Społeczna lodówka u franciszkanów

Karolina Pawłowska

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 50/2020

publikacja 10.12.2020 00:00

Darłowscy zakonnicy podchwycili ideę foodsharingu. W niemarnowaniu żywności pomoże im chłodziarka, która stanęła przy klasztorze.

▲	Ojciec Przybysz przekonuje, że to szansa dla tych, którzy potrzebują,  i dla tych, którzy mają za dużo. ▲ Ojciec Przybysz przekonuje, że to szansa dla tych, którzy potrzebują, i dla tych, którzy mają za dużo.
Karolina Pawłowska /Foto Gość

Foodsharing to po prostu dzielenie się z innymi żywnością − taką, której przygotowaliśmy za dużo (np. zupą lub pierogami), lub taką, którą wcześniej kupiliśmy w nadmiarze i nie zdążymy zjeść, nim minie termin przydatności do spożycia. Wyrastające jak grzyby po deszczu jadłodzielnie funkcjonują już z powodzeniem w kilkunastu polskich miastach. Do ich grona dołączyło Darłowo.

– Zamysł jest piękny i niezwykle cenny. Wyrzucamy ogromne ilości jedzenia, Polska wręcz przoduje w marnotrawstwie. Zachęcamy do zrobienia rachunku sumienia naszych parafian, ale i my w klasztorze też marnujemy jedzenie. Lodówka sprawia, że można się tym podzielić, zanim jedzenie się zepsuje i trafi na śmietnik – mówi o. Wiesław Przybysz OFM Conv, proboszcz parafii mariackiej w Darłowie.

Lodówka od kilku dni stoi na chodniku w centrum miasta przy bramie franciszkańskiego klasztoru. Oklejona napisami zachęca przechodniów do dzielenia się z innymi. – Zamysł jest bardzo prosty: masz za dużo jedzenia – wkładasz je do lodówki, a każda osoba może takim jedzeniem się podzielić. Dzięki temu zamiast wyrzucać nadmiar jedzenia, dzielisz się nim z osobami, które tego naprawdę potrzebują – informuje o. Adrian Zalewski, który zainspirował współbraci do postawienia lodówki przy klasztorze.

W lodówce można zostawić dosłownie wszystko. Warunek jest jeden: produkty muszą być po prostu przydatne do spożycia. Takie, które zjedlibyśmy sami i którymi nakarmilibyśmy swoich bliskich. Do jadłodzielni nie przynosi się jednak surowego mięsa, przetworów z niepasteryzowanego mleka czy surowych jajek. Ojciec Przybysz cieszy się, że na półki lodówki powoli zaczynają trafiać pierwsze produkty. Podkreśla też edukacyjny wymiar całej akcji. – To działa w dwie strony. Dla potrzebujących lodówka to miejsce, gdzie można bez skrępowania i obawy stygmatyzacji skorzystać z tego, czego brakuje na domowym stole. Dla tych, którzy mają nadmiar to lekcja roztropności i docenienia darów Bożych – zauważa franciszkanin.