasie – wspomina pani Iwona.

Rozmowy sfinalizowały się nie tylko publikacją kilkunastu wierszy poetki w 29. almanachu, ale także podsumowaniem go posłowiem jej pióra. Wydawnictwo ukaże się w pierwszej połowie grudnia 2020 roku. I trafi między innymi do Biblioteki Narodowej w Warszawie, podobnie jak pozostałe 28 tomów, każdy zawierający wiersze ponad 30 autorów, co przez trzy dekady daje około tysiąca twórców, którzy swoimi wierszami, wyznaniami, spowiedzią potrafili zwerbalizować nieuchwytność przeżycia religijnego.

Te kartki wzruszają

Twórcą i realizatorem pomysłu stworzenia forum poetów religijnych jest jeden z nich – Marian Stanisław Hermaszewski z Lublina (swojego czasu publikujący w „Gościu Niedzielnym”). Poeta poświęcił almanachowi sporą część życia, redagując i przygotowując do druku kolejne tomy. W każdym prezentuje dorobek artystyczny zarówno uznanych poetów, jak Władysław Broniewski, ks. Jan Twardowski, ks. Jerzy Szymik, jak i tych nieznanych, wyszukanych z trudem i całkowicie niespodziewających się zaproszenia na łamy rocznika, jak to się stało w przypadku Iwony Sakrajdy. Mieszkanka Szczecinka przykuła jego uwagę wielokrotnym uczestnictwem w Konkursie Poezji Religijnej im. ks. prof. Józefa Tischnera.

– Trzymając w ręku tom almanachu wypełniony wierszami wielu mistrzów, niezwykle się wzruszam. Wielkim zaszczytem jest dla mnie udział w tej niepozornej książce, niezbyt wypromowanej i tym samym mającej niewielu odbiorców – żałuje poetka. – Na szczęście są tacy, którzy czytają.

A czytają uważnie – w almanachu, gazetce parafialnej, internecie – i wyrażają swoje opinie w komentarzach, zachęcają do dalszej pracy, a przede wszystkim dziękują za konkretne słowo, wiersz.

Skąd natchnienie?

Pani Iwona poezją zajmuje się dlatego, że się modli. To sposób utrwalania tego, co przeżywa podczas głębokiego spotkania z Bogiem, w jakie wprowadza ją duchowość karmelitańska, czerpiąca z dzieł św. Teresy od Jezusa i św. Jana od Krzyża. Na nocne adoracje potrafi „skoczyć” do karmelitanek w Bornem Sulinowie. – Po jednej nocy w klasztorze czuję się jak po tygodniu w SPA. Wszyscy potrzebujemy ciszy, ale nigdzie nie znajdzie się jej takiej jak tam – zaświadcza mieszkanka Szczecinka.

Któregoś razu poniosło ją aż do Koszalina. To był impuls w sylwestrowy wieczór: żeby tę noc spędzić w kaplicy adoracji Domu Miłosierdzia Bożego. Długo się nie wahała, ruszyła na dworzec i wsiadła do pociągu. – Pamiętam, że gdy siedziałam w kaplicy w ławce, przez boczne okna widziałam rozbłyski fajerwerków. Tej nocy przyszło natchnienie, by zapisać te moje rozmowy z Bogiem – mówi o momencie, kiedy na dobre rozpoczęła się jej przygoda z poezją religijną.

– Każdy wiersz to modlitwa, nic innego – podkreśla pani Iwona. – Słowa układają się wokół Ewangelii lub poruszeń wewnętrznych. Wtedy zdarza się, że coś zapisuję na kartce, w małym notatniku, który mam przy sobie. W innych sytuacjach, np. na spacerze, notuję także w telefonie komórkowym.

Zauważa, że do Boga zbliża ją nie tylko sam moment modlitwy, ale także ślęczenie nad kartką. Wyciąganie słów na powierzchnię trwa niekiedy długie godziny. – Kiedy nazwie się słowami to, co się czuje, to relacja z Panem Bogiem się umacnia. I motywuje do kolejnych spotkań z Nim. Ale to nie znaczy, że z założenia siadam do modlitwy z długopisem w dłoni. Nie, po prostu zaczynam się modlić. I to jest w tym momencie mój priorytet.

Inspirujące przemiany

Zadziwia ją, że są ludzie, którzy chcą to czytać. A może po prostu odnajdują w jej słowach to, co sami przeżywają? Znajdą tam zachwyt Ewangelią, ale i trudne pytania, wadzenie się z Bogiem. Autorka cieszy się, że może w ten sposób zachęcać czytelników do przyjrzenia się Bogu, wierze i samym sobie. – Jestem Bogu wdzięczna, że taka wymiana między ludźmi, taka nić porozumienia ducha w ogóle istnieje – wyznaje artystka. Motywuje ją to do dalszej pracy, w planach ma wydanie autorskiego tomiku poezji.

W jej wierszach czytelnicy znajdą także obraz bliźniego. – Obserwuję, spotykam ludzi, rozmawiam. A kiedy już jestem sam na sam z Bogiem, z tego rodzą się myśli, wiersze.

Sytuację życiową niektórych poznała jako niezwykle bolesną, zwłaszcza chorych, których spotykała w szpitalu psychiatrycznym, gdzie pracowała przez 15 lat. Jak dodaje, są to ludzie głodni nie tylko zdrowia, ale i bliskości.

– Im starszy człowiek, tym jego samotność jest większa. Zaczyna rozmowę od problemu zdrowotnego, a kończy na głębokich zwierzeniach. Niby chodzi o sprawy, a wspólnym mianownikiem okazuje się samotność. To wcale niekoniecznie seniorzy, ale także ludzie młodsi, w depresjach, nerwicach, żyjący w poczuciu, że nie mają przy sobie ani jednej życzliwej osoby. Kilka takich dramatów zapadło mi mocno w serce – wyznaje pielęgniarka. Na takie rozmowy, jeśli tylko pozwalają na to obowiązki podczas dyżuru, nie szczędzi czasu, życzliwości, uśmiechu. – Bywało, że niektórzy pacjenci dzięki Panu Bogu odwracali wzrok od swojej ciemności, głębokiej depresji. I wychodzili z choroby. To jest dla mnie dużą inspiracją.

Hm, masz rację…

Jeszcze zanim zasmakowała w poezji, była felietonistką w portalach internetowych: w ewangelizacyjnym „Theofeel” (gdzie w 2016 r. zdobyła pierwsze miejsce w konkursie na felieton), w społeczno-chrześcijańskiem „Gwiazdka Cieszyńska”, a także poetyckim „Poeci polscy.pl”. – To wtedy się zaczęło; jedna z poetek napisała do mnie, zachęcając do dalszej pracy i startowania w konkursach – mówi pani Iwona. – A potem poszło jak lawina. Wykorzystuje te miejsca do promocji myśli chrześcijańskiej. Pisze o tym, co najważniejsze nie tylko dla chrześcijanina, ale człowieka w ogóle. Porusza tematy miłości, marzeń, przemijania, przyjaźni. Niekiedy cytuje katolickich twórców, np. ks. Jana Twardowskiego.

– Nie każdy, kto mnie zna, wie, że ewangelizuję. Jest więc dla mnie cenne, kiedy ktoś znajdzie coś mojego w sieci, przeczyta, rozważy. Szczególnie, kiedy są to osoby nie identyfikujące się z Kościołem, z wiarą. Tym mocniej cieszy, kiedy ktoś taki do mnie napisze: „hm, tutaj masz rację, dałaś mi tym do myślenia” – mówi Iwona Sakrajda. – Głoszenie Pana Boga postrzegam jako swój obowiązek. I to, że jeśli dostało się od Niego talent, to trzeba go rozwijać.

Parasol Maryi

Okiem wnikliwego obserwatora patrzy na rzeczywistość wokół. Także tę związaną z Kościołem. Temu parafialnemu służy jako lektorka, animatorka grup przygotowujących się do bierzmowania, a także jako sekretarz parafialnego zespołu synodalnego. – Po każdym spotkaniu zespołu, kiedy spisuję protokół i porządkuję notatki, mam możliwość wrócić spokojnie do naszych rozmów, opinii, spojrzeć na te dyskusje z boku. Wtedy rodzą się kolejne refleksje. To buduje, że są świeccy zaangażowani w zmiany, w rozwój wspólnoty Kościoła. Nie jest ich może wielu, ale są, obok nas – ocenia parafianka kościoła św. Krzysztofa w Szczecinku.

Jest też propagatorką modlitwy różańcowej, choć długo było jej z nią nie po drodze. – Rozkochana w adoracji, w cichej modlitwie, sakramentach, miałam problem z Różańcem – przyznaje. Co więcej, nawet go nie lubiła, a odmawianie zdrowasiek wręcz męczyło ją fizycznie. W trudnym momencie życia opatrzność Boża postawiła na jej drodze czciciela Matki Bożej Różańcowej. – Wtedy zauroczyłam się Różańcem – wyznaje. – Towarzyszył mi dzień po dniu. Trudne sytuacje bolały coraz mniej, lęk się wypalał. Aż przyszedł czas na Nowennę Pompejańską.

Owoce tej wymagającej zaangażowania ducha i czasu modlitwy przeszły jej oczekiwania. Zanoszone intencje zaczęły się spełniać, a osobisty lęk pękał jak bańka mydlana. I choć nie miała śmiałości prosić o nic dla siebie, dostała więcej niż mogłaby sobie wymarzyć. – Dziś czuję się pod parasolem ochronnym Matki Bożej. Odzyskałam coś, co straciłam pośród trudności: wolność od niepokoju, poczucia bylejakości, słabości. I zachwyt nad codziennością.

Różaniec to kolejny talent, który rozwija. Innych namawia, by nie zaniedbywali własnych. – Piszmy, czytajmy, spacerujmy, fotografujmy. Chociaż kilka minut wymieńmy na skarb, którego nie trzeba poszukiwać – podsumowuje. – To od nas zależy, jakie będzie nasze życie. Może być pustą kartką albo pięknym dziełem.